Archwium > Numer 365 (01/2004) > Szukającym drogi > Dlaczego Kościół tak późno potępił tortury?

Dlaczego Kościół tak późno potępił tortury?

Nie można zaprzeczyć, że Kościół aprobował tortury i palenie na stosie. Owszem, można to tłumaczyć tym, że w średniowieczu istniał sojusz tronu i ołtarza i że herezja była obrazą władzy królewskiej, ale wiara Kościoła, pozostaje, o ile wiem, niezmienna! Pan Jezus przecież powiedział: „Wy jesteście solą ziemi (…). Aby ludzie widzieli dobre czyny w was i chwalili Ojca, który jest w niebie”. To, że papieże nakazywali łagodzenie tortur, nie usprawiedliwia ich stosowania, co uznaję za rzecz haniebną, dlatego czasami ciężko mi jest uwierzyć w to, że Kościół jest nieomylny. Wydaje mi się, że wtedy Kościół się pomylił. Może zbyt mocno oskarżam Kościół i nie biorę pod uwagę całego obrazu życia społecznego w średniowieczu. Proszę jednak zrozumieć, że pragnę wierzyć, iż Kościół jest nieomylny. I jak tu to wszystko pogodzić — czy nauka Kościoła się zmieniła?

Zacznijmy od faktów, a później będziemy je interpretować i wyjaśniać. Otóż Alec Mellor, autor książki poświęconej historii tortur 1, zaczyna swoje dzieło od następującego zdania: „Tortury były znane wszystkim ludom starożytności, z jednym tylko wyjątkiem Żydów”. Od razu zauważmy, że nawet w odniesieniu do tego wyjątku, trudno nie pamiętać o stosowanej przez Żydów okrutnej karze kamienowania.

Świadectwa, że tortury stanowiły uznany element obyczajowości i sądownictwa starożytnych Greków, Mellor znajduje nawet w dziełach, w których przeciętny inteligent nigdy by ich nie szukał — w Wojnie peloponeskiej (VII 86, VIII 92) Tukidydesa, w Żabach (V 585–590) Arystofanesa czy w Retoryce (1376b–1377a) Arystotelesa. Szczególnie znamienna jest ostatnia z tych wypowiedzi znajdująca się w rozdziale pt. Nieretoryczne środki przekonywania. Wielki filozof ani nie broni tam tortur, ani ich nie krytykuje, ogranicza się do beznamiętnej refleksji nad siłą dowodową zeznań złożonych pod wpływem tortury.

Co do starożytnych Rzymian, powszechnie znane jest ich upodobanie do krwawych widowisk i trzeba oddać chrześcijaństwu, że dzięki niemu zawody gladiatorskie, które zawsze kończyły się śmiercią zwyciężonych zawodników, naprawdę należą już do historii. Warto tu przypomnieć opowiadanie Hanny Malewskiej Ostatni na arenie, poświęcone odważnemu — i opłaconemu własnym życiem — protestowi, który przeciwko krwawym igrzyskom podjął ok. 400 roku pustelnik święty Almach.

Natomiast tortury były stosowane w sądach rzymskich w całym majestacie prawa. Zadawano je niewolnikom „w celu uzyskania zeznań lub zaostrzenia orzeczonej kary” 2. „Niekiedy je stosowano wobec osób stanu senatorskiego i ekwitów winnych przestępstw zdrady głównej, czarów i fałszerstwa”. Prawo rzymskie ściśle określało rodzaje tortur i samo ich wyliczenie mrozi krew w żyłach: „Narzędziami używanymi do tortur były: rózgi (verbera), więzy (vincula), hak (uncus), szpony (ungulae), krzyż (cruciatus), powrozy (finducalae), koło (rota), żelazo (ferrum)”.

Mam przed sobą obszerny artykuł 3, którego autor, znany ze swojej pedanterii Henri Leclercq, starannie przedstawił różne rodzaje katuszy, które znosili przed sądami rzymskimi lub w trakcie wykonywania wyroku chrześcijańscy męczennicy. Wspominam o tym, bo warto zdać sobie sprawę z tego, że mówimy teraz o takim wymiarze ówczesnego życia społecznego, który chrześcijan dotykał bardzo bezpośrednio. Tym bardziej dla nas dzisiaj niepojęte jest to, że wśród licznych przekazów o zaznanych przez męczenników torturach 4 nie znajdziemy ani jednego, w którym próbowano by zakwestionować instytucję tortur jako taką. Owszem, w tekstach tych podkreśla się nieraz, że tortury te zadawano niewinnym albo że sędzia dawał w ten sposób upust swojemu gniewowi lub swojej bezsilności czy potrzebie okrucieństwa 5. Jednak nikomu — nawet prześladowanym chrześcijanom, którzy każdego dnia mogli stać się ich ofiarą — wówczas nie przyszło nawet do głowy, że tortury jako takie są czymś nieludzkim i że należałoby dążyć do całkowitego odrzucenia tego tak wątpliwego narzędzia sprawiedliwości.

