Godzina przyjścia Pana
Mdr 18,6-9 Ps 33 Hbr 11,1-2.8-19 Łk 12,32-48

Aż kusi, żeby zestawić obok siebie dwie przypowieści z Ewangelii.

Pierwsza to ta z dzisiejszej liturgii słowa, perykopa mówiąca o potrzebie czujności. Chrześcijanin ma być podobny do sługi czekającego na powrót pana. Jeśli pan zastanie sługę czuwającego, sam przepasze się i będzie mu usługiwał podczas uczty. Jeżeli sługa nie będzie czuwał, oczekując na przyjście pana, spotka go kara. Dokładnie rzecz biorąc, czujność sługi – tłumaczy Jezus Piotrowi – oznacza traktowanie z szacunkiem drugiego człowieka. Jeżeli sługa zacznie źle postępować, mówiąc sobie: pan się ociąga z powrotem, to po powrocie pana zostanie ukarany, „gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Druga przypowieść to znana scena sądu ostatecznego z Ewangelii według św. Mateusza. Po jednej stronie zbawieni, po drugiej potępieni. Owce i kozły. I jedni, i drudzy się dziwią: Kiedy widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym, w więzieniu, nagim? Cokolwiek uczyniliście choćby jednemu z najmniej ważnych w waszym mniemaniu ludzi, Mnieście uczynili, mówi sędzia. Jedni czuwali i rozpoznali Pana w bliźnim, inni swoim postępowaniem zasłużyli na „wielką chłostę”. Nie rozpoznali Zbawiciela w potrzebującym pomocy człowieku. „O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

A teraz, jak to wygląda razem. To prawda, że jako chrześcijanie oczekujemy na przyjście Pana. Koniec świata będzie także dla każdego człowieka godziną oceny jego życia. Ponieważ nie wiemy, kiedy ten dzień nadejdzie, musimy być gotowi w każdej chwili ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Jednak z drugiej strony już teraz, żyjąc na tym świecie, musimy pamiętać o innym przyjściu Pana. Przyjściu, a raczej ciągłym przychodzeniu niemal w każdej minucie życia. Możemy nie dostrzec Chrystusa przybywającego w drugim człowieku. To także jest godzina Jego nadejścia, to także jest sytuacja, która wymaga czujności. Wiemy, jak łatwo „zasnąć” i nie dostrzegać Pana w codziennym kontakcie z ludźmi. Myślimy sobie: jakie przyjście Pana, po prostu tego lubię, a tamten mnie denerwuje, po co to całe pobożne gadanie? Jednak, mimo że nie spostrzegamy tego jako godziny przyjścia Pana, Chrystus przychodzi w bliźnim w potrzebie. „O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.


Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Nienawiść dla miłości

ZWYKŁE - NIEZWYKŁE

Dlaczego Bóg nie jest wszechmocny?

Zaczyn, kąkol, ziarnko gorczycy

OTO JA DOKONUJĘ RZECZY NOWEJ


komentarze



Facebook