PRAWOSŁAWNE SERCE ZACHODU
Clement nie zajmował się potępianiem, pouczaniem, moralizatorstwem; on zajmował się pięknem. Pisał z zachwytu w zachwycie. W tym roku mija dziesiąta rocznica jego śmierci.

FOT. BENAROCH / SIPA


Marcin Cielecki

Przez wiele lat myślałem, że jest osobą duchowną. Gdy dotarło do mnie, że brak „ks.” lub zakonnych skrótów po nazwisku nie jest wyrazem skromności, ale oznaką życia świeckiego, zacząłem go uważniej czytać. Olivier Clément (1921–2009) był pisarzem płodnym – wolał pisać, niż zajmować się karierą akademicką – a jednak poza książkami interesowało mnie też jego życie. Zwłaszcza ten jeden moment, chwila w dniu, w którym wszystko stało się jasne.

W owym dniu

Wiele razy o tym wspominał, zawsze jednak oszczędnie, jak gdyby zatrzymywał się na progu samego wydarzenia, mówiąc: Dalej idę sam.

Paryska ulica, antykwariat przy bulwarze Saint-Germain, Europa warczy na siebie zza żelaznej kurtyny. Szukałem daty tego wydarzenia. Wiem, że do Paryża przybył w 1948 roku, a 1 listopada 1956 roku przyjął chrzest w Kościele prawosławnym, zatem musiało się to wydarzyć w czasie tych ośmiu lat. Może specjalnie ukrył tę datę, skoro nie była już ważna? Po co ci data, skoro zaglądasz w Tamtą Rzeczywistość? Pewnie lepiej powiedzieć o tym, używając stylu biblijnego. Zatem niech będzie: W owym dniu, w hałasie tramwajów, w pośpiechu zdążających do pracy, w nagabywaniu natrętnych i w klaksonie samochodów, zatrzymuje się przed antykwariatem. Za szybą widzi ikonę typu deesis, czyli orędownictwo: pośrodku Chrystus, po Jego bokach stoją Maryja oraz Jan Chrzciciel. Zadłuża się, aby ją kupić. Powraca tu echo przypowieści o ukrytym skarbie i perle (Mt 13,44–46). „Od tamtej pory ikona stoi na moim biurku”, pisze w swojej duchowej autobiografii Inne słońce. Zastanawia mnie ten moment, ledwie naszkicowany przecież, choć da się w nim poczuć silną wibrację. Nawrócenie? Nie pasuje mi to słowo. Wyobrażam sobie, że wtedy, pomiędzy turkotem kół samochodów i zmęczeniem robotników mijających się zmian, następuje Spojrzenie. Kto spojrzał pierwszy? Chrystus zza wystawowej szyby zatrzymany na miedzianej, wytłaczanej i pokrytej emalią ikonie? A może on, zagubiony w swoich duchowych poszukiwaniach rozpiętych pomiędzy duchowym światem Indii a dziwnym blaskiem Ewangelii? Kto kogo szukał, kto kogo wypatrywał – zostanie w milczącym Spojrzeniu. Każdy, kto widział ikonę Zbawiciela (ros. Spas) namalowaną przez Rublowa, wie, o czym mowa. Jezus przechodzi, ale właśnie się obrócił i podniósł wzrok. Oczy się spotykają. Oderwać się od tego Spojrzenia nie sposób. Czy właśnie wtedy przypomniał sobie rozmowę ze starszą siostrą? W Innym słońcu zapisał ją dosyć wiernie. „Co to jest śmierć?”, zapytał mały Olivier. „Śmierć to nicość”, odpowiada siostra. „Przez chwilę nie mogę oddychać. A więc tak, jak się uczyłem, usiłuję opanować lęk, oddychając głęboko i mocno uciskając skórę na brzuchu”. A teraz, w owym dniu, widzi Tego, który przeszedł przez śmierć. Zamiast nicości dostrzega w oczach Jezusa coś zupełnie innego.

Nadzieja w Ewangelii

„Kiedy byłem dzieckiem, nikt nigdy nie mówił mi o Bogu. Nigdy nie odpowiadano mi na pytania, które zadawałem, jak je zadają dzieci – nawet jeśli dzisiaj usiłuje się wykorzenić z nich same słowa, wywołujące pytanie – po co człowiek żyje, po co umiera. Nikt nigdy nie mówił o Nim, nikt nigdy nie mówił również do Niego” – tak Clément podsumowuje w autobiografii swoje wychowanie religijne. Ale on nie przestaje pytać. Czas wojny jedynie podsyca ciekawość. Działa w ruchu oporu, z pewnością widzi śmierć. A jeśli jej nie widzi, to musi często o niej myśleć. Na wojnę idzie, jak każdy intelektualista, z książkami w sercu. Charles Baudelaire, Karol Marks, Zygmunt Freud, Fryderyk Nietzsche, Simone Weil, Teilhard de Chardin – zbyt wiele odpowiedzi, podczas gdy pytanie jest jedno. Przez dłuższy czas interesuje się religiami oraz filozofią Dalekiego Wschodu. Choć wiele koncepcji brzmi interesująco, nie znajduje ukojenia. Z czasem trafia na książki Fiodora Dostojewskiego i Lwa Szestowa, a „przeklęte pytania” dręczą go jeszcze bardziej. „Nawrócenie” – koniecznie w cudzysłowie, bo to raczej opowiedzenie się po jednej ze stron w sporze, a nie szaleńczy akt wiary – jest iście książkowe; lektura Mikołaja Bierdiajewa przeważa szalę. „Pierwszym, który pozwolił mi zrozumieć, że można być chrześcijaninem, pierwszym, który naprawdę przeważył we mnie szalę ze strony Indii na stronę Ewangelii, był Mikołaj Bierdiajew”, napisze w Innym słońcu. Bierdiajew przeciągnął go na stronę chrześcijaństwa, jednak to Włodzimierz Łosski i jego Teologia mistyczna Kościoła Wschodniego doprowadza go do prawosławia. Tam, gdzie do tej pory były książki, pojawiają się ludzie. Francuski intelektualista, wychowanek „śródziemnomorskich pogan”, jak nazwie swoją rodzinę, zacznie uczęszczać na wykłady do Instytutu św. Sergiusza, serca i umysłu emigracyjnego prawosławia w Paryżu (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NAGA PRAWDA

NA TROPIE DŁUGIEGO PIÓRA

PRAWO HALÍKA

Oburzające prawdy

WIĘCEJ CISZY


komentarze



Facebook