PUSTE ŁAWKI
Nie chodzi o to, by katolickie serce uchronić przed światem, lecz o to, by katolickie serce potrafiło świat współorganizować.

Cezary Kościelniak

Polska jest państwem zsekularyzowanym. Śledząc coroczne dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, możemy ulec złudzeniu, że zmiany w naszej religijności nie są głębokie, a jednak doświadczenie codzienności przynosi obraz inny niż ten statystyczny. Nasza sekularyzacja nie wpisuje się w zachodnie trendy, nie towarzyszą jej ani rewolucja obyczajowa – rzeczywiście, Polacy są bardziej konserwatywni, ani fatalne tąpniecie obyczajowe w Kościele, takie jak na przykład w Irlandii. W przeciwieństwie do Francji Polska nie przeszła przez spór o obecność religii w życiu publicznym. Nie mamy też, jak ma to miejsce np. w Brazylii, ofensywy charyzmatycznego protestantyzmu, który był przyczyną pustych ławek w świątyniach katolickich. Te czy inne porównania zmyliły nas i kazały myśleć, że gdzie indziej jest gorzej, a u nas nie jest jeszcze tak źle. Tymczasem wystarczy pójść na mszę już nie tylko w dzień powszedni, ale i w niedzielę, by zauważyć, że większość uczestników to osoby starsze. Zdarza się, że w lekcjach religii bierze udział kilkoro dzieci z klasy. Święta religijne stały się pretekstem do organizowania przedłużonych weekendów, a nie do religijnego świętowania. Co oznacza sekularyzacja polskiego Kościoła? A także, kim są ci, którzy nie czują się zsekularyzowani? I wreszcie, czy Kościół ma jakąś szczepionkę na zeświecczenie?

Zwyczaje i tradycje

Sekularyzacji nie można zawęzić do zjawiska pustych ławek. Z wczesnego dzieciństwa (urodziłem się w latach siedemdziesiątych) zapamiętałem obraz przepełnionych kościołów, w których jako dziecko zawsze byłem na przegranej pozycji w walce o wolne miejsce w ławce. Dziś tłumy są już co prawda tylko w niektórych miejscach, ale niekoniecznie jest to wyznacznik sekularyzacji, a raczej demografii. Trzeba zatem jej objawów szukać gdzie indziej, w zmianach w kulturze, w habitusie, w relacji nauki do wiary, ale także w relacjach Kościoła do procesów rozwojowych społeczeństwa.

Wpierw habitus. Jeśli rozumiemy go jako dyspozycję postrzegania świata poprzez utarte prawa, zwyczaje i symbole, odgrywa on kluczową rolę w przeżywaniu chrześcijaństwa. Rytmu wiary nie określają tylko czynności liturgiczne w świątyni, ale także – użyję tu sformułowania o. Stanisława Nowaka OP – liturgia domowa i wyzwalająca życie wiary codzienność zwyczaju i przyzwyczajenia do religijności. Tym samym przeciętny dominicantes poza jedną godziną spędzoną w kościele może prowadzić  całkowicie świeckie życie. Sekularyzacja oznacza zmianę przyzwyczajeń, co zmienia genetykę religijną rodzin. Urywająca się domowa komunikacja religijna, zanik zwyczajów i modlitwy np. przed posiłkiem, brak krzyża lub obrazu Matki Bożej na ścianach domów powodują, że religia znika z naszej małej codzienności, a Kościół staje się tylko rzeczywistością zewnętrzną, przestaje być Kościołem codziennego przeżywania. Wydaje się, że polski Kościół nietrafnie zdefiniował sekularyzację codzienności poprzez zawężenie tego problemu do troski o obecność na niedzielnej mszy. Życie chrześcijan toczy się przede wszystkim w domu, oderwana od domowych liturgii msza nie wystarczy dla rozwoju wiary. Chrześcijański habitus był mocno obecny w Kościele ludowym, zwyczaje chrześcijańskie wyznaczały rytm drogi rodzinnej, przeżywanie świata odbywało się nie tylko w parafii, ale także w zwyczajach domowego roku liturgicznego. Z pewnym ryzykiem można powiedzieć, że sekularyzacja habitusu jest destrukcyjna dla życia chrześcijańskiego. To destrukcja chrześcijańskiej codzienności spowodowała, że świętowanie stało się synonimem wakacji, kuchnia świąteczna – obżarstwa i pijaństwa, pierwsze komunie – zaopatrzeniem materialnym, pielgrzymki – wycieczką turystyczną, rodzinne spędzanie niedzieli – shoppingiem, wielkosobotnia prezentacja Grobu Pańskiego – aktualną narracją polityczną, odwiedzanie grobów 1 listopada – pokazem galanterii zniczowej i otwarciem sezonu mody zimowej, miłosierdzie – akcyjnością pomocową itd. Sekularyzm zwyciężył na polu walki o chrześcijański habitus, który przegrał ze społeczeństwem konsumpcyjnym, ale i tutaj, o czym będzie mowa później, może stworzyć antysekularną szczepionkę. Sekularyzacja habitusu oznacza, że wiara staje się zewnętrzną ofertą kulturalną, jedną z wielu na rynku idei. Stając się opcją, przestaje być udomowiona, a przez to nie domaga się już troski z naszej strony. Rozrastająca się w Europie nowa kategoria niewierzących, tzw. bezwyznaniowych (fr. sans religion) charakteryzuje się nie tyle sprzeciwem wobec religii czy walką z nią, ile chłodną obojętnością wobec niej.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Cezary Kościelniak - ur. 1976, filozof, kulturoznawca, pracuje na Wydziale Nauk Społecznych UAM, zajmuje się uniwersytetem, międzynarodowymi stosunkami kulturowymi, Kościołem w życiu publicznym, sekularyzacją. W druku jest jego książka "Przemