IDIOTA
"Szczęśliwy Lazzaro" reżyseria: Alice Rohrwacher; występują: Adriano Tardiolo, Alba Rohrwacher, Luca Chikovani, Thomaso Ragno; Włochy, Szwajcaria, Francja, Niemcy 2018 dystrybucja: Aurora Films

Dominik Jarczewski OP

W 1982 roku zniesiono we Włoszech ostatnie pozostałości systemu pańszczyźnianego. Kilka lat później jedna z gazet donosiła o pewnej markizie – właścicielce plantacji tytoniowych w środkowej części Półwyspu Apenińskiego. Korzystając z naturalnej izolacji, ukryła przed swoimi chłopami wiadomość o zniesieniu połownictwa. Folwarki działały tak, jakby historia stanęła w miejscu. Alice Rohrwacher, jedna ze wschodzących gwiazd nowego kina włoskiego, pamięta tę historię z dzieciństwa. Posłużyła jej za kanwę przypowieści – nie tylko o współczesnych formach niewolnictwa i niesprawiedliwości, ale też o odwiecznych tematach takich jak zło, szczęście i niewinność.

Za górami, za lasami…

Pierwsza część filmu toczy się zgodnie z dziennikarskim pierwowzorem. Znajdujemy się w zapomnianej przez Boga górskiej wiosce. W kilku domach gnieździ się pięćdziesięcioro ludzi: dorosłych i dzieci. Są ze sobą w różnym stopniu spokrewnieni, ale więzy krwi nie są tu najważniejsze. Tworzą swoistego rodzaju pierwotną gromadę. Za dnia dzielą pracę, jedzenie i cień, w nocy – sienniki. Pomiędzy gwarzącymi dziewczynami biegają ich dzieci. Starsi komentują. Wszyscy z szacunkiem odnoszą się do niemej babci – patronki stada. Monotonię życia przerywają zaręczyny, poświęcenie nowych maszyn rolniczych czy przyjazd zarządcy, który po dokładnym podliczeniu zysków i strat poinformuje mieszkańców, że niczego w tym roku nie zarobili. Co więcej, tylko pogłębili swój dług wobec markizy. Potem wszystko wraca do normalnego rytmu. Czas wykonuje regularne obroty znaczone porami roku, ale się nie posuwa do przodu.

Wreszcie nadchodzi wydarzenie. Do Inviolaty (z łac. nieskalana – znaczące imię majątku) przyjeżdża właścicielka z synem. Obserwuje z pałacu pracujących rolników, odpoczywa pod parasolem, uczy dzieci katechizmu. Towarzyszy jej apatyczny, zblazowany syn (Luca Chikovani). Kiedy zapyta matkę, czy się nie boi, że kiedyś tajemnica się wyda, że ktoś z poddanych się sprzeciwi, że przestąpi symboliczną rzekę wyznaczającą granicę posiadłości, odpowiada mu w iście makiawelicznym tonie. Owszem, niewoli ich, ale na wolności nie byłoby im wcale lepiej. Teraz są szczęśliwsi. Są bezpieczni. Człowiek z natury jest zwierzęciem niewolnym i niewolącym. Zależymy od kogoś, kto oswobodził nas z nieszczęsnego daru wolności, i odbijamy sobie na kimś innym, kto stoi niżej od nas w hierarchii. Można to nazwać niesprawiedliwością albo – może wprost przeciwnie – to jedyny sprawiedliwy porządek skrojony na ludzką miarę.

Znudzony dziedzic o pretensjonalnym imieniu Tancredi postanawia się zabawić kosztem matki. Ucieka z domu, pozorując porwanie. Do pomocy zaprzęga gminnego idiotę Lazzara, gotowego ślepo spełnić każdy jego rozkaz. Matka nie reaguje – to tylko kolejna fanaberia syna. Za nic nie chce wzywać policji. Oznaczałoby to ujawnienie przestępstwa, koniec intratnego biznesu i poważne konsekwencje prawne. Wszystko toczy się dalej, jak gdyby nic się nie stało. Nikt jednak, ani matka, ani syn, nie przewidział spontanicznej reakcji Teresy, skrycie podkochującej się w Tancredim córki zarządcy. Jeden telefon pociągnie za sobą lawinę wydarzeń, które przypieczętują losy ostatniego folwarku Włoch (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, studiuje filozofię w Paryżu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NADWYŻKA

PRZEJRZENIE

PÓKI MNIE PAMIĘTASZ

MISTYKA CODZIENNOŚCI

CO NALEŻY DO BOGA?


komentarze



Facebook