MOJE CIAŁO, MOJA SPRAWA
Płodność jest dla kobiety przeszkodą w karierze, bo założono, że żyje się dla pracy, a nie pracuje, żeby żyć.

FOT. ASTRID DI CROLLALANZA


Dominik Jarczewski OP: Pigułka antykoncepcyjna to najważniejszy wynalazek XX wieku?

Marianne Durano: Od strony czysto naukowej to z pewnością wielkie osiągnięcie. Od strony społecznej trzeba uznać, że miała ogromny wpływ na kształt rodziny, kultury, polityki – czy pozytywny, czy negatywny to już inna sprawa. Okoliczności jej wynalezienia są jednak moralnie i naukowo dwuznaczne. Jeśli zagłębimy się w korespondencję między doktorem Gregorym Pincusem a wielką inspiratorką antykoncepcji doustnej Margaret Sanger, dowiemy się, że pierwotnie cel wynalazku był eugeniczny. Chodziło o to, by biedne kobiety przestały na potęgę rodzić dzieci i żeby w ten sposób uchronić ludzkość przez zalewem słabych genów. Testy leku przeprowadzono w warunkach wątpliwych metodologicznie i etycznie.

To znaczy?

Na przykład w ostatecznych wynikach badań pominięto przypadki kobiet, które skarżyły się na efekty uboczne albo przerwały testy.

O jakich powikłaniach mówimy?

Pięć zgonów w pierwszej fazie testów w Puerto Rico. Ponadto bóle głowy, złe samopoczucie, bóle brzucha. Nikt się z tymi kobietami nie liczył. Bo też pigułka nie była odpowiedzią na ich realne potrzeby. Jeśli przyjrzeć się demografii, okaże się, że przynajmniej w Europie ustabilizowała się na poziomie 2–3 dzieci na kobietę już około 1870 roku, czyli na długo przed wynalezieniem pigułki antykoncepcyjnej. Małżeństwa wcale jej nie wyczekiwały, bo nauczyły się już kontrolować płodność metodami naturalnymi. Pigułka jako masowe spełnienie marzeń kobiet to mit.

W popularnym brytyjskim serialu Z pamiętnika położnej, którego akcja rozgrywa się w londyńskich dzielnicach biedoty lat 50. i 60., widzimy wielodzietne rodziny gnieżdżące się w nędznych mieszkaniach: mężczyźni cały dzień pracują w porcie, kobiety przechodzą płynnie z jednej ciąży w drugą, a zaniedbane, brudne dzieci zapełniają każdy kąt. Wszyscy z wytęsknieniem czekają na pigułkę antykoncepcyjną, której pojawienie się w magiczny sposób zmienia ich warunki bytowe…

Owszem, jak wspomniałam, burżuazja już w XIX wieku nauczyła się naturalnych metod. Wynalazek doktora Pincusa skierowany był do bohaterek serialu, o którym ojciec wspomniał, a które niejednokrotnie rzeczywiście rodziły jedno dziecko za drugim. Ale zapytajmy: dlaczego? Po pierwsze, nikt ich nie nauczył metod naturalnych, po drugie, ze względu na ich mentalność. To sytuacja dobrze znana dziś w krajach Trzeciego Świata, gdzie ludzie mówią, że jedyne bogactwo, jakie im pozostało, to dzieci. Antykoncepcji nie wynaleziono dla klasy średniej i zamożnej, ale dla tych ubogich kobiet. Sanger chciała je powstrzymać siłą przed płodzeniem dzieci, skoro same tego nie potrafią.

Pigułka wyzwoliła kobiety?

Gdybym żyła w latach 60., może sama bym jej broniła. Być może w danym momencie było to narzędzie wyzwolenia kobiet. Ale dzisiaj kobiety chcą czegoś więcej. Chcą antykoncepcji, która po pierwsze, nie ma efektów ubocznych dla ich zdrowia, po drugie, nie wpływa na libido, a po trzecie, jest dzielona przez mężczyzn i kobiety. O ile pigułka mogła być symbolem pewnego wyzwolenia kobiet w latach 60., ufam, że naturalne metody staną się znakiem nowej emancypacji kobiet. Emancypacji, która będzie szanowała ciało kobiety, środowisko i prawdziwą równość płci.

Pigułkę wynaleziono w konkretnym kontekście społecznym, a dziś traktuje się ją jak aspirynę. Nikt jej nie kwestionuje.

Nie do końca tak jest. We Francji, szczególnie w środowisku ekologicznym, choć także wśród części feministek, przestała być niepodważalną świętością. Rok temu zorganizowałyśmy w Paryżu debatę towarzyszącą wydaniu ósmego numeru kwartalnika „Limite”, poświęconego feminizmowi. Na sali pojawiła się incognito przedstawicielka queerowej organizacji feministycznej i prowadziła relację na żywo na Twitterze. Nietrudno się domyślić, że kontestowała wszystko, o czym mówiłyśmy – z małym wyjątkiem. Jedyny punkt pozytywny, jaki u nas znalazła, to fakt, że skrytykowałyśmy pigułkę. Dziś przestało to być tabu w środowiskach feministycznych. Coraz więcej kobiet ośmiela się mówić o efektach ubocznych. Nagle na jaw wychodzą powikłania: pełno jest przypadków udaru mózgu, zakrzepicy, były przypadki śmiertelne.

