ENTLICZEK, PENTLICZEK
Chrześcijanie go kochali i podziwiali, ale dla Żydów był uosobieniem antysemity. Z czasem ten dobry i wielki kaznodzieja stał się bohaterem krwawych opowieści i legend, które snuto w listopadowe wieczory.

FOT. HOWARD LAWRENCE / UNSPLASH.COM


Maciej Muller: Za pontyfikatu Jana Pawła II grupa niemieckich duchownych zasugerowała wykreślenie Jana Kapistrana z listy świętych.

Tomasz Gałuszka OP: To święty, za którym ciągnie się legenda nie mniej czarna niż za moimi współbraćmi: Bernardem Gui, Savonarolą czy Torque- madą. W polskim internecie nie ma ani jednego obiektywnego materiału na jego temat. Pomysłu niemieckich duchownych nigdy nie podjęto.

W ostatnich latach zawiązała się grupa naukowców z Włoch, Węgier, Czech, Polski i Niemiec badająca osobę Jana Kapistrana przede wszystkim w kontekście teorii komunikacji. Wygląda na to, że był to jeden z pierwszych w historii celebrytów. Znany w całej Europie, uwielbiany, gromadzący tysiące ludzi, którzy mdleli na jego widok z wrażenia. Kiedy Jan Kapistran zjawiał się w jakimś mieście, świat się zatrzymywał, a dachy się łamały pod ciężarem siedzących na nich słuchaczy.

Pierwsze skojarzenie z Kapistranem to jednak pogromy Żydów w Europie.

To prawda, choć to dość krzywdzący i nieprawdziwy stereotyp. Kolejne skojarzenia to jego udział w reformie zakonu franciszkanów jako współpracownika św. Bernardyna ze Sieny, jeszcze inne: udział w wielkiej lidze antytureckiej. Ale zacznijmy od tego, że był to przede wszystkim wielki i niezwykle popularny kaznodzieja. Słuchali go i kochali prości ludzie na wsiach, a jednocześnie rozchwytywali go cesarze i królowie. Nasz król Kazimierz Jagiellończyk i biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki przez wiele lat zabiegali o jego przyjazd, ale Janowi jakoś nie było po drodze z Małopolską. Dla takiego człowieka jak Kapistran w Polsce było po prostu zbyt spokojnie i sielsko. On był wojownikiem żądnym wyzwań, a nie turystą czekającym na miły pobyt all inclusive.

Jego biografia jest typowo franciszkańska, pełna zwrotów akcji. Urodził się w mieście Capestrano w królestwie Neapolu około 1386 roku – w przededniu wielkiej schizmy zachodniej, kiedy to Kościół został rozdarty między papieża rzymskiego a awiniońskiego. Dlatego też specjalnie do Kościoła go nie ciągnęło, bo też Kościół nie przyciągał. Trwały kłótnie, kto jest prawdziwym papieżem i gdzie jest prawdziwy Kościół. Jan Kapistran w tym nie uczestniczył. Ponieważ pochodził z dobrego domu, stać go było na studia prawnicze. Król Neapolu pod wrażeniem jego zdolności mianował go gubernatorem Perugii.

Podczas jednego z konfliktów między księstwami włoskimi około 1415 roku Jan Kapistran został uwięziony. Siedząc kilka miesięcy w więzieniu, przeszedł głęboką przemianę związaną prawdopodobnie z przeżyciem mistycznym. W końcu rodzina wykupiła go z niewoli, ale Kapistran był już zupełnie innym człowiekiem. Jan postanowił unieważnić swoje małżeństwo...

Prawo kanoniczne dopuszczało wtedy taką możliwość?

To był związek nieskonsumowany, więc nawet wtedy nie byłoby z tym problemu. Następnie Kapistran wstąpił do zakonu franciszkanów, ale do jego gałęzi obserwanckiej, zreformowanej przez Bernardyna ze Sieny. Ten wielki kaznodzieja i asceta nawoływał do powrotu do sposobu życia pierwszych ojców franciszkańskich, skupionych na modlitwie, pokucie i umartwieniach, i do wyzbycia się wszelkiej własności. Jan Kapistran szybko stał się członkiem kaznodziejskiego teamu Bernardyna, posługującego się nowoczesnymi metodami głoszenia. Podczas kazania wznosili tabliczki z napisem „IHS” (Iesus Hominum Salvator – Jezus Zbawca Ludzi), a zgromadzeni wykrzykiwali imię Jezus. Bernardyn miał z tego powodu przejścia z inkwizycją, która się zastanawiała, czy nie zachodzi tu grzech bałwochwalstwa. Proces doprowadził do oczyszczenia oskarżonych z wszelkich zarzutów i kult imienia Jezus mógł się rozwijać. Współpraca tych dwóch wielkich osobistości trwała aż do śmierci Bernardyna w 1444 roku.

Kapistran przejął pałeczkę?

Tak, pracował nad reformą zakonu, podróżując i zakładając klasztor za klasztorem. Zdobył ogromne uznanie dzięki swym kazaniom. Nie głosił jakichś wyróżniających się treści. Wzorował się na XIII- i XIV-wiecznych zbiorach kazań oraz na Bernardynie ze Sieny. Tu chodziło jednak o coś więcej niż tylko o zdolności oratorskie. On musiał mieć charyzmat słowa – bo że miał charyzmat uzdrawiania, z którego chętnie korzystał, to wiemy na pewno. Dlatego gromadził tysiące słuchaczy.

W 1451 roku papież Mikołaj V wysłał Kapistrana na pierwszą wielką misję. Miał jechać i nawracać – jako inkwizytor papieski – husyckie Czechy. Podróżował przez Austrię i Niemcy, ale do Pragi nigdy nie dotarł – Czesi go nie wpuścili. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

NIENAWIŚĆ DO GROBOWEJ DESKI

TATUAŻ ZE ŚW. TOMASZEM

PO CO NAM GRZESZNI PAPIEŻE?

ŚWIĘTY TOMASZ SIĘ GOTUJE

Magia jako herezja


komentarze



Facebook