EPOKA RATZINGERA
W jednym z ostatnich wystąpień Benedykt XVI mówił o tym, że zamiast rzeczywistego soboru wiary zwyciężył jego fałszywy obraz, "sobór mediów", umodelowany według oczekiwań świata. Papież potwierdził, "sobór wirtualny" był silniejszy niż "sobór realny".

Paweł Milcarek

Sytuacja, gdy papieżem zostaje oryginalny myśliciel, tylko z pozoru jest sytuacją wymarzoną lub zgoła naturalną. W rzeczywistości jest to obarczone wielkim ryzykiem. Zaraz pojawiają się pytania: Kim zechce teraz być profesor, który został pasterzem wszystkich? Jak daleko każe iść Kościołowi za swoimi osobistymi pasjami, badaniami, obsesjami, subtelnościami? Na ile te ostatnie są rzeczywiście potrzebą ludu Bożego? Oczywiście nie znaczy to w żadnym razie, że sytuacja, gdy na Stolicę Piotrową wstępowałby dla odmiany prostak z kilkoma chaotycznymi ideami w głowie, jest bezpieczną alternatywą – jednak powiedzmy sobie szczerze: papież będący indywidualnością teologicznego intelektualisty to na pewno wyzwanie!

Dlatego wybór kogoś takiego na papieża to dość rzadki wyjątek od reguły. W ostatnim stuleciu – skądinąd pełnym papieży gruntownie wykształconych, będących jednocześnie praktykami w duszpasterstwie czy dyplomacji – wybór biskupa myśliciela zdarzył się dwa razy, ale raz za razem: kimś takim był przecież biskup filozof z Polski i bawarski biskup teolog z Rzymu.

Kiedy swoją posługę papieską rozpoczynał profesor teologii Joseph Ratzinger, oświadczył mocno: „Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii” (inauguracja pontyfikatu, 24 kwietnia 2005 roku).

To oświadczenie zostało odebrane przez niektórych jako dobrotliwa zapowiedź odstąpienia przez „inkwizytora, który stał się papieżem” od przypisywanej mu skłonności do narzucania swojej idei ortodoksji – a więc i swoich idei teologicznych. Widziano w tym również obietnicę swoistej abdykacji: przestaję być teologiem, chcę być pasterzem. Jednak w rzeczywistości słowa te były niczym innym, jak osobistym przyjęciem zobowiązania, które Joseph Ratzinger niespełna rok wcześniej przypomniał jako limity zdrowej teologii prymatu papieskiego: „Papież nie jest monarchą absolutnym, jego wola nie jest prawem. Jest on strażnikiem autentycznej Tradycji, a co za tym idzie – pierwszym gwarantem posłuszeństwa”1.

To należące do istoty prymatu „ograniczenie uprawnień najwyższej władzy w Kościele” oznacza na pewno, że papież „nie może robić wszystkiego, co mu się spodoba”. Nie może więc uznać, że wraz z nim do rangi zwornika jedności Kościoła i kryterium interpretacyjnego w wierze został podniesiony jego osobisty warsztat teologiczny lub koncepcje umysłowe tylko dlatego, że stały się teraz teologią papieża.

Jest raczej odwrotnie: teologia papieża staje się jego sposobem odnalezienia się wewnątrz nauki apostolskiej, czyli czegoś, co ją przekracza i określa jej użyteczność. Można w tym widzieć analogię do tego, co trzy lata później mówił Benedykt XVI w jednej z katechez Roku Świętego Pawła. Odnosząc się do zdania: „Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy” (1 Kor 15,11), przedstawiał teologię apostoła jako teologię apostolską: „Oryginalność jego chrystologii nie narusza nigdy wierności tradycji. Kerygmaapostołów ma zawsze pierwszeństwo przed jej opracowaniem przez Pawła. […] Teolog, ten, kto głosi Słowo, nie tworzy nowych wizji świata i życia, lecz służy przekazywanej prawdzie, służy realnej prawdzie Chrystusa, krzyża i zmartwychwstania” (katecheza z 5 listopada 2008 roku).

Integrowanie Soboru w Tradycji

W świetle tych zastrzeżeń i pouczeń nie należy patrzeć na papieską teologię Benedykta XVI jako na zasób błyskotliwych idei teologicznych, które ożywią odbiorcę świeżością geniuszu. Jego „służba Prawdzie” w momencie wyboru na papieża miała się stać definitywnie sposobem Piotrowej „posługi jedności”. Powinno się więc dziś patrzeć na teologię papieża Benedykta z perspektywy przede wszystkim owej posługi jednania i z perspektywy dzieła potrójnej integracji, w którą faktycznie została zaangażowana. Także tutaj spróbujemy zwrócić uwagę na owe linie integracji, w które wpisuje się teologia Benedykta – oczywiście ze świadomością, że w tym krótkim tekście będzie to jedynie zarys zagadnień, wiele z nich pozostanie bez należnego słowa komentarza.

O dwóch aspektach tej integracji mówił papież już drugiego dnia po wyborze w przemówieniu wygłoszonym w Kaplicy Sykstyńskiej. W uroczystym potwierdzeniu „zdecydowanej woli dalszego wprowadzania w życie Soboru Watykańskiego II, idąc za moimi poprzednikami, wierny ciągłości dwóch tysięcy lat tradycji Kościoła” zostało już zaznaczone niełatwe posoborowe wyzwanie integracji Soboru i Tradycji. Obok tego zostało postawione inne dzieło zjednoczenia, w słowach o „nieustannej pracy, bez szczędzenia sił, dla przywrócenia pełnej i widzialnej jedności wszystkich uczniów Chrystusa”. Już na pierwszy rzut oka oba wymienione dzieła pozostają w dość bezpośrednim związku: prawda o integracji Soboru w Tradycji i sposób przywrócenia widzialnej jedności chrześcijan są dwiema rzeczywistościami, które na siebie wpływają, a nie istnieją bez siebie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Milcarek - ur. 1966, filozof, historyk, publicysta, założyciel i redaktor kwartalnika "Christianitas", autor prac z historii filozofii i najnowszych dziejów liturgii rzymskiej. Ostatnio wydał rozmowy z Dom Antoine'em Forgeotem, opatem benedyktynów z Fontgombault, pt. "Z całą prostotą". Żonaty, ojciec siedmiorga dzieci. Mieszka w Brwinowie pod Warszawą. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DUCH REFORMACJI

CHRZEŚCIJAŃSKOPODOBNI

CICHUTKIE WESTCHNIENIE

okladka

Erozja ludzkiej duszy


komentarze



Facebook