Archwium > Numer 543 (11/2018) > Reportaż > MOŻE TAK JEST ŁATWIEJ

MOŻE TAK JEST ŁATWIEJ
Wystarczy dzwonek do drzwi, a już myśli, że to on. Że może przeżył. Wyprowadzała się z ich dawnego mieszkania. I kiedyś pomyślała: Przecież gdy Wojtek wróci, to mnie nie znajdzie, bo nie będzie wiedział, gdzie ja teraz mieszkam.

FOT. ARCHIWUM REDAKCJI


Stanisław Zasada

Pytam, jak to jest bez ostatniego pożegnania? Bez pogrzebu? Grobu?

Żona: Może jest nawet łatwiej.

Córka: Myślałam, że skoro nie było pogrzebu, to tata wróci.

Przepaść

3 sierpnia 1986. Niedziela.

W Karakorum jest już wieczór, gdy poznaniak Wojciech Wróż staje na szczycie drugiej góry świata. Razem z nim K2 zdobywają jeszcze Przemysław Piasecki (też z Poznania) i Słowak Peter Božik.

Schodzą po ciemku. W górach jest taka zasada, że na końcu idzie najlepszy. Z całej trójki najlepszy jest Wróż.

Janusz Kurczab, zmarły kilka lat temu alpinista: „Wróż był partnerem idealnym: w ścianie pewnym i bezpiecznym, zawsze chętnym do pomocy”.

Maria Wróż-Prusiewicz, córka: Tato nie traktował wspinaczki sportowo. Dla niego himalaizm to było coś więcej niż tylko zaliczanie kolejnych ośmiotysięczników.

Tamtego wieczoru schodzi na końcu żlebem Bottleneck. Himalaiści nazywają tak prawie pionowy żleb zagrożony lawinami – przypomina szyjkę butelki.

Właśnie wtedy, jakieś pięćset metrów od wierzchołka, Piasecki i Božik tracą kontakt z Wróżem. Piasecki będzie potem opowiadał, że słyszeli jakiś odgłos. Choć wtedy nie mieli pojęcia, że stała się tragedia.

Wróż prawdopodobnie nie zauważył przerwy między poręczówkami i runął w szczelinę. – A może zasłabł? – zastanawia się Teresa Wróż, żona.

Ciała nikt nigdy nie widział.

Wizyta

Dwanaście dni później.

W Dębkach nad Bałykiem też już późny wieczór, właściwie noc. Dzieci (Maria – jedenaście lat, Andrzej – trzynaście i Jacek – szesnaście) dawno odmówiły modlitwę za szczęśliwy powrót ojca. Śpią.

Wróżowie spędzają tu wakacje co roku. Zjeżdżają do Dębek całą rodziną swoim zielonym citroënem. Gdy Wojciech wspina się po górach, na wakacje przyjeżdża żona z dziećmi. Tak jak teraz.

Tamtej nocy pod domek, w którym Teresa Wróż wypoczywa z córką i dwoma synami, zajeżdża samochód. Warkot silnika ich obudził. Cieszą się, że może tata wrócił. (Rzeczywiście miał niebawem wrócić).

Ale to tylko znajomi Wojtka z Klubu Wysokogórskiego w Poznaniu. Rozmawiają z mamą. Ale jakoś cicho. Słów pada niewiele.

Teresa Wróż: Powiedzieli, że wydarzyła się tragedia.

Więcej nie trzeba było mówić: przecież nikt nie przyjeżdża ot tak, w środku nocy bez ważnego powodu.

Znajomi już odjechali. – Rano wszystko wam powiem – Teresa mówi dzieciom. Nie musi nic mówić.

Już wiedzą, że tata nie wróci.

Najładniejsza

K2 wygląda niemal jak idealny stożek. – Najładniejsza góra świata – mówią himalaiści.

8611 metrów nad poziomem morza. Miejscowi nazywają ją Czogori, Lambha Pahar, Dapsang albo Kechu. Leży na granicy Chin i Pakistanu. Ale pretensje do niej zgłaszają też Indie – chcą, by cały Kaszmir (tam jest K2) należał do nich.

Niektórzy mówią, że to Góra Morderca. Bo na K2 zdarza się najwięcej śmiertelnych wypadków.