Ten rodzaj powszechnego zaślepienia nie jest, niestety, w dziejach ludzkości czymś wyjątkowym. Dość przypomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno niewrażliwość na godność ludzką osób z intelektualną niepełnosprawnością czy psychicznie chorych była czymś raczej powszechnym.

Wracajmy jednak do tematu. Otóż wydaje się, że pierwszym myślicielem, który wypracował przesłanki umożliwiające radykalną rezygnację z tortury jako środka wymiaru sprawiedliwości, był święty Augustyn. Jednak nawet on takiego postulatu nie odważył się jeszcze wyraźnie postawić. Augustyn podkreślał przede wszystkim, że instytucja torturowania w śledztwie opiera się na absurdalnym założeniu, jakoby wolno było wymierzać niewątpliwą karę za wątpliwe przestępstwo: „Ażeby się dowiedzieć, czy jest winien, poddaje się go torturom i w ich wyniku niewinny ponosi za niepewne przestępstwo całkiem pewną karę nie dlatego, że odkryto, iż przestępstwo owo popełnił, lecz dlatego, że nie wie się, iż go nie popełnił” 6.

Nie wytrzymuje krytyki — kontynuuje Augustyn — argument, jakoby dzięki torturom ocalało się przed karą śmierci ludzi niewinnych:

Sędzia poddaje oskarżonego męczarniom po to, by nieświadomie nie zabić niewinnego — przez tę nieszczęsną nieświadomość zdarza się, że męczy i zabija właśnie niewinnego, którego wszak był męczył, ażeby niewinnie nie zabić.

Nieraz też człowiek niesłusznie oskarżony, chcąc uniknąć tortur, przyznaje się do niepopełnionej winy, ażeby jak najszybciej wykonano na nim wyrok śmierci:

Po skazaniu i zabiciu takiego sędzia nadal nie wie, czy zabił winnego, czy niewinnego w osobie tego, kogo wpierw poddał męczarniom właśnie po to, by w nieświadomości nie zabić niewinnego. Tak więc człowieka niewinnego zarówno poddał torturom, chcąc się dowiedzieć, czy jest on niewinny, jak i zabił, nie uzyskawszy o tym żadnej wiadomości.

Całą pokrętność uzasadnień na rzecz tortur widać więc jak na dłoni i powyższy tekst świętego Augustyna na pewno oddziaływał na kolejne pokolenia elit europejskich, zwłaszcza że dzieło O państwie Bożym było rzeczywiście czytane. Kiedy w cztery i pół wieku później papież Mikołaj I wypowiada się na temat tortur, odnosi się wrażenie, że mimo wielkiego wzrostu barbarzyństwa po upadku cesarstwa rzymskiego przynajmniej — wraz z odejściem prawa rzymskiego — z sądownictwa znikły tortury. Trudno inaczej rozumieć twierdzenie papieża, że „ani boskie, ani ludzkie prawo na to [na tortury] nie pozwala”

Wypowiedź papieża Mikołaja znajduje się w jego słynnym liście (z 13 listopada 866 roku) do bułgarskiego cara Borysa:

Jeżeli zatrzymany złodziej albo zabójca przeczy stawianym mu zarzutom, sędzia u was bije go w głowę batogiem albo rani mu bok jakimś żelaznym prętem, dopóki nie wyzna prawdy. Otóż ani boskie, ani ludzkie prawo na to nie pozwala. Wyznanie win nie powinno być wymuszane, ale dobrowolne, i nie wolno go gwałtem wyduszać, ale z woli wyciągnąć. Może się przecież okazać, że po zadaniu takich kar ten, kto je przecierpiał pod zarzutem popełnienia zbrodni, wcale jej nie popełnił. Czy przynajmniej wtedy nie zawstydzicie się i nie uznacie, że sądzicie bezbożnie? Albo jeżeli oskarżony, nie mogąc znieść takiej męki, przyznaje się do czynów, których nie popełnił: na kogo — że zapytam — spada taki ogrom niegodziwości, jeżeli nie na tego, kto wymusił takie kłamliwe przyznanie się? 7.

Mają więc rację ci historycy, którzy mówią o zasługach Kościoła w procesie łagodzenia obyczajów. Stoi jednak przed nami następująca zagadka: jak to się stało, że tortury wróciły do sądownictwa całkiem oficjalnie, i to również do sądownictwa kościelnego?

