Archwium > Numer 545 (01/2019) > Reportaż > BYŁEM WOLONTARIUSZEM SZLACHETNEJ PACZKI

BYŁEM WOLONTARIUSZEM SZLACHETNEJ PACZKI
Ponad 16 tysięcy rodzin w całej Polsce otrzymało Szlachetne Paczki. Ósmy finał akcji organizowanej co roku przez Stowarzyszenie Wiosna okazał się sukcesem. Żadna z rodzin włączonych do projektu nie została bez pomocy.

FOT. OZGA WOZNICA / MATERIAŁY PRASOWE SZLACHETNA PACZKA


Piotr Świątkowski

Nigdy nie widziałem takiego strachu. Basia tuli się do mamy.

– Ten pan to tata?

Ledwie słyszę głos dziewczynki. W telewizorze lecą Milionerzy. Elegancka ruda kobieta rozsiadła się wygodnie naprzeciwko Huberta Urbańskiego i walczy o gwarantowane czterdzieści tysięcy złotych. Jest późno. Dopiero teraz mama Basi znalazła czas na spotkanie z nami, by odpowiedzieć na kilkanaście pytań formularza. Uczyliśmy się go wypełniać na szkoleniu z młodą wolontariuszką z Krakowa. Będziemy walczyć o włączenie tej rodziny do Szlachetnej Paczki.

– Jak zmieniło się pani życie? Czy korzysta pani z pomocy innych instytucji? Czy dostajecie pięćset plus? Co pomoże wam wyjść z trudnej sytuacji?

Koleżanka wolontariuszka dziwnie się na mnie patrzy. Później mi wyjaśni, że jeśli będę rozmawiał z ludźmi zgodnie z pytaniami z formularza, to niczego się nie dowiem. Dlatego następnej rodziny po prostu wysłucham, a formularz wypełnię w domu. Na razie walczę z ramkami, w które trzeba wpisać precyzyjną odpowiedź na pytania typu: „Jak wyglądało państwa życie kiedyś, a jak wygląda dzisiaj?”, „Co stoi na przeszkodzie w rozwiązaniu problemów?”. W tym wypadku największą przeszkodą jest tata Basi, który pił i bił.

– Bogata – mówię do wolontariuszki. Zgodnie z regulaminem chodzimy dwójkami, żeby nic nam się nie stało.

– To, że mają wypasiony telewizor, jeszcze nic nie znaczy – mówi koleżanka. Mamy chwilkę na wymianę spostrzeżeń. Mama wyszła z Basią do łazienki. – Szukaj biedy gdzie indziej, nie w przedmiotach.

Martusia

Nigdy nie widziałem takiego brudu. Nigdy nie oddychałem tak zepsutym powietrzem. Nigdy nie przypuszczałem, że Trzeci Świat jest tuż za rogiem. Wystarczy skręcić z głównej ulicy w prawo za sklepem mięsnym tuż obok apteki całodobowej.

Siadam na szaroburej kanapie. Obicie mebla jest czarne od brudu. Udaję, że brud mnie nie dotyka, chociaż czuję go każdym skrawkiem skóry. Oddycham płytko. – Może otworzymy okno? – proponuję. Mężczyzna, chyba mój rówieśnik, odmawia. Ogrzewanie jest bardzo drogie. Opieka społeczna dokłada do rachunku, ale i tak trzeba wyłożyć miesięcznie stówkę. Ciepła woda? Zbytek łaski. Czy chcę zobaczyć łazienkę? Nie, dziękuję.

 – No chodź pan.

Wstaję. Dotykam spodni. Będę musiał je spalić. Martusia jest w szkole, a żona u lekarza. Psychiatra zapisze proszki, których kobieta nie weźmie, i znów którejś soboty przyjedzie policja i pogotowie.

W kącie stoi małe biurko Martusi. Są lampka, przytulanka, kolorowe zeszyty. Jakoś przepchnę tę rodzinę w systemie. Dziewczynka dostanie nowy tablet.

– Renta? Zasiłek celowy? Pięćset plus? – zadaję pytania z formularza pierwszego spotkania. Bo do rodziny trzeba przyjść dwa razy. Na pierwszym spotkaniu wypełnia się formularz opisujący losy rodziny i jej dochody oraz wydatki, a na drugim wpisujemy potrzeby. Kołdry, konserwy, meble, sprzęt AGD, pomoce szkolne. Chodzi o to, aby nabrać przekonania w decyzji, czy pomagamy, czy nie. W związku z nieziemskim brudem łamię zapis regulaminu Szlachetnej Paczki i wypełniam formularz drugiego spotkania na pierwszym spotkaniu. Nie chcę już wracać do tego domu.

