NIGDY NIE BYŁO TAK DOBRZE
Ci, których gorszy Kościół, bo jest za mało święty, a za bardzo grzeszny, marzą o ideale, do którego - oprócz Jezusa - pasuje tylko Matka Boska.

FOT. JOSHUA DAVIES / UNSPLASH


Roman Bielecki OP: W głośnym niedawno serialu – Młody papież – jedna z pierwszych decyzji nowego biskupa Rzymu dotyczy zniesienia rozgrzeszeń za dokonanie aborcji, a druga usunięcia z seminariów duchownych osób, które mają skłonności homoseksualne. To jest możliwe poza serialem?

ks. Grzegorz Strzelczyk: Pomysł jest stary jak chrześcijaństwo. Zawsze znajdą się tacy, którzy chcą być miarą dla Kościoła i chętnie wykluczyliby z niego wszystkich, którzy nie spełniają jakichś kryteriów. Progresiści usunęliby tradycjonalistów, a tradycjonaliści progresistów, liberałowie konserwatystów, a konserwatyści liberałów i tak dalej.

No i co?

No i to jest grzech.

Ale przecież są jakieś obiektywne kryteria przynależności do Kościoła.

Owszem. Chrzest i brak formalnej apostazji. Choć i to ostatnie nie załatwia do końca sprawy.

A wiara w dogmaty?

Nie. Człowiek może na chwilę być nawet niewierzącym i to go nie wykluczy z Kościoła.

To ostatnie możemy złożyć na karb naszych duchowych zmagań. Ale czy na przykład nieuznawanie boskości Pana Jezusa albo bóstwa Trójcy Świętej nic nie znaczy?

Osłabia więź. Nie wyklucza z Kościoła.

I chrzest jest jedynym kryterium, które łączy nas, wierzących?

Tak, bo ochrzczonym jest się raz na zawsze. Taka jest konsekwencja tego sakramentu. Później możemy być połączeni różnymi elementami i z różną siłą. Na przykład teraz siedzimy w jednym miejscu, w związku z czym nasza jedność jest większa niż wtedy, gdyby jeden z nas siedział w Poznaniu, a drugi w Katowicach. Mamy też część poglądów, które nas łączą, ale gdybyśmy byli w jakimś sporze teologicznym, to pojawia się pytanie, czy któryś z nas nie byłby heretykiem.

Czyli?

Kimś, kto w sposób świadomy głosi zdanie przeciwne do tego, w co wierzy Kościół. Na przykład twierdzi, że Chrystus nie był Bogiem, i trwa w tym twierdzeniu, mimo że matka Kościół go napomina. I to akurat jest poważne nadszarpnięcie widzialnej jedności.

A więc kiedy kilka lat temu posłowie głosowali za projektem ustawy w sprawie zapłodnienia in vitro, wykluczyli się z Kościoła, popierając poglądy sprzeczne z doktryną?

Bzdura kompletna. Nie byli ani heretykami, ani schizmatykami.

Schizmatykami?

Tymi, którzy nie uznają postanowień dyscyplinarnych Kościoła. Jak na przykład prawosławie, które nie uznaje zwierzchnictwa papieskiego.

Chwileczkę, przecież Kościół broni życia od momentu naturalnego poczęcia, a procedura in vitro jest sprzeczna z jego stanowiskiem. To chyba jest naruszenie tego, w co wierzy Kościół?

Grzech nie wyklucza ze wspólnoty Kościoła.

Były głosy, które mówiły o ekskomunice za takie zachowanie.

Ktoś, kto zaciąga na siebie ekskomunikę, nie znajduje się poza Kościołem. Gdyby był poza nim, to nie można by jej było z niego zdjąć. Ekskomunika to kara wewnątrzkościelna na mocy prawa kanonicznego, która ma zwrócić uwagę na ciężkość grzechu i skłonić do nawrócenia. Ale człowiek objęty ekskomuniką nadal jest wewnątrz Kościoła, który go napomina, żeby się nawrócił i przestał być martwym członkiem wspólnoty.

A co z publicznym zgorszeniem? Ktoś najpierw głosuje wbrew stanowisku Kościoła, a potem przystępuje do komunii świętej i ludzie to widzą.

Niestety, „zgorszenie” to często problem nieprawości serca tego, kto się gorszy, bo to on domniemuje złe intencje drugiego. A nawet w prawie cywilnym mamy zasadę domniemania niewinności i nie potępiamy, dopóki nie mamy dowodów.

Natomiast w Ewangelii czytamy, że jeżeli ktoś miałby być powodem zgorszenia, to lepiej, gdyby uwiązał sobie kamień młyński u szyi i rzucił się w morze (por. Mk 9,42).

To jest ostrzeżenie dla tego, kto czyni zło. My natomiast mówimy o kimś, kto to zło domniemuje w drugim człowieku.

Bo może ma wrażliwe sumienie i patrząc na cudze zachowanie, zwyczajnie staje się gorszy.

Zgorszenie polega na tym, że ja, będąc autorytetem – księdzem, matką, lekarzem, daję innym zły przykład, a ktoś, patrząc na mnie, uznaje, że tak można. To jest zgorszenie. To nie ma nic wspólnego z tym, że ktoś jest oburzony czyimś przystępowaniem do komunii. Bo to, czy ten ktoś popełnił grzech, zależy od tego, jak ocenia konkretną sytuację w swoim sumieniu.

A co w razie wątpliwości?

Ma je wyznać podczas spowiedzi. Na ich podstawie spowiednik jest w stanie

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - ur. 1971, prezbiter archidiecezji katowickiej, dogmatyk, specjalizuje się w chrystologii, studiował w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach, na Papieskim Wydziale Teologicznym w Lugano (Szwajcaria) i Uniwersytecie Gregoriańskim. Obecnie sekretarz II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Członek Laboratorium Więzi. Autor m.in. "Traktatu o Jezusie Chrystusie" w Dogmatyce Więzi oraz "Teraz Jezus". (wszystkie teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

FELIETON ZAMIENNY

W OBJĘCIACH "TEOLOGII NARODU"?

PRZED SZKODĄ?

CELEBROWANIE SZTYGARA

PO SZKODZIE?


komentarze



Facebook