Wspomniany wyżej historyk Alec Mellor twierdzi, że tortury oficjalnie wróciły do sądownictwa wraz z renesansem prawa rzymskiego w średniowiecznej Europie, a ten się zaczął pod koniec XII wieku. Stosunkowo często autentycznemu postępowi towarzyszy regres. Trudno przecież mieć wątpliwości co do tego, że ponowne otwarcie się na prawo rzymskie było wielkim krokiem naprzód w dziejach prawa europejskiego 8.

Niestety, słuszny podziw dla systemu prawnego starożytnych Rzymian był bezkrytyczny i kiedy we wzorowanych na prawie rzymskim nowych procedurach sądowych pojawiły się tortury, nie wzbudziło to zasadniczych sprzeciwów. Stało się tak zapewne również pod wpływem tego, że nie była to epoka wielkiej wrażliwości na ludzkie cierpienie. Dość przypomnieć okrucieństwa, które towarzyszyły wówczas nieraz wykonywaniu wyroków śmierci, czy o ciężkich okaleczeniach, którymi zwycięzcy władcy karali swoich przeciwników politycznych.

Napisałem, że wprowadzenie tortur do śledztwa i przewodu sądowego nie wywołało zasadniczych sprzeciwów. Innymi słowy, nie pobudziło nikogo do sprzeciwu wobec samego stosowania tortur, do sprzeciwu na miarę przytoczonej wyżej wypowiedzi papieża Mikołaja. Tyle tylko, że zachowane źródła świadczą o wyraźnej świadomości ówczesnych ludzi, iż nie godzi się zadawać tortur „niesprawiedliwych” albo „zbyt okrutnych” — opatrzyłem oba te przymiotniki cudzysłowem, bo przecież tortury nie dzielą się na sprawiedliwe i niesprawiedliwe, ale wszystkie bez wyjątku są niesprawiedliwe i zbyt okrutne.

Toteż bez moralnej satysfakcji, a tylko z obowiązku faktograficznego, odnotuję opinię laickiego historyka prof. Lecha Szczuckiego, który przeciwstawia się demonizowaniu sądów inkwizycji jako rzekomo szczególnie słynących z okrucieństwa. To, że dotyczy ona XVI wieku, wynika jedynie z charakteru publikacji, w której Szczucki te słowa napisał:

Określenie „tortury inkwizycyjne” używane jest dziś potocznie jako synonim najbardziej okrutnych i wyrafinowanych męczarni. W rzeczywistości jednak arsenał tortur stosowanych przez inkwizycję rzymską (to samo zresztą można powiedzieć o inkwizycji hiszpańskiej) był znacznie skromniejszy od stosowanych przez ówczesne trybunały świeckie. Należy tu przypomnieć, że zasada torturowania podejrzanych o przestępstwo, związana nierozłącznie z przekonaniem o wyjątkowym i rozstrzygającym znaczeniu zeznań samych podejrzanych, cieszyła się powszechnym uznaniem wśród szesnastowiecznych teoretyków prawa karnego. Trybunały świeckie posługiwały się też chętnie torturami jako środkiem penitencjarnym, przy czym w obu tych przypadkach szafowały nimi obficie i bez żadnych zahamowań. (…)
   Przy dzisiejszym stanie badań nie sposób odpowiedzieć na pytanie o częstotliwość stosowania tortur przez ówczesne trybunały inkwizycji rzymskiej. Zdaniem Paula Grendlera, doskonałego znawcy dziejów św. Oficjum w Wenecji, tamtejszy trybunał torturował nie więcej niż 2–3% ogółu przesłuchiwanych; szacunek ten zdają się potwierdzać moje badania, prowadzone jednak na podstawie mocno zdekompletowanych i niepełnych źródeł, dotyczących procesów prowadzonych przed św. Oficjum w Rzymie 9.

Wyraźnie powiedzmy, że owe „2–3% ogółu przesłuchiwanych” to nie jest „tylko” 2–3%, ale to jest o 2–3% za dużo. Trzeba było dopiero wrażliwości moralnej takich ludzi, jak Michał Montaigne (†1592) i Cesare Beccaria (†1794), żebyśmy w końcu zrozumieli, że zadawanie tortur zawsze jest czymś nieludzkim i niemoralnym.

Zresztą czy naprawdę to już zrozumieliśmy? Nie tylko w bolszewickiej Rosji i hitlerowskich Niemczech torturowano tysiące ludzi. Nawet jeśli pominiemy tortury zadawane ludziom przez bandytów, zboczeńców i terrorystów, faktem jest — i raz po raz dowiadujemy się o tym z środków masowego przekazu — że tortury bywają stosowane przez policję i sędziów śledczych nawet w państwach demokratycznych. Słowem, bardzo trzeba uważać, żeby nie popaść w hipokryzję, która potępia grzechy popełniane przez dawne pokolenia, a zarazem palcem nie ruszy, żeby przyczynić się do położenia kresu grzechom analogicznym, jakie są popełniane dzisiaj.

Jednak Pan postawił problem poniekąd dogmatyczny: Jak wierzyć w nieomylność Kościoła, skoro we właściwym czasie nie potępił on tortur jako takich, ale co najwyżej przeciwstawiał się największym nadużyciom? Na to odpowiem, że nie tylko każdy z nas, ale również Kościół powinien nosić w sobie pragnienie, które najprościej wyraził Psalmista: „Boże, nie ukrywaj przede mną Twoich przykazań!” (Ps 119,19). Nieomylność Kościoła jako nauczycielki moralności to coś dużo mniej niż wszechwiedza, jest to nieomylność właściwa stanowi pielgrzymowania, a zatem naznaczona niekiedy niedomyśleniem i zaniedbaniem, a zawsze potrzebą dalszego zgłębiania.

To właśnie dlatego Kościół — zanurzony w mentalności swojej epoki — nie od razu poznał całą niegodziwość niewolnictwa i dyskryminacji kobiety. Wiele też wieków musiało upłynąć, wiele pracy umysłowej i duchowej trzeba było wykonać, zanim zrozumieliśmy powinność szczególnego szacunku dla osób psychicznie chorych czy upośledzonych intelektualnie, zanim zrozumieliśmy, że są one nam równe w ludzkiej godności. W każdym zaś pokoleniu pojawiają się jakieś nowe problemy moralne, na które Kościół musi szukać odpowiedzi nieraz wśród wahań i z niemałym trudem.

Zarazem chyba tylko ktoś pozbawiony zmysłu historii mógłby przeczyć temu, że właśnie chrześcijaństwo istotnie przyczyniło się do zniesienia niewolnictwa i tortur i do społecznego uszanowania kobiety oraz do uznania ludzkiej godności wszystkich pogardzanych i dyskryminowanych.

 

1 Alec Mellor, La torture. Son histoire — son abolition — sa réapparition au XX–e sičcle, Paris 1961.
2 Wszystkie cytaty w tym passusie pochodzą z krótkiego hasła „tormentum”, w: Prawo rzymskie. Słownik encyklopedyczny, red. Witold Wołodkiewicz, Warszawa 1986, s. 150.
3 Hasło Tortures, w 15. tomie Dictionnaire d’Archeologie Chrétienne et de la Liturgie.
4 Wystarczy pod tym kątem przejrzeć książkę pt. Męczennicy, red. Ewa Wipszycka i Marek Starowieyski, Kraków 1991, „Ojcowie żywi”, t. 9.
5 Tego rodzaju spostrzeżenia znajdziemy jednak również u autorów pogańskich. Por. np. fragment Satyry XIV Juwenalisa na ojca okrutnego wobec swych niewolników:
   Czyż nie uczy mściwości, kiedy się rozpływa
   Na oddźwięk bicza, kiedy woli świst baciska
   Niż śpiew Syreny? (…)
   cieszy się, gdy człeka,
   Co ściągnął dwie chusteczki, kat w ogniu przypieka.
   Cóż doradzi młodemu, gdy go tak zachwyca
   Szczęk kajdan, gdy go cieszy więzienie, ciemnica?
6 Święty Augustyn, O państwie Bożym, (19,6), przeł. Wiktor Kornatowski, Warszawa 1977, t. 2, s. 405. Por. ponadto List 133 (PL 33,509n), List 153,20 (PL 33,662).
7 Enchiridion symbolorum, definitionum et declarationum de rebus fidei et morum, opr. Henricus Denzinger i Adolfus Schönmetzer, Barcinone etc. 1963 nr 648, tłumaczenie własne.
8 Dość np. przypomnieć, że dopiero dzięki prawu rzymskiemu wprowadzono instytucję oskarżenia publicznego — przedtem nawet za zabójstwo nie można było winnego pociągnąć do odpowiedzialności, jeżeli nie znalazł się krewny zabitego, który wniósłby oskarżenie do sądu (por. Henri Maisonneve, Études sur les origines de l’Inquisition , Paris, 1960; Jacek Kurczewski, Spór i sądy, Warszawa 1982, s. 161– –202).
9 Lech Szczucki, Inkwizycja rzymska w XVI wieku, w: Philippus Camerarius, Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie, Warszawa 1984, s. 85 i 92.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Chrześcijański antyfeminizm?

Skłócone dzieci jednego Kościoła

Pierwsza komunia dziecka z niepełnosprawnością umysłową

Łaska i uczynki

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!


komentarze



Facebook