DALEJ NIŻ ZMYSŁY
Tłumaczenie mszału to operacja na żywym Kościele: to, w jaki sposób się modlimy, jest wyrazem tego, w co wierzymy, dlatego trzeba postępować z wielką roztropnością i bez zbędnego pośpiechu, nie daj Boże, forsując swoje własne pomysły.

FOT. DOMINIK FĄFEREK


Maciej Muller: Dlaczego najważniejszą formę kultu w Kościele katolickim nazywamy „mszą”?

Dominik Jurczak OP: Ponieważ na zakończenie Eucharystii padało zdanie po łacinie: Ite, missa est. Słowo „msza” wywodzi się od owego missa.

Czyli: „Idźcie, jesteście rozesłani”?

Tak, albo jeszcze inaczej: Idźcie, ponieważ missa est, czyli „zostało rozesłane” – to, co działo się w kościele, skończyło się, a diakoni roznoszą już komunię chorym; nadszedł czas na łączność z tymi, którzy powinni być w kościele, ale ich nie ma. Jako Kościół zgromadziliśmy się i modliliśmy się na liturgii, ale teraz przyszedł czas na drugą część waszego życia, wcale nie mniej istotną. Ta formuła wiele mówi o tym, czym jest Eucharystia: to nie uciążliwy obowiązek do wypełnienia raz w tygodniu, tylko rzeczywistość, która musi się przełożyć na codzienność.

Coś jak w psychoterapii: proces terapeutyczny zachodzi przede wszystkim między spotkaniami, a nie podczas nich.

Mamy dzisiaj tendencję do dzielenia rzeczywistości na sacrum i profanum: pięć minut dziennie dla Pana Boga plus godzina w niedzielę – oto chrześcijańskie sacrum. A profanum polega na tym, że po zamknięciu za sobą drzwi kościoła zapominamy, co się za nimi działo. Przy takim podejściu Eucharystia jest co najwyżej dodatkiem do chrześcijaństwa. Na początku XX wieku papież Pius X zastanawiał się, co zrobić, żeby liturgia stała się częścią życia chrześcijanina, a nie jedynie pobożnym dodatkiem do niego. Eucharystia jest przecież sakramentem, który realnie nas przemienia – więc jej skutki muszą być widoczne w codziennym życiu.

Ten efekt zamykania drzwi podkreśla polskie tłumaczenie odpowiedzi na słowa: Idźcie, ofiara spełniona: „Bogu niech będą dzięki”. Brzmi to jak: „Dzięki Bogu, wreszcie koniec, można iść do domu”.

Dzięki Bogu coś ważnego się wydarzyło, to On nas przemienia, Jemu należą się dzięki – tak to należy rozumieć. Dzięki Bogu uczestniczyliśmy w Eucharystii i teraz zaczyna się drugi etap: Eucharystia w praktyce. Przechodzimy płynnie z jednej przestrzeni w drugą. Proszę zobaczyć, że przypomina o tym sama struktura mszy, bo w pewnym sensie msza zostaje nagle ucięta: najpierw mamy obrzędy wstępne, czytania, modlitwę eucharystyczną, potem moment komunii, błogosławieństwo – i nagle koniec. Ta dysproporcja nie jest przypadkowa, bo dopełnieniem Eucharystii ma być nasze życie.

W 2008 roku Kongregacja do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosiła, że dopuszcza trzy inne zakończenia mszy: „Idźcie głosić Ewangelię Pańską”, „Idźcie w pokoju, chwaląc waszym życiem Pana” oraz „Idźcie w pokoju. Alleluja! Alleluja!”. Dlaczego się ich nie stosuje?

Bo wciąż czekamy na zatwierdzenie nowego, zrewidowanego tłumaczenia mszału.

Od 2008 roku?

Nawet od 2002 roku, kiedy to weszła w życie kolejna edycja mszału łacińskiego. Jednak wracając do nowych formuł rozesłań, o które pan pytał, proszę zwrócić uwagę, że odwołują się one do tej samej logiki – życie chrześcijańskie ma być przedłużeniem celebracji Eucharystii. Wyjdźmy na zewnątrz, nie możemy siedzieć zamknięci w Wieczerniku jak nękani lękiem apostołowie. Papież Franciszek nieustannie przypomina, że Kościół, który skupia się na sobie, nie idzie właściwą drogą. Papierkiem lakmusowym tego, czym dla Kościoła jest Eucharystia, jest to, czy i w jaki sposób wychodzi do świata i czy w ogóle ma ochotę się z nim konfrontować.

Czy dobrze zrozumiałem, że w Polsce posługujemy się przestarzałym mszałem?

Posługujemy się tłumaczeniem, które – po kilkunastu latach używania – wypada przejrzeć, by zobaczyć, czy właściwie funkcjonuje. To przecież naturalne, że słowa zmieniają swoje znaczenie. I nie jest to jedynie polski problem. W historii z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w związku z łaciną, która potrzebowała dobrych kilku wieków, by wypracować swoje własne kościelne słownictwo.

Jednym z pierwszych pragnień ojców Soboru Watykańskiego II była odnowa liturgiczna. Zadania tego podjął się Paweł VI, doprowadzając do wydania w 1970 roku nowego mszału rzymskiego. To łacińska edycja wzorcowa, editio typica. Od tego czasu poszczególne konferencje episkopatów zaczęły tłumaczyć mszał na języki narodowe, co – by być precyzyjnym – nie do końca odpowiadało pragnieniu ojców soborowych, którzy mówili o możliwości tłumaczeń jedynie niektórych części mszy. Jak wiemy, historia potoczyła się inaczej: dlaczego, czy dobrze, czy źle – to już inna sprawa. Koniec końców zaproponowane przez Kościoły lokalne tłumaczenia musiała zaaprobować Kongregacja, by sprawdzić ich przydatność i adekwatność do liturgii. Czasami prace nad tłumaczeniami trwały latami. Nawet tak długo, że w międzyczasie zdążyła się zmienić edycja wzorcowa: drugie poprawione wydanie ukazało się w 1975 roku, a trzecie w 2002. Wezwania, o których pan wspomniał, dodano w 2008 roku, czyli w ostatniej wersji (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego i promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym "Anselmianum" oraz na Papieskim Uniwersytecie "Angelicum" w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DECYZJA

Zaskakujący horyzont

SŁOWO

PAPIERKI LAKMUSOWE

WSKRZESZAĆ WIARĘ


komentarze



Facebook