Archwium > Numer 524 (04/2017) > Rozmowa w drodze > NIE UNIKAM BYCIA ŚLEDZONYM

NIE UNIKAM BYCIA ŚLEDZONYM
Wszystko w internecie zostawia ślad i może zostać użyte przeciwko nam. Dlatego zawsze należy zwracać uwagę na to, co udostępniamy i komu. Jest takie powiedzenie: Nie wrzucaj do internetu czegoś, czego nie pokazałbyś mamie.

FOT. LORENZO CAFARO / PEXELS


Marcin Gutowski: Czy jesteśmy tu bezpieczni?

Adam Haertle: A jak rozumiemy nasze bezpieczeństwo?

Mam w kieszeni telefon z nieograniczonym dostępem do sieci. Możemy być spokojni o to, że nikt poza nami nie śledzi treści naszej rozmowy?

Żeby odpowiedzieć na pytanie o nasze bezpieczeństwo, musimy określić zagrożenie – kto i w jaki sposób nam zagraża i czy możemy temu jakoś przeciwdziałać. Kluczowe jest też to, czy zagrożenie jest realne. W naszej sytuacji nic na to nie wskazuje. Zwłaszcza że tę rozmowę będzie mógł przeczytać każdy, kto zechce.

Mogą się jednak pojawić wypowiedzi off the record, nie do publikacji. Rozumiem, że nie musimy się obawiać wycieku i możemy w spokoju popijać kawę.

W świecie bezpieczeństwa mawia się żartobliwie o dwóch możliwych scenariuszach zagrożeń – albo jest się celem Mosadu i wtedy się przegrało, albo się nim nie jest i wtedy jest w porządku. Dopóki jeden z nas nie jest celem Mosadu, możemy być spokojni. Poza tym z podsłuchiwaniem w kawiarni jest za dużo zachodu. Mamy co prawda warszawskie doświadczenia z lokalu gastronomicznego z sową w nazwie, ale tutaj chyba nie bywają aż tak ważne osobistości. Bardziej obawiałbym się o swoją skrzynkę mailową niż o to, że ktoś mnie podsłucha.

Dlaczego?

Podsłuchiwanie w kawiarni jest trudne, bo jest gwar, gra muzyka, nie można mieć pewności, przy którym stoliku usiądziemy itd. Tymczasem w przypadku skrzynki pocztowej nie ma wątpliwości, że należy do mnie, wiadomo, gdzie się znajduje i że zawiera dużo ciekawych informacji na mój temat z ostatnich dziesięciu lat. Dlatego, gdybym wyznaczał cele drużyny, która ma zebrać o mnie informacje, wskazałbym skrzynkę mailową. Właśnie z tego powodu zabezpieczam ją zdecydowanie bardziej niż spotkania w kawiarni.

Jak?

Mam do niej unikatowe hasło, którego nie używam nigdzie indziej, i połączyłem ją ze sprzętowym kluczem, który zawsze noszę przy sobie – by się do niej dostać, trzeba być w posiadaniu tego klucza.

Ale w tej kawiarni też zostawiamy po sobie ślady, po których ktoś może nas wyśledzić…

Ja na przykład zapłaciłem kartą, więc mój bank wie, że tu jestem, a po kwocie może odgadnąć, że nie zamówiłem kawy, ale herbatę. Na tej podstawie jest w stanie sprofilować moje upodobania i wykorzystać te dane w celu sprzedaży produktów swoich lub innych dostawców. Nasze smartfony informują sieć o naszej lokalizacji.

Nie wykręcimy się, gdybyśmy chcieli zaprzeczyć temu spotkaniu.

Ta lokalizacja nie jest aż tak precyzyjna, żeby stwierdzić, że siedzieliśmy przy jednym stoliku. Można stwierdzić, że byliśmy w tej samej okolicy w tym samym czasie. Natomiast gdyby to powiązać z połączeniami, które dziś kilkukrotnie nawiązywaliśmy, trudno byłoby nam się wytłumaczyć, gdyby na przykład jeden z nas okazał się przestępcą.

Na wszelki wypadek dopytam: Czy treść naszych rozmów telefonicznych nie była nigdzie rejestrowana?

Operator dysponuje informacją o połączeniu, ale treści rozmowy nie zna. Chyba że jeden z rozmówców był wcześniej przedmiotem zainteresowania służb, które otrzymały nakaz podsłuchu. To jednak wyjątek, domyślnie rejestrowane jest to, kto do kogo dzwonił, kiedy to nastąpiło i jak długo trwała rozmowa.

To już całkiem sporo. Do tego dochodzą inne dane. Czy to możliwe, żeby bank albo współpracujące z nim podmioty chciały wykorzystać wiedzę o tym, że pan pije herbatę, a ja kawę?

Na pewno chcą.

A mogą?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Adam Haertle - ur. 1976, studiował zarządzanie w Śląskiej Międzynarodowej Szkole Handlowej, specjalista ds. bezpieczeństwa informatycznego. Obecnie odpowiada za ochronę informacji w UPC Polska. (wszystkie teksty tego autora)

Marcin Gutowski - ur. 1983, absolwent Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2006 roku reporter związany z Programem III Polskiego Radia. Prowadzi autorski program "Przyciasny beret". W 2015 roku wydał zbiór kilkuset rozmów i reportaży "Święta ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny". Jest żonaty, ma dwie córki. Mieszka pod Warszawą. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także


komentarze



Facebook