BOŻE, CHROŃ KRÓLOWĄ
Europejczycy w różnych krajach mają dość obecnego sposobu uprawiania polityki i każda okazja jest dobra, żeby to pokazać. W tym sensie głosowanie za brexitem było zachowaniem, które można uznać za racjonalne.

FOT. LEA FABIENNE / UNSPLASH.COM


Tomasz Maćkowiak: Jak się zakończy zamieszanie wokół brexitu? Nie pytam o to, jakie będzie kolejne chaotyczne posunięcie w politycznych targach, ale o to, co będzie za trzy czy pięć lat. Oni naprawdę wyjdą?

Dariusz Rosiak: Wyjdą.

Jaki będzie wówczas ich status wobec Unii?

Taki, że w niej nie będą. Jest wiele krajów, które nie należą do Unii Europejskiej.

Norwegia też nie jest w Unii i nie widać, żeby wpadała w jakąś polityczną otchłań.

No tak, ale Norwegia z Unią zawarła przed laty bardzo skomplikowaną umowę na temat wzajemnych relacji handlowych i społecznych. I od lat jej sytuacja jest taka: musi płacić do unijnej kasy mnóstwo forsy, musi zaakceptować unijne przepisy i standardy i tylko przy decydowaniu nie ma nic do gadania. Nic, bo nie jest członkiem Wspólnoty.

Wielka Brytania też może podpisać taką umowę.

No może, ale pytanie, czy po to właśnie ogłaszała brexit. Teraz Brytyjczycy są w Unii, płacą składkę, ale mają ogromny wpływ na proces prawodawczy. A kiedy zawrą umowę na zasadach „norweskich”, to co się stanie? Nadal będą płacić, tak jak Norwegia. I podobnie jak Norwegia nie będą mieli nic do gadania w sprawie unijnych decyzji.

Ale po kolei. Wielka Brytania wynegocjowała umowę o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Podpisały ją wszystkie kraje członkowskie i zgodnie z nią dwudziestego dziewiątego marca Zjednoczone Królestwo przestaje być członkiem Unii. Rozpoczyna się dwuletni okres przejściowy. Ma wtedy zostać wynegocjowana umowa handlowa, na podstawie której zostaną ułożone nowe stosunki Unii ze Zjednoczonym Królestwem. Tak jest w teorii. W praktyce Brytyjczycy nie chcą zaakceptować umowy o wystąpieniu, którą podpisała premier May.

Dlaczego?

Spierają się między sobą co do sposobu wyjścia, nie potrafią osiągnąć politycznego kompromisu. Dla brexitowców umowa jest zbyt poddańcza wobec Unii, a dla przeciwników brexitu oznacza, że Wielka Brytania totalnie niszczy związek ze swoim największym rynkiem zbytu i naturalnym sojusznikiem politycznym. Żeby było jeszcze ciekawiej – Brytyjczycy nie chcą także wyjść z Unii bez umowy, bo to może oznaczać kompletny chaos polityczny i gospodarczy. Tak zwany twardy brexit, czyli wyjście bez porozumienia, oznaczałby, że dwudziestego dziewiątego marca o godzinie dwudziestej trzeciej przestają obowiązywać wszystkie umowy łączące Zjednoczone Królestwo z Unią, i nie ma nic w zamian. Na własne życzenie Wielka Brytania znalazła się w matni politycznej i nie wie, jak z niej wyjść.

Największe oszustwo i manipulacja brexitowców polegały właśnie na tym, że udało im się przekonać ludzi: Jeśli zagłosujecie „leave”, to my w dwa tygodnie zabierzemy swoje zabawki i się od tej paskudnej Unii natychmiast odizolujemy.

A dlaczego się tak nie da?

Bo to są niesłychanie złożone umowy dotyczące międzynarodowego handlu. Chodzi o grube pieniądze oraz o gospodarcze relacje, które budowano kilkadziesiąt lat.

W kampanii brexitowej pojawiały się takie pseudopomysły: gdy wyjdziemy z Unii, to natychmiast zniesiemy wszystkie cła i będziemy mieli prawdziwie wolny rynek. Szkoda, że tego się nie da wykonać w wariancie próbnym, bo zwolennicy takiego pomysłu zobaczyliby, co by się stało: w krótkim czasie przestałby istnieć cały brytyjski przemysł. Upadłby pod naciskiem taniej konkurencji z zewnątrz. Żaden brytyjski rząd się nie zgodzi na taki eksperyment, bo to byłoby czyste samobójstwo.

Niestety, ludzie dali się nabrać na kłamstwa brexitowców. Zresztą po drugiej stronie też kłamano i straszono ludzi.

Brytyjczycy są takim łatwowiernym społeczeństwem?

Nie, to nie tak. Kampania przed referendum była zgiełkliwa, pełna czasem absurdalnych haseł i przepowiedni, zwłaszcza dotyczących gospodarki brytyjskiej. Dla brexitowców wyjście z Unii było szansą na niepowstrzymany rozwój, dla przeciwników brexitu oznaczało kompletny chaos i zepchnięcie Wielkiej Brytanii w otchłań. Ale wydaje mi się, że w realnym głosowaniu te hasła nie miały decydującego znaczenia. Nie o to chodziło.

A o co?

O suwerenność i odzyskanie kontroli nad własnym życiem. Uważam, że w brexicie najważniejsze były pewne gesty: społeczne, polityczne, kulturowe. Głosowanie za „leave” to był gest niezgody na to, co się dzieje w kraju, na to, jak politycy traktują obywateli, na politykę zaciskania pasa prowadzoną od lat osiemdziesiątych, na brak wpływu obywateli na kształt prawa, na funkcjonowanie gospodarki, na globalne procesy takie jak imigracja. Brexit jest, moim zdaniem, częścią zjawisk, które dziś wrzuca się do jednego worka i określa jako „populizm”.

Wielka Brytania dotąd kojarzyła się z polityczną stabilnością, a nie z populizmem.

No i właśnie przestała. Zresztą przecież nie tylko o ten kraj chodzi. Gdy mówię „populizm”, to mam na myśli cały wachlarz procesów i zachowań wyborców, które od kilku lat przetaczają się przez Zachód.

Czyli ludzie na całym świecie chcą gestu niezgody?

Ludzie w świecie zachodnim mają narastające od lat, a nawet od dekad poczucie, że politycy ich nie reprezentują, że nie mają wpływu na decyzje podejmowane przez rządzących. Formalnie mamy demokrację, ale niestety, wielu zwykłych ludzi czuje się oszukanych, lekceważonych, pomijanych. Efekt jest taki, że teraz, kiedy czara goryczy się przelała, obywatele chcą w bardzo widowiskowy, mocny sposób wyrazić gest niezgody (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dariusz Rosiak - ur. 1962, dziennikarz radiowy i prasowy. Przez wiele lat był związany z "Rzeczpospolitą", gdzie publikował w dodatku "Plus Minus". Autor książek: "Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista"; "Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan"; "Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha"; "Oblicza Wielkiej Brytanii. Skąd wziął się brexit i inne historie o wyspiarzach". (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

UCHODŹCY I EUROPA: TRZY TEZY, W KTÓRE LUBIMY WIERZYĆ

SPONTANICZNIE, CZYLI ZE STRACHU

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC

WITAJCIE W NASZYM ŚWIECIE!

TO SAMO, TYLKO BARDZIEJ


komentarze



Facebook