MARYJNY, CZYLI JAKI?
Uczeń Jezusa nie może nie wziąć Matki Pana do siebie, bo znaczyłoby to tyle, że nie jest Jego uczniem i że słowo nie odnosi się do niego. Kto nie słyszy: "Oto matka twoja", nie słyszy również, że umiłowany to właśnie on.

FOT. REINALDO KEVIN / UNSPLASH.COM


Łukasz Popko OP

Niektórym katolikom pobożność maryjna może się wydawać sprawą niszową, związaną z jakimiś szczególnymi upodobaniami czy temperamentem. Kojarzy się ona od razu z pewnymi praktykami, takimi jak różaniec, nabożeństwa majowe czy pielgrzymki na Jasną Górę. Przyznajmy, że wszystko to może być owocne, ale z drugiej strony nie jest to centrum życia chrześcijańskiego i nie każdy chrześcijanin musi się w tych praktykach odnajdywać. Tym niemniej warto sobie uświadomić, że w gruncie rzeczy każda duchowość chrześcijańska musi być i jest maryjna. Aby to zrozumieć, zacznijmy od wyjaśnienia pojęć.

Łyk filologii

Polskie słowo „pobożność” zawęziło się współcześnie do zewnętrznej sfery modlitewnej. Dziś człowiek pobożny to ktoś, kto się dużo modli. Tymczasem podstawową definicję pobożności znajdziemy w Pierwszym Liście do Tymoteusza. Święty Paweł używa tam greckiego słowa eusebeia, co można zdefiniować jako cnotę, dzięki której wszystkie ludzkie gesty i relacje są poddane bojaźni Bożej. W tym sensie pobożny jest ten, kto wszystko robi po Bożemu, mając na względzie Boga. Może to dotyczyć tradycji religijnych, szacunku do starszych, ale w równym stopniu norm społecznych (1 Tm 6,2–3). Tak rozumiana pobożność nie jest świętoszkowatością, ale działaniem opartym na wiedzy, kim jest Bóg i jak powinien być czczony (1 Tm 3,16).

Słowo „duchowość” ma nieco lepszą prasę. W potocznym języku to też pobożność, tylko że głębsza, wewnętrzna. I skądinąd jest w tym pewna intuicja, bo przecież kiedy pytamy o czyjąś duchowość, to zwykle się zastanawiamy nad duchem, który kieruje ludzkimi zachowaniami. Nie na darmo greckie pneuma czy hebrajskie ruah oznaczają zarówno ducha, jak i wiatr, który – mimo że niewidzialny – jest realną siłą ujawniającą się w naszych działaniach. W tym sensie każdy człowiek ma naturalną duchowość związaną z jego własnym ludzkim duchem.

Niemniej jednak doświadczenie grzechu pokazuje, że na świecie istnieją różne duchy, które na nas wpływają. Duch Boży sprawia, że jako chrześcijanie wybieramy i robimy rzeczy Boże, czyli takie, których bez Niego nie bylibyśmy w stanie podjąć, jak modlitwa, miłość nieprzyjaciół czy wreszcie po prostu wiara w Boga.

Kiedy więc mówimy o pobożności Maryi, nie chodzi jedynie o sposób jej modlitwy i praktyki religijne, ale przede wszystkim o to, co Maryja wiedziała o Bogu i jak się to przekładało na jej życie. Podobne kwestie dotyczą oczywiście każdego chrześcijanina, to znaczy kogoś, kto chce, by jego duch szedł za Duchem samego Boga. Od Maryi odróżnia nas to, że nie traciła ona czasu na grzech. W przeciwieństwie do niej nasz duch często jest słaby, nie wierzy Duchowi Bożemu albo po prostu nie jest Mu posłuszny. Co zrobić, by być bardziej maryjnym? Prześledźmy to na trzech przykładach.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Łukasz Popko OP - ur. 1978, dominikanin, biblista, wykładowca w EBAF w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Jerozolimie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

UKRYTE ŻYCIE

CO ZNACZY NAJMNIEJSZY?

JESTEŚ CAŁA PIĘKNA!

PRAWDA O NAS

NADSTAW DRUGI POLICZEK


komentarze



Facebook