SPĘTANI
W imię "miłości" jesteśmy w stanie unieść tony upokorzeń, trudnych sytuacji, cierpienia, z nadzieją, że wreszcie przyjdzie ta prawdziwa miłość.

Mika Dunin: Miłość jest pewnym ideałem, czymś, o czym marzymy. Co mamy na myśli, mówiąc, że ktoś się uzależnił od miłości?

ks. Grzegorz Kudlak: To znaczy, że w niewłaściwy sposób radzi sobie z pewnym deficytem, który sięga bardzo głęboko. Niezwykle celną definicję znalazłem w preambule wspólnoty Dorosłych Dzieci Alkoholików: „Uwierzyliśmy, że jesteśmy nie w porządku”. Coś powoduje, że dziecko żyjące w chaosie toksycznego, dysfunkcyjnego domu, zaczyna wierzyć, że to ono jest przyczyną tego chaosu. „Zostaliśmy pozbawieni naszej autentycznej tożsamości i zaczęliśmy szukać sposobów na dobre samopoczucie”. Jednym ze sposobów jest znalezienie akceptacji. Skoro nie dostałem jej w domu, w rodzinie, zaczynam szukać na zewnątrz. „Chociaż wyglądamy jak dorośli, nadal zachowujemy się jak dzieci i pozwalamy, aby inni mieli wpływ na nasze myślenie o sobie, poczucie własnej wartości i nasze szczęście”. Osoby uzależnione od miłości pozbawione są decyzyjności i wpływu na własne życie. Marzą, by wejść w relację, która zapewni im tę akceptację i da spełnienie. Nie używają substancji uzależniającej, ale wchodzą w związek i wydaje im się, że w tym momencie łapią Pana Boga za nogi. Teraz już będzie dobrze, bezpiecznie.

Są uratowani?

Tak! W każdym razie do czasu.

Czy uzależnienie od miłości można porównać do jakiegoś innego uzależnienia? W jakim obszarze będziemy się poruszać?

Na pewno w obszarze cierpienia. Szukając wspólnego mianownika uzależnień, dochodzimy do rodziny, w której mogli się wychować tacy ludzie. I niekoniecznie znajdziemy tam ewidentne braki – te rodziny mogły być pełne, zadbane, na oko zgodne, ale w obszarze emocjonalnym panował spory deficyt.

Uzależnienie jest więc efektem jakiejś wyrwy, z którą trzeba sobie poradzić, bo jest dotkliwa?

Przyjęcie do wiadomości, że zdarzyło się coś, co nas naznaczyło, jest bardzo długim procesem. Jeśli wchodzi się w dorosłe życie z jakimś poważnym deficytem, to jednym z objawów jest pokusa, żeby w nowym związku, który zazwyczaj na początku jest wyidealizowany, znaleźć ratunek i wypełnić wszystkie dotychczasowe braki. Założenie emocjonalne jest szczere – „chciałbym” – ale niemożliwe w praktyce do zrealizowania.

Dlaczego?

Bo nieświadomie odtwarzamy scenerię z dzieciństwa, w której będą się mogły pojawiać dawne bolesne odrzucenia.

Czy osoba uzależniona od miłości „wybiera” sobie kogoś, kto będzie ją źle traktował?

Spotkałem się z różnymi konstelacjami takich relacji. Czasami – nieświadomie – dobieramy się tak, by się uzupełniać deficytami, a czasami – przyuczamy partnera do tego, by prowadził nas i związek do destrukcji.

Sami na siebie sprowadzamy nieszczęście?

Osoba uzależniona od miłości jest przekonana, że nie ma wpływu na własne życie i podświadomie wybiera partnera, który będzie za nią o wszystkim decydował i zaspokajał obszar jej deficytów. Ale może też być odwrotnie – wybiera taką osobę, którą będzie mogła kierować, prowadzić i odpowiadać za jej szczęście. Wiąże się to z podobną sytuacją emocjonalną jak w domu, w dzieciństwie.

Po czym rozpoznamy, że to nie miłość, a raczej uzależnienie?

Gdy nie ma rozwoju. Bycie razem to dążenie ku temu, by rozwijać siebie na każdym obszarze i etapie swojego życia.

Dawanie wolności drugiej stronie?