Pani Iza

Pani Izie wszyscy umarli. Gdy w 1981 roku na raka umarł syn, pani Iza położyła się na wersalce i wstała dopiero w 1992 roku. Nie działały żadne leki. W szpitalu psychiatrycznym nie chcieli już na nią patrzeć. Ja patrzę i widzę starą kobietę, która próbuje żyć za sześćset złotych renty. Po opłaceniu czynszu nie starcza jej na nic. Pani Iza żywi się konserwami z Caritasu, obiadami z pomocy społecznej i suchym chlebem. Nie ma pralki, lodówki ani wersalki. Ta, na której leżała jedenaście lat, już się rozpadła. Kobieta śpi na fotelu.

Praczka, sprzątaczka, pomoc przedszkolna. Życiorys pani Izy jest zaskakująco długi. W dużym zakładzie nauczyła się naprawiać maszyny produkcyjne. Z czystym sumieniem mogę wpisać w formularz „złota rączka”. W domu są narzędzia, którymi pani Iza sama naprawi to i owo. Zainteresowania? Spacery po konserwy i po bony na obiady. „Jak wyobraża sobie pani swoją przyszłość?”. Pani Iza widzi siebie w trumnie. Już tyle razy próbowała się zabić. Nie umie. Wyskoczyć przez okno nie może, bo ma chore nogi. Nie potrafi zginać stawów. Truć się już nie chce. Lekarz powiedział, że jeśli jeszcze raz spróbuje, to będzie musiała jeździć na dializy, a nie chce nigdzie wychodzić, więc żyje z rozpędu.

Dobrze, że są sąsiadki. Jest z kim pogadać. Więc wpisuję do formularza, że „w czasie wolnym rozmawia z sąsiadkami”. Czego potrzeba? Wszystkiego oprócz konserw. Palce nie mają siły pociągnąć blaszki. Kaszy nie lubi, a więc nie zaznaczam w formularzu. Makaron – tak. Mleko? Byle tłuste. Chude mleko to nie mleko. I kawa. Po psychotropach ciągle się chce spać, a na kawę nie starcza. Na nic nie starcza. Tylko na chleb. Suchy chleb na kolację.

– A ma pani rodzinę? – pytam smutną panią Izę. Kobieta pokazuje głową starą meblościankę. Za szybą zdjęcia. Syna, który umarł na raka, córki (po jej śmierci Iza leżała na kanapie prawie rok), męża (pół roku leżenia) i rodzeństwa (bez leżenia).

– Pomożecie? – pyta cichym głosem.

Jednak jest w niej nadzieja. Skoro pyta, to znaczy, że chce pomocy. Skoro chce, to mnie też się chce napisać dobry opis. Jeśli ja dobrze napiszę, to ktoś się wzruszy i kupi kobiecie nową wersalkę. Tak w skrócie działa Szlachetna Paczka.

Pani Dorota

Pani Dorota zasłania brzuch bluzą. Jej ojciec nie wie, że jest w drugiej ciąży. Nie wie i nie może się dowiedzieć, bo dostanie zawału. Mężczyzna czeka na poważną operację stawów. Po zawale zamiast endoprotezy kolana będzie amputacja nogi, a więc cicho sza. W formularzu nie wolno mi pisać o ciąży.

– Wie pani, że tata kiedyś w końcu się dowie? Może trzeba z nim spokojnie porozmawiać? A ojciec dziecka chociaż wie?

Za ścianą wyje telewizor. W pokoju pani Doroty w kącie stoi dziecięce łóżko, a w nim śpi mały Oskar. Ojciec Oskara nie pracuje. Siedzi u kolegów i pije. Cieszy się z ciąży Doroty. Chciał drugiego dziecka, żeby w sumie było tysiąc plus. Bo na Oskara jest już jedno pięćset plus. Gdy będzie dwójka, to będzie okrągły tysiąc, a za tysiąc to się żyje (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KSIĄDZ W HALI ODLOTÓW

EFEKT ŚWIĘTEGO MATEUSZA

CZY MOGĘ PRZESŁAĆ OFERTĘ?

JAK KSIĄDZ RYSIO URATOWAŁ WIEJSKĄ SZKOŁĘ

ZAWÓD: RECYKLING


komentarze



Facebook