SŁABOŚĆ
Dz 5,27b-32.40b-41 | Ps 30 | Ap 5,11-14 | J 21,1-19

Grzegorz Chrzanowski OP

Czy da się zmienić coś, czego się żałuje z całego serca?

Niekiedy stawia się niemal znak równości między zaparciem się św. Piotra i zdradą Judasza. Zawsze wydawało mi się to przesadzone. Judasz podjął decyzję o zdradzie, poszedł do władz i przyprowadził zbrojnych do ogrodu Getsemani. Działanie było celowe. Miał jakiś plan. Trudno tu mówić o słabości. Piotr z kolei, zaskoczony pytaniem, waha się, jąka, mówi w końcu: „Nie znam tego człowieka”.

Judasz wpadł w rozpacz i się powiesił. Piotr zapłakał, wyznał miłość i to go uratowało. Wygląda na to, że nie ma symetrii między zaplanowaną zdradą a chwilą słabości.

A jednak… Czy zaparcie się św. Piotra nie było czymś więcej niż tylko brakiem odwagi w rozmowie ze służącą?

Egzegeci biblijni mówią, że proces w prawie rzymskim i w prawie żydowskim kierował się innymi regułami. W prawie rzymskim najważniejsze było przesłuchanie oskarżonego. W prawie żydowskim w czasie procesu przesłuchiwano świadków. Wypowiedzi świadków nie tylko w jednej grupie, ale także wzajemnie świadków oskarżenia i obrony, musiały być zgodne. W przeciwnym razie traciły wartość dla przebiegu postępowania. Po co Piotr poszedł na dziedziniec pałacu arcykapłana? Żeby być blisko i na bieżąco dowiadywać się o przebiegu wydarzeń? A może miał nadzieję, że wystąpi jako świadek obrony? Może myślał, że uda mu się wybronić Jezusa, ale nie zdobył się na odwagę, aby zgłosić się na świadka? Zawiodłem, myśli Piotr?

A teraz przenieśmy się nad Jezioro Tyberiadzkie. Kilka dni po zmartwychwstaniu Jezusa Piotr się zastanawia: „Wierzyć czy nie wierzyć? Nie wiem, idę łowić ryby”. „Idziemy i my z tobą”, mówią towarzysze. Jednak całą noc łowili i nic nie złowili. „Zarzućcie z drugiej strony!” – słyszą głos. „To jest Pan”, woła Piotr. Scena jak z pierwszego powołania, gdy inny nocny połów też początkowo był nieudany. Piotr cieszy się z całego serca i jak wcześniej trzykrotnie się zaparł, tak teraz trzykrotnie wyznaje miłość – otrzymuje misję pasterza dusz. Radość, że Jezus żyje, i ulga, że chwilowy brak odwagi nie przekreślił wiary, przyjaźni i wielkich chwil przeżytych z Jezusem.


Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Jestem miłością

TRZEBA GROMADZIĆ

O przyjaźni

TERAZ

Zaczyn, kąkol, ziarnko gorczycy


komentarze



Facebook