Jeśli lubisz chodzić po górach, a twoja przyszła żona nie lubi, to związek nie będzie dobry, gdy zrezygnujesz z gór, lecz jeśli dalej będziesz mógł chodzić po górach. Nie egoistycznie, ale rozwojowo. I to, co nas rozwija, nie powinno przeszkadzać w zaufaniu, w byciu razem, w budowaniu więzi. Jeśli to nas zamyka – zaczynamy się od siebie oddalać. Myślę, że teraz najchętniej pojechałbym w góry, ale dla mojej żony się poświęcam i nawet o tym nie wspomnę. I tak mogę się poświęcić rok, dwa…

A potem powiem, że jadę do mamy, a pojadę w góry?

Tak, zaczynam kłamać.

Nie mogę spotykać się z pewnymi ludźmi, nie mogę robić pewnych rzeczy, nie mogę chodzić w pewne miejsca, bo mojej żonie/mojemu mężowi to się nie podoba.

Przesadą jest zarówno to, gdy wszystko robimy razem, jak i to, gdy wszystko robimy osobno. W dojrzałej relacji jest obszar wspólnych zainteresowań i spraw – bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy ich nie mieli i żeby nic nas nie łączyło – lecz jest też obszar, w który ja nie wchodzę, ale wiem, że on jest dla ciebie ważny. Jeśli więc mówię: Jak pojedziesz w góry, to znaczy, że mnie nie kochasz – to próbuję wymusić coś, co z troską o dobro drugiej osoby nie ma nic wspólnego. To jest właśnie obszar do badania w sobie: czy czuję się sprawdzany, kontrolowany, czy mam wolność? W normalnej relacji można to omówić: źle się z tym czuję, nie chcę być kontrolowana. Ale jeśli mamy problem z wyrażaniem emocji, to nic nie mówimy, dusimy wszystko w sobie i usprawiedliwiamy partnera – no, on tak ma, on taki jest…

W takim toksycznym systemie obydwie strony mają swoje role do spełnienia: jedna kontroluje, nie pozwala, szantażuje emocjonalnie, zamyka w klatce, a druga ogranicza swoje potrzeby, milczy, nie komunikuje, że jej to przeszkadza, i potwornie cierpi. Czy to może działać wymiennie, czy każdy trzyma się swojej ściśle określonej roli?

Na tym właśnie polega dopasowanie się deficytami: ty mi postaw granice, a ja będę je respektować i nazwiemy to miłością. Dla człowieka, który wychował się w takim zamkniętym, ograniczającym środowisku rodzinnym, to właśnie jest norma. Na początku nienormalność sytuacji będą sygnalizowali ludzie z zewnątrz: Ale jak ty się na to godzisz? Jak to, nie możesz pojechać? Tyle że często odchodzimy od tych ludzi, bo nam mieszają w głowie, rozsadzając przyjęte przez nas struktury. Tupiemy: Nie rozumiecie, to jest miłość! Potem, po latach, przypominamy sobie – ktoś już to mówił, pokazywał mi…

Z czego łatwiej wyjść? Z pozycji ulegania i ograniczania siebie, żeby nie narazić się na gniew partnera, czy z zazdrości, nakładania tej klatki?

Bałbym się powiedzieć, z czego łatwiej. Bywa różnie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Kudlak - kapłan archidiecezji warszawskiej, psycholog, psychoterapeuta, pracownik naukowy Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, kapelan w Schronisku dla Nieletnich w Warszawie Okęciu i w Klinice Psychiatrii Sądowej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Waszawie. Autor licznych publikacji naukowych w zakresie psychologii i resocjalizacji. Prowadzi psychoterapię indywidualną, grupową i par. Pracuje z osobami uzależnionymi, mającymi trudności w budowaniu i utrzymywaniu bliskich relacji, nieakceptującymi swoich odczuć homoseksualnych. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Mika Dunin - występująca pod pseudonimem polska pisarka i dziennikarka. Kulturoznawczyni, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, od 2009 roku prowadzi blog o uzależnieniu od alkoholu: mikadunin.blogspot.com. Autorka książek "Alkoholiczka, Antyporadnik" oraz "Miłość i inne deliria". Laureatka nagrody "Pelikan". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

SZTUKA UWALNIANIA

ŻYCIE WARTE ŻYCIA

JEŚLI KOGOŚ UGRYZIE DUŻY PIES

BEZ POWODU


komentarze



Facebook