Archwium > Numer 436 (12/2009) > Dominikanie na niedziele > Niekonsekwentna konsekwencja

Niekonsekwentna konsekwencja
Iz 52,7-10 Ps 98 Hbr 1,1-6 J 1,1-18

„Na początku było Słowo”. Boży Logos, który tworzy świat z jego prawami, określa miejsce człowieka pośród stworzeń, a przede wszystkim w odniesieniu do Boga. Przy Nim jest miejsce człowieka, dlatego że człowiek zaproszony został do bycia blisko, do wspólnoty. Odwieczny Zamysł Życia, bo tak właśnie możemy nazwać ów Logos, określa również, co jest dobre i piękne. Mówi, jak piękny jest człowiek. W tym boskim kosmosie wszystko jest uporządkowane. Katastrofa przychodzi dopiero z chwilą wypróbowania ludzkich pomysłów na wolność. Wtedy ów kosmos zamieniony zostaje w chaos. Człowiek czuje się zagubiony i bezdomny. Będzie szukał czegoś i wybierał często to, co jest jedynie odblaskiem dobra, jego imitacją, a więc czymś, co nie uszczęśliwi i nie wypełni życia. Stanie się również bezbronny wobec żywiołów świata, a przede wszystkim wobec śmierci, z powodu której będzie przeklinał swój los. Będzie pytał o sens swojego życia, o jego cel.

Do tego momentu wszystko jest logiczne. Człowiek chciał wolności, teraz doświadcza jej gorzkiego smaku, a Bóg, który jest konsekwentny, pozwala na to. Kiedy jednak Anioł przychodzi do Maryi ze słowem zwiastowania, kiedy Słowo staje się ciałem w Chrystusie, kiedy doświadczamy Betlejem, coś tu się nie zgadza, tej konsekwencji zaczyna brakować. Jakby Bóg złagodniał, jakby stając się człowiekiem, chciał poznać i odmienić niewdzięczny ludzki los. I tak jest w istocie, bo Bóg jest konsekwentny jedynie w kochaniu. Tylko bezgraniczna miłość do człowieka powoduje, że sam staje się człowiekiem, żeby nas wyprowadzić z niewoli śmierci, jak kiedyś Mojżesz wyprowadził swój lud z niewoli egipskiej. To w naszą ciemność zstępuje Bóg ze swoim Światłem! Staje się ludzki, cielesny, a więc bezbronny. Bezbronność tej miłości objawia się zarówno w Betlejem, jak i w tajemnicy Golgoty, Bóg wydany jest w nasze ręce. I nie wolno zapominać w tym świątecznym dniu o celu Jego przyjścia. Choć może trudno połączyć początek i koniec, są one do siebie wyjątkowo podobne. Bóg staje się prawie albo dosłownie irracjonalny w tej miłości do człowieka. Drogą do człowieka i do ludzkiego serca jest człowiek Jezus Chrystus. I nie ma innego sposobu, by wrócić do zapomnianej bliskości, by odnaleźć na nowo swoje miejsce przy Ojcu Niebieskim. „I wszystkie krańce ziemi zobaczą zbawienie Boga naszego” – to dobra nowina dla każdego, bo dzisiaj objawił się współczujący Bóg, który zna nasz los. Dzisiaj też stał się bliski, tak bliski, że prawie można Go dotknąć, a na pewno można w Niego uwierzyć.


Tomasz Zamorski OP - ur. 1970, dominikanin, rekolekcjonista, doktor teologii. Pracował w Krakowie jako duszpasterz młodzieży, w Warszawie w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WZÓR ŻYCIA

Bartymeusz jest szczęściarzem

Strona Boga

CUDOWNE LATA?

Gry Piłata


komentarze



Facebook