Archwium > Numer 544 (12/2018) > Reportaż > MAM BUTY DLA CIEBIE

MAM BUTY DLA CIEBIE
Kanapki i ubrania są tylko pretekstem do nawiązania relacji z bezdomnymi. Przede wszystkim chodzi o spotkanie i poświęcenie czasu drugiemu człowiekowi.

Romana Zygmunt

W czwartki po godzinie dziewiętnastej kaplica Radia Emaus przy ul. Ogrodowej w Poznaniu zaczyna tętnić życiem. Ludzie w różnym wieku, od studentów po czterdziestolatków, schodzą się na wspólną modlitwę, aby potem spotkać się z bezdomnymi. Są członkami wspólnoty Sant’Egidio.

Student i nauczyciel, zakonnica i biznesmen, ksiądz i muzułmanin ramię w ramię co tydzień przygotowują około dwustu kanapek, z którymi później ruszają w miasto. Piętnaście bochenków chleba, osiem kostek masła, po dwa i pół kilograma sera i wędlin, trzy główki sałaty i około kilograma ogórków – to coczwartkowe zakupy za blisko dwieście złotych, na które członkowie wspólnoty sami się składają. W maleńkiej kuchni Michał parzy po kilkanaście litrów mocnej herbaty i kawy w dużych termosach, a jego żona Kamila z jedenastoletnią córką i koleżanką sortują ubrania, które ludzie podrzucają do kaplicy. Tymczasem przy dużym stole trwa smarowanie, obkładanie i pakowanie kanapek. Ania, trzydziestolatka, która w poznańskim Sant’Egidio jest od początku, czyli od lutego 2015 roku, przydziela zadania. W kaplicy przybywa osób.

Modlitwa czyni wspólnotą

Chwilę przed dwudziestą duże torby wypełnione kanapkami czekają przy drzwiach. Ponad dwadzieścia osób siada na krzesłach w kaplicy. Na ołtarzu stoi ikona z wizerunkiem twarzy Jezusa (Volto Santo – Święte Oblicze, całun z Manoppello), taka sama jak ta, przed którą modli się wspólnota Sant’Egidio w siedemdziesięciu krajach na całym świecie.

„Jeśli przyjdzie do was ktoś ubogi, nieubrany odpowiednio, bez niczego, nie dawajcie mu ostatniego miejsca. To ubodzy są przyjaciółmi Boga” – rozlega się pieśń na wprowadzenie, inspirowana pierwszym i drugim rozdziałem Listu św. Jakuba. Po niej następuje modlitwa psalmami, czytanie Pisma Świętego i krótkie rozważanie przygotowane przez jednego z członków wspólnoty. Modlą się w intencji biednych, chorych, samotnych, bezdomnych i uchodźców. „My nie posiadamy wielu bogactw, my nie mamy ni srebra, ni złota. Mamy jedynie Słowo Boże, wstań i z nami chodź” – rozbrzmiewa pieśń na zakończenie.

Sebastian, student architektury, we wspólnocie od kwietnia: Zdarzyło mi się kilka razy przyjść bezpośrednio na dworzec, bez modlitwy. Czułem się trochę zagubiony. Zrozumiałem, że poprzedzająca spotkanie z bezdomnymi modlitwa w kaplicy nas jednoczy. Że ona ma ogromne znaczenie. Mam wrażenie, że dzięki niej bardziej sięotwieram na drugiego człowieka i łatwiej mi się z nim rozmawia.

– Ewangelia i modlitwa każą iść dalej i przełamywać nasze lęki – dopowiada Ania.

– Sant’Egidio przypomina, by nie karmić się wątpliwościami, tylko iść za Słowem Bożym, a rozwiązanie się znajdzie. Doświadczamy tego bardzo często, choćby przy organizacji obiadu bożonarodzeniowego z naszymi przyjaciółmi z ulicy.

Kanapki i ubrania są tylko pretekstem do nawiązania relacji z bezdomnymi – mówią członkowie wspólnoty. Przede wszystkim chodzi o spotkanie i poświęcenie czasu drugiemu człowiekowi.

Gdy większość uczestników modlitwy przed dwudziestą pierwszą pakuje prowiant do samochodów i rusza na Dworzec Główny, kilku studentów udaje się na tzw. patrol w poszukiwaniu tych, którym z jakiegoś powodu nie po drodze na dworzec.

Michał (student) z kolegą zwykle dołączają do patrolu. – Spotykamy ubogich w ich naturalnym środowisku, tam, gdzie zazwyczaj nocują – wyjaśnia. Także tym razem wybrali swoją najczęstszą trasę – Stary Rynek, plac Wielkopolski, okolice Teatru Polskiego – i w końcu dotarli na dworzec.

Trzy razy „p”

Poznańska wspólnota jest najmłodszą spośród trzech działających w Polsce i jedną z wielu na całym świecie, które w sumie skupiają około sześćdziesięciu tysięcy świeckich. Sant’Egidio określają trzy „p”– preghiera, poveri, pace (modlitwa, ubodzy i pokój) z włoskiego, bo wszystko zaczęło się w Rzymie. W 1968 roku na fali Soboru Watykańskiego II w Europie owładniętej studencką kontestacją i hippisowskim flower power rzymski licealista, osiemnastoletni wówczas Adrea Riccardi, wraz z przyjaciółmi zastanawiał się, jak żyć Ewangelią. Postanowili zacząć od jej czytania i rozważania – modlili się w kościele Sant’Egidio (św. Idziego) na Zatybrzu, od którego później wspólnota przyjęła nazwę. Zauważyli, że Jezus mówi często o ubogich i wykluczonych. Chcąc ich spotkać, wyszli na przedmieścia Rzymu, by uczyć imigrantów języka włoskiego. Zainspirowali innych do zwrócenia uwagi na wykluczonych w różny sposób – bezdomnych, samotnych, chorych, niepełnosprawnych, a także dzieci i młodzież. Zaproponowana przez nich forma przyjaźni z ubogimi, potrzebującymi i prześladowanymi w duchu Ewangelii oraz troski o pokój z czasem przyjęła się w innych krajach i na pozostałych kontynentach. – To właśnie wspólnota Sant’Egidio wynegocjowała pokój w Mozambiku, co wydawało się niemożliwe (traktat podpisano w 1992 roku), a także organizuje Światowy Dzień Modlitwy o Pokój w Asyżu, który w 1986 roku zainicjował papież Jan Paweł II – mówi Urszula, związana od początku z poznańską Sant’Egidio. I dodaje: Ostatnio słyszymy o wspólnocie jako inicjatorze korytarzy humanitarnych, które pozwalają legalnie i bezpiecznie sprowadzić do Europy ofiary wojen na Bliskim Wschodzie i w Afryce...

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Romana Zygmunt - absolwentka skandynawistyki (filologia duńska). Pracowała m.in. w miesięczniku "Press", obecnie freelancerka. Prowadzi własną działalność w zakresie usług językowych i marketingowych. Mieszka z mężem w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

HEJ, JEZU

PRZYJŚĆ, ZOBACZYĆ I ZAMIESZKAĆ

OPOWIEŚĆ O ZWYCIĘSTWIE

ŻÓŁW I KOGUT

ENTLICZEK, PENTLICZEK


komentarze



Facebook