Nie mówi się o tym.

Szacuje się 20 zgonów rocznie w samej Francji bezpośrednio spowodowanych antykoncepcją hormonalną. Nie da się tego dłużej ukrywać. Coraz częściej kobiety wyrażają potrzebę umocnienia więzi ze swoim ciałem, co uniemożliwia pigułka. Pojawił się też temat przemocy ginekologicznej, co nie jest bez znaczenia, skoro trzeba co pół roku umówić się na wizytę, choćby po to, żeby dostać nową receptę.

O jakiej przemocy pani mówi?

Wszystko zaczęło się od skandalu, który wybuchł w 2013 roku. Młodzi lekarze ujawnili, że gdy studiowali, wykorzystywano pacjentki pozostające w narkozie, żeby studenci mogli poćwiczyć badanie pochwy. Czasem nawet stanowiło to część otrzęsin. Nikt tych kobiet nie pytał o zgodę. Prawo precyzuje, że poza nagłymi wypadkami oraz ratowaniem życia, kiedy liczy się każda minuta, pacjent powinien zostać poinformowany i wyrazić zgodę na wszystkie czynności medyczne. Na fali oburzenia, pod hasłem „je n’ai pas consenti” (nie wyraziłam zgody), kobiety zaczęły opisywać w internecie przypadki złego traktowania przez lekarzy. Zmniejszenie nakładów finansowych na zdrowie wymusza technicyzację. Doprowadzono do brutalizacji porodu, który już sam w sobie jest wystarczająco bolesny. Jedna z pacjentek wspomina, że w pewnym momencie urwał jej się film, a gdy się obudziła, znalazła obok siebie dziecko. Wykonano cesarskie cięcie, nie pytając jej o zgodę. Kobiety opowiadały o episiotomii (nacięcia krocza) wykonywanej na dziko, aby przyspieszyć poród. Oszczędzę już ojcu dalszych szczegółów. Dotyczy to również badań ginekologicznych, szczególnie kłopotliwych dla kobiet. Lekarze byli tak kształceni, żeby traktować przedmiotowo ciało kobiety. Narzucali im czynności ekstremalnie inwazyjne, nie zdając sobie sprawy z tego, jaki to może mieć wpływ na ich psychikę.

To w gruncie rzeczy to samo podejście, które stało u początków pigułki: ktoś inny lepiej wie od kobiet, jak się zatroszczyć o ich ciało.

Dokładnie! W korespondencji doktora Pincusa kobiety są przedstawiane jako istoty z założenia nieodpowiedzialne, a zatem trzeba kontrolować ich płodność lekami i pozostawić pod nadzorem lekarskim. Dziś to wywłaszczenie z ciała należy poddać ostrej krytyce. Właśnie z tego powodu jestem przeciwniczką pigułki.

Jest w tym pewien paradoks, że po rewolucji seksualnej lat 60. najprawdopodobniej nigdy nie byliśmy tak daleko od naszego ciała jak dziś.

Bo za hasło emancypacji wzięto slogan „Moje ciało należy do mnie”, co jest błędnym tłumaczeniem angielskiego „Our bodies, ourselves” (Nasze ciała to my). W języku francuskim wstawiono czasownik „posiadać” i w ten sposób zrobiono z ciała własność. A co to jest własność? Coś, co nie jest mną, co mogę sprzedać, pożyczyć, wynająć, dać komuś w zarząd. Wywłaszczenie z ciała jest naturalną konsekwencją takiego podejścia. W końcu najskuteczniejszym sposobem, żeby się wyzwolić z czegoś, jest pozbycie się tego. Stąd dziś cyberfeminizm utrzymuje, że dopiero sztuczna macica zapewni kobiecie prawdziwą wolność. Klasyczna literatura feministyczna wręcz kipi od pogardy wobec kobiecego ciała. Simone de Beauvoir brzydzi się kobiecą cielesnością z jej rytmem i ograniczeniami. Ciąża budzi w niej wstręt (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marianne Durano - ur. 1991, absolwentka lyońskiej École Normale Supérieure, nauczycielka filozofii, wraz z mężem Gaultierem B?sem założyła i redaguje kwartalnik "Limite" poświęcony ekologii integralnej. Ostatnio ukazała się jej książka "Mon corps ne vous appartient pas" (Moje ciało nie należy do was). Razem z mężem i synami mieszka w Dreux w centralnej Francji. (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

HISTORIA W STADIUM ROZPADU

TO, CO NAS WIĄŻE

PRZEKLEŃSTWA WOLNOŚCI

JA, JUDASZ

MISTYKA CODZIENNOŚCI


komentarze



Facebook