Archwium > Numer 548 (04/2019) > Pod ziemią > TO, CO NA DOLE, DA SIĘ PRZEŻYĆ

TO, CO NA DOLE, DA SIĘ PRZEŻYĆ
Motywuje mnie myśl, że ktoś czeka na moją pomoc. Kolega górnik, taki jak ja. W czasie akcji myślę tylko o nim.

 Piotr Świątkowski: Kiedy ostatni raz zadzwonił buczek?

Adam Żur: 20 grudnia 2018 roku o godzinie dwudziestej trzeciej. Jechaliśmy do Czech. Wypadek w kopalni wydarzył się przed osiemnastą. Wezwano nas, bo ucierpieli Polacy. Jechały dwa zastępy, kierownik i mechanik. Wieźliśmy głównie sprzęt medyczny, nosze i sprzęt do pomiaru metanu.

Co się myśli w czasie wyjazdu?

Myśl jest jedna: Ucierpieli ludzie, tacy sami jak my. Chociaż jadąc do wypadku w Karwinie, wiedzieliśmy od kolegów z Czech, że nie jedziemy po żywych. Zginęło trzynastu górników, jedenastu Polaków i dwóch Czechów.

Pan jest od wody?

W Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego utrzymywane są pogotowia specjalistyczne. Jest ich sześć. Jednym z nich jest pogotowie wodne, które usuwa skutki zalania wyrobisk. Nasza największa pompa waży tonę i ma wydajność milion litrów na godzinę. Specjalistyczne pompy zasilane są prądem elektrycznym oraz sprężonym powietrzem.

Jak wypompować wodę z chodników, które są dwa kilometry pod ziemią?

Podłączamy się do istniejącej instalacji odwadniania. Następnie woda pompowana jest do pomp głównego odwadniania. W maju zeszłego roku w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju po tąpnięciu część wyrobiska została odcięta przez wodę. Żeby odwodnić chodnik, wykorzystano specjalistyczne pompy. Wypompowaliśmy wodę z podziemnego zalewiska, które przez kilka dni uniemożliwiało dotarcie do zaginionych.

Szliście dziesięć dni.

Każdego dnia podczas akcji pokonywaliśmy kolejne trudności. Aż w końcu dotarliśmy do poszkodowanych. Niestety, nie żyli.

Widział ich pan?

Widziałem. Nie myślę o tym. Co się zobaczy, to się zobaczy, i tego nikt ani nic nie zmieni. To już jest historia. Są kolejne zadania, kolejne wyjazdy. Ani mi się to nie śni po nocach, ani mnie to nie prześladuje. Mamy świetne panie psycholog, które z nami rozmawiają. Nie jadą z nami autobusem, ale przyjeżdżają do kopalni, w której doszło do tragedii. Pomagają nie tylko nam, ale i rodzinom uwięzionych górników. Pilnują, żeby nikt nie został w takiej chwili sam. Po zakończeniu akcji spotykamy się wszyscy, rozmawiamy. My naprawdę się przyjaźnimy, trzymamy się razem. W takiej grupie łatwiej znieść tragedię.

Jak w filmie wojennym Kompania braci?

Coś takiego jest u nas. Tu nikt nie pracuje za karę. Wszyscy tego chcemy. Dla wszystkich to pasja.

Pasja bardzo ryzykowna.

Jeśli ryzykujemy, to na podstawie analiz przeprowadzonych pomiarów. Zastępowy ma ze sobą urządzenia pomiarowe. Wie, kiedy stężenie któregoś z gazów przekracza próg bezpieczeństwa, i wtedy zgłasza to kierownikowi akcji. Kierownik akcji podejmuje decyzję – idziemy dalej czy się wycofujemy. Główna zasada, którą się kierujemy, brzmi: Dobry ratownik to żywy ratownik. Musimy stamtąd wrócić. Oczywiście, czołgamy się przez wyrobiska, znosimy wysokie temperatury, przeciskamy przed sobą aparat oddechowy, ale jeśli mamy stężenia wybuchowe, to się wycofujemy. Takiego ryzyka nikt nie podejmie.

Zanim zostanie się ratownikiem górniczym, trzeba być górnikiem?

Tak było w moim przypadku. W 2003 roku zgłosiłem się do pracy w kopalni Makoszowy, w której pracowali mój dziadek i ojciec, a w 2010 roku nadarzyła się okazja, żeby przejść do Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. Są kopalnie, zdarzają się wypadki. Ktoś musi pomagać górnikom. My myślimy tylko o jednym. Na naszą pomoc czekają koledzy (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Adam Żur - ur. 1981, studiował górnictwo i geologię, od 2010 roku pracuje w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

EFEKT ŚWIĘTEGO MATEUSZA

KRZYŻYK POD KRAWATEM

PORTFEL NAWRACA SIĘ OSTATNI

HEJ, JEZU

WIELKI CZWARTEK/ CUDA W MIEŚCIE MILICJANTÓW I WOJSKOWYCH


komentarze



Facebook