NA GRUBIE

ks. Grzegorz Strzelczyk

Miałem w życiu krótki epizod zatrudnienia na grubie (kopalni). I to powierzchniowy, a przez to powierzchowny. Ale już samo zetknięcie z powierzchnią gruby dość głęboko mnie przeorało. Dla młodzieńca czytającego z wypiekami na twarzy personalistów straszliwe było poczucie zredukowania do poziomu łatwo zastępowalnego trybiku w machinie, której niewidzialną monstrualność można było wprawdzie tylko przeczuwać pod stopami, za to było to przeczucie przytłaczające. Tym bardziej że zaczynało się od zupełnie dosłownego przytłoczenia, kiedy będąc dość mizernej postury, zmierzałem na szychtę autobusem nabitym po brzegi chłopami „z dołu” o słusznej zwykle masie ciała.

Ale nie o tym. Z gruby wyszedłem bogatszy o silne przeświadczenie, że nim się zacznie fedrować, trzeba wykonać mnóstwo niepozornych czynności pomocniczych. Zabezpieczyć odpływ wody z chodników i wyrobisk. Dostarczyć powietrze, elektryczność. Zorganizować łączność, transport urobku, narzędzi i materiałów, systemy ostrzegania metanowego i sejsmicznego. Nie da się tak po prostu wykopać dziury głębokiej na pół kilometra i zacząć z niej wyciągać węgiel. Jeśli choć jeden z systemów pomocniczych zawiedzie, odbije się to w najlepszym razie na wydobyciu, w najgorszym – zginą ludzie.

Przyznaję, że coraz częściej wracam myślą do złożoności gruby, gdy obserwuję część bieżących kościelnych dyskusji i sporów. Bo nie potrafię uwolnić się od przekonania, że przypominają fedrowanie na dużych głębokościach bez stosownego przygotowania, na nieuzbrojonym terenie. Przykłady? Choćby dyskusje i spory związane z (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WŁADZA I POSŁUGI

JAK TRWOGA, TO NA CHWILKĘ DO BOGA

MUSI GODAĆ

TOWARZYSZE POTRZEBNI OD ZARAZ

GRATIA SUPPONIT GRAJFKA


komentarze



Facebook