Obiegowa opinia krążąca wśród himalaistów: Mount Everest jest najwyższy, K2 – najtrudniejszy. Jedyny ośmiotysięcznik niezdobyty zimą.

Może dlatego tak wielu marzy, żeby na niego wejść.

Słowo

Raz jeszcze tamta noc z 14 na 15 sierpnia 1986 roku.

Teresa usiadła koło dzieci. Przytulili się do siebie. Przesiedzą tak do rana w jednym łóżku. Nikt nie zaśnie.

– Rano żyłam jeszcze nadzieją, że może to nieprawda, że może ocalał – mówi trzydzieści lat później Teresa Wróż. Cudu nie było.

Wieczorem w kościele była msza. Ksiądz modlił się za „zaginionego w górach Wojciecha”.

Córka: Słowo, że tata nie żyje, nigdy w naszej rodzinie nie padło. To była taka niewypowiedziana śmierć.

Tak jest do dziś. Przez trzydzieści dwa lata.

Teresa: Nigdy dzieciom nie powiedziałam, że tata zginął. Zawsze mówimy: Nie ma go. Nie, że nie żyje.

Dlaczego?

– Bo nazwanie tego po imieniu byłoby jakimś zerwaniem. Nie chciałam tego.

Uważa, że tak jest łatwiej.

Marzenie

– To moja trzecia wyprawa i ostatnia – powtarza przed wyjazdem. – Do trzech razy sztuka.

Wojciech Wróż ma na myśli K2.

Córka: To było jego marzenie, żeby tam wejść. Tata miał jakąś szczególną relację z tą górą.

Pierwszy raz próbuje w 1976 roku. Z Eugeniuszem Chrobakiem docierają do 8400 metrów. Do szczytu pozostało niewiele ponad dwieście. Ale w tamtych warunkach to dużo. Zawrócili, bo Chrobakowi zabrakło tlenu, a Wojtek nie chciał wchodzić sam.

Sześć lat później wspina się z Leszkiem Cichym. Dobijają do 8250 metrów. I znów musi schodzić.

Może teraz się uda. Może sprawdzi się powiedzenie, że do trzech razy sztuka.

Szczyty

Maria ma kilka lat i nie lubi chodzić do przedszkola. Ojciec zabiera ją ze sobą do pracy. Gdy jest zima i Warta zamarza, ślizgają się po lodzie.

Maria ma z nim wyjątkową więź. Córka taty.

Grają w piłkę. Bracia w jednej drużynie, ona z tatą w drugiej. Gdy jest na wyprawach, nie może się doczekać pocztówek od niego. Przysyła takie z egzotycznymi ptakami. Zaczyna: „Marysieńko moja”. Podpisuje się: „Tatko”.

Gdy ojciec jest w domu, nie może usiedzieć na miejscu. Jeśli nie gra z dziećmi w piłkę, to wyciąga je na rower albo do lasu. Nie chce tylko, żeby zaczęły się wspinać po górach. Nauczył je za to jeździć na nartach. – Jakby na tym miała się zatrzymać nasza fascynacja górami – mówi Maria.

Uważa, że nauczył ich zdobywania życiowych szczytów. Czuje to, gdy wychowuje dziecko, gdy szuka zawodowych wyzwań (nie potrafi pracować dłużej w jednym miejscu, w jednym zawodzie). Także wtedy, gdy wybierała studia, pisała doktorat, robiła filmy.

– On mnie teraz przeprowadza przez trudne progi w życiu – mówi córka. – I nauczył mnie, że życie dla samego życia nie ma sensu. Że musi realizować się „wobec”, „dla”, w odniesieniu do istotnych tematów.

Dominikanin Jan Góra powiedział jej kiedyś: Ty musisz mieć ambitne cele, bo twój ojciec zdobywał wysokie szczyty. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Stanisław Zasada - dziennikarz, reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym" i "Gazetą Wyborczą". Jest autorem książek: "Duch '44 o kapelanach Powstania Warszawskiego" (WAM 2018), "Generał w habicie" o siostrze Małgorzacie Chmielewskiej i jej Wspólnocie Chleb Życia i "Wyznań księży alkoholików" (Znak). Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Chłopcy z placu broni

Niedobra miłość

PO CO TU PRZYSZLIŚCIE?

I nie opuszczę Cię

I TUTAJ TEŻ MI DOBRZE


komentarze



Facebook