Chwyć za broń!

Rozwój sytuacji mógł przyprawić amerykańskich obrońców życia o rozpacz. Próbowali wszystkich sposobów, by powstrzymać falę aborcji – angażowali się w politykę, urządzali debaty, demonstrowali, pikietowali kliniki ginekologiczne, organizowali happeningi, nie płacili podatków – wszystko na nic. Statystyki były nieubłagane: liczba aborcji rosła. Żadna z idących przerwać ciążę kobiet, które spotykali pod klinikami, wykrzykując antyaborcyjne hasła, nie zmieniła zdania.

Nadzieją wydawał się wynalazek ultrasonografu. Od tej pory aborter tracił alibi, że nie wie, co robi. Obraz USG wyraźnie pokazywał, że nie jest to wycięcie tkanki, lecz likwidacja ludzkiego istnienia. Nawet to jednak nie pomogło. Mało tego, w USA rozpowszechniła się praktyka tzw. aborcji partial birth, czyli „przez częściowe urodzenie”. Polega ona na uśmierceniu dziecka w późnej fazie ciąży, kiedy jego główka znajduje się już poza łonem matki. Najczęściej robi się wówczas dziurę w czaszce częściowo urodzonego niemowlęcia i wysysa z niej mózg – materiał poszukiwany przez firmy farmaceutyczne i kosmetyczne. W Stanach Zjednoczonych każdego roku dokonuje się kilkanaście tysięcy tego typu „zabiegów” na dzieciach, które zdolne są już do przeżycia poza organizmem matki.

Michael Griffin z Pensacoli na Florydzie wiedział o tym wszystkim doskonale. Jako działacz ruchu obrońców życia zdawał sobie sprawę, że wszystkie sposoby, jakich p (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dialog w cieniu półksiężyca

W urnowym gaju

Harry Potter, czyli teologia szczepionki

Świętość i socjalizm

Muzyka i duch


komentarze



Facebook