ON, CZYLI JA
On. Syn. Przyszedł w majową, ciepłą, skropioną przez niebo noc pachnącą bzem. Dwadzieścia lat temu. 9 maja 1999 roku: między dżdżem, bzem a jawą - Życia sen.

FOT. ARCHIWUM RODZINNE


ON

Maleństwo, 1850 gramów (choć to już 38. tydzień), nie rusza się, nie odzywa, nie umie pić.

Serce bije nieprawdopodobnie szybko, choć przed cesarką biło coraz wolniej, coraz w o l n i e j,

c o r a z w o l n i e j.

– Dziwny przypadek. Nie wiemy, co dalej robić.

Codziennie o siódmej rano u dominikanów msze święte i modlitwa. Prośby i podziękowania. Sił przybywa.

Inkubator przy oknie, majowe słońce, robi się gorąco, coraz goręcej… Uff, ktoś zauważył! Skończyło się tylko zapaleniem płuc. Wciąż kroplówki i karmienie sondą. Serce Syna to przyspiesza, to zwalnia, masa ciała spada.

Jesteśmy sami, możemy go dotknąć, pogłaskać… przez okienko. Wymiana spojrzeń. Odkręcony kran. Dłoń skropiona.

Synu, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Syn walczy dzielnie, jakby od tej chwili dzielniej! Wierzymy, wiemy, że już będzie z nami.

– Najlepiej, gdy Synem zajmie się bardzo doświadczona lekarka w innym szpitalu.

– Ludzie mówią, że jest ostra, potrafi powiedzieć do słuchu, ale wie, co robi.

O tak! Wie, co robić! Chce (!) wiedzieć, wypytuje pół godziny, godzinę… Dobra, mądra, konkretna, wymagająca. Tak, to właśnie ona. Pani doktor Mariola. Czujemy jej miłość, umiłowanie życia człowieczka – człowieka. Wystarczył miesiąc na krześle przy łóżeczku i już są dwa kilogramy! Jedziemy do domu. Dziękujemy, pani doktor, serdeczności! „Serdeczności” – to jej słowo na pożegnanie. „Serdeczności” są, będą z nami już na zawsze.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ON - Ojciec Syna, który mówi o sobie ON. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół w centrum tajemnicy

MIŁOSIERDZIE BARDZO POTRZEBNE

WSZYSTKO A NAWET WIĘCEJ

Lekcja myślenia

ODZNACZENIE DLA OJCA MARCINA BABRAJA


komentarze



Facebook