Archwium > Numer 545 (01/2019) > Stresować się zdrowo > CZASAMI TRZEBA SPALIĆ ZA SOBA MOST

CZASAMI TRZEBA SPALIĆ ZA SOBA MOST
Każdego z nas można złamać. Paradoksalnie odporność na stres jest w dużej mierze związana z tym, na ile dajemy sobie prawo do tego, żeby być słabym. Akceptując to, że nie ze wszystkim sobie poradzimy, możemy przetrwać.

FOT. EMILIO GARCIA / UNSPLASH.COM


Kornelia Winiszewska: Siedzi przede mną rekordzista Europy w skokach ze spadochronem oddanych jednego dnia?

Tomasz Kozłowski: Mam trzeci wynik na świecie. Skoczyłem sto jeden razy. To na razie rekord Europy.

Zrobił pan to w celach charytatywnych?

Lubię skakać, więc dołożyłem do tego aspekt pomocowy w postaci zbierania funduszy na zakup stu wózków inwalidzkich dla niepełnosprawnych dzieci. Dzięki temu udało się zebrać grubo ponad pół miliona złotych.

Denerwuje się pan, skacząc z samolotu?

Kiedy wykonywaliśmy z kolegami skok spadochronowy ze stratosfery, potwornie się bałem. Nikt tego wcześniej nie zrobił, skacząc w formacji spadochronowej z balonu na ogrzane powietrze. Byliśmy pierwszą trójką na świecie. Nie wiedzieliśmy, jakich zagrożeń możemy się spodziewać. Natomiast „Projekt 100” zrobiłem, mówiąc krótko, na większym luzie. Stresowałem się oczywiście tyle, ile trzeba, choć przyjąłem, że mogę nie dać rady i skoczyć tylko dwadzieścia razy, bo na przykład połamię sobie nogi, jak w każdym zwykłym skoku.

I wtedy kupiłby pan mniej wózków?

Nie, nie sądzę, bo pieniądze były wpłacane – ludzie mi zaufali, i o to głównie chodziło. W trakcie realizacji projektu wycofał się sponsor i musiałem z własnej kieszeni wyłożyć prawie 100 tysięcy złotych. Myślę, że to też pomogło, bo ludzie zobaczyli, że ważniejsza jest pomoc słabszym, a nie bicie rekordów.

Niezła suma!

Zdecydowaliśmy z żoną, że weźmiemy kredyt i opłacimy koszty samolotu, przygotowań i innych zabiegów, które były potrzebne, żeby w ogóle z projektem wystartować.

Odważnie.

To raczej kwestia dotrzymywania danego słowa. Co powiedziałbym mojemu synowi? Zrobiłem to w pewnym sensie dla niego, żeby mu pokazać, że słowność nie jest kwestią czynników zewnętrznych, jak na przykład pieniądze – albo jest się słownym, albo nie. W momencie kiedy sponsor zaczął się wycofywać, doszliśmy z żoną do wniosku, że najgorsze, co może się nam przydarzyć, to zaciągnięcie kredytu. To przecież nie jest koniec świata.

Podziwiam pana żonę!

To nie był wyłącznie mój projekt, to był nasz projekt. Ona była jego główną częścią, dlatego że mnie wspierała, pomagała mi. To na jej ramieniu są wszystkie łzy, które wylałem w czasie realizacji tych projektów – łzy słabości, lęku o to, czy dam radę. Bez niej bym tego nie zrobił. Ale wspieramy się. Każdy dźwiga swój krzyż i jeżeli coś jest dla człowieka trudne, to znaczy, że jest trudne – i koniec. Jeżeli dziecko zgubi sznurówkę, to jest dla niego dramat. Uznanie tego jest kwestią szacunku i tolerancji. Uważam, że szacunek jest najbardziej uniwersalnym i najlepszym zasobem, jaki może być między ludźmi. Ale trzeba zacząć od siebie. Szacunkiem jest również tolerancja dla własnych słabości.

Co było najtrudniejsze podczas realizacji tego projektu?

Powtórzenie sto razy tego samego, czyli obawa przed rutyną. Wiedziałem, że będę miał przed sobą mozolne dwanaście godzin skakania. Kilkanaście skoków na godzinę. Non stop, niezmiennie, będę odczuwał te same negatywne i pozytywne emocje. Zrobiłem sobie wcześniej próby wysiłkowe na basenie i mniej więcej wiedziałem, w których momentach będę zmęczony, kiedy powinny pojawić się kryzysy. Świadomość nieuchronności ich pojawienia się daje możliwość sprawnego ich pokonania.

Jeżeli nie włączymy w spektrum swoich przeżyć akceptacji również dla uczuć negatywnych, to one będą nas po prostu spalać. Ładunek emocji jest zawsze taki sam. Jeżeli ta negatywna emocja ma, powiedzmy, pięćdziesiąt jednostek, to jeżeli będziemy ją blokować, wypierać czy nie dopuszczać do jej akceptacji, jej siła przybierze trzykrotnie większą moc.

Czy można żyć, nie stresując się?

Zacznijmy od tego, że mamy dwa rodzaje stresu: eustres, czyli ten stres pozytywny, który mobilizuje nas do działania. Są to bodźce, które powodują, że reagujemy na swoje imię, pisk opon czy głośne dźwięki, czyli to, co niejednokrotnie pozwala nam przetrwać. W wymiarze fizjologicznym wyraża się to podniesieniem ciśnienia krwi czy ukrwieniem mózgu. Ale jest też dystres, czyli stres negatywny, który pojawia się wtedy, kiedy nie mamy energii do radzenia sobie z trudną sytuacją. Życie bezstresowe nie istnieje.

Gdzie przebiega granica między tym, co nas mobilizuje do działania, a tym, co nas niszczy?

Odpowiedź nie jest taka prosta, bo każdy z nas ma inny poziom asertywności i szacunku do siebie. Są osoby, które zgodzą się na pracę po piętnaście, szesnaście godzin na dobę przez dwa lata tylko po to, by zdobyć konkretne doświadczenie i wpisać je sobie do CV.

Czyli traktują to jako inwestycję w swoją karierę?

To jak ciężkie lata treningów, służące temu, by wygrać zawody i powiesić sobie na ścianie medal. Są też ludzie, dla których sposobem na życie jest na przykład udział w fantastycznych przedsięwzięciach typu Szlachetna Paczka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Polska Akcja Humanitarna, czyli współpraca z tymi, którzy ciągną za sobą tłumy i zbierają ogromne pieniądze dla potrzebujących. W takich organizacjach musi panować dobra atmosfera, bo prędzej czy później wyjdzie zmęczenie, które dotyka każdego wolontariusza. Dodatkowo przy złym zarządzaniu pojawią się emocjonalne wybuchy, konflikty, zderzenie z samym sobą, a w efekcie pogubienie w życiu.

Dlaczego?

Bo praca zawodowa, którą definiuje szlachetny cel i w której się realizujemy, daje ogromną satysfakcję. Ale jeżeli jest to związane z nieakceptowalnym poziomem stresu albo jego nieprzewidywalnością, to wtedy zaczyna być trudne.

Ja od paru lat realizuję ekstremalne projekty pomocowe i nie wyobrażam sobie niczego lepszego w życiu, ale jeżeli byłoby to związane z takim poziomem stresu, nad którym nie da się zapanować, to wtedy nie dałbym rady tego robić.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Kozłowski - ur. 1969, mówca motywacyjny, coach, doświadczony szkoleniowiec i psycholog. Specjalista interwencji kryzysowej oraz diagnozowania zespołów i przywództwa. Wieloletni instruktor ratownictwa górskiego. Skoczek spadochronowy (1600+). W grudniu 2014 roku, wznosząc się do stratosfery balonem na ogrzane powietrze wraz z dwoma skoczkami, wykonał najwyższy skok spadochronowy w Europie. 21 czerwca 2017 roku, bijąc dwukrotnie rekord Polski, skoczył ze spadochronem pięćdziesiąt razy w ciągu jednego dnia - każdy skok dedykowany był ciężko chorej osobie, dzięki czemu zebrał ponad 200 tysięcy złotych na ich leczenie. Otrzymał za to nagrodę CHARITY HERO. Rok później skoczył w jednym dniu sto razy, zbierając ponad pół miliona złotych na sto specjalistycznych wózków inwalidzkich dla niepełnosprawnych dzieci - projekt sfinansował z własnych środków. (wszystkie teksty tego autora)

Kornelia Winiszewska - Menadżer produktu w Wydawnictwie "W drodze". Mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także


komentarze



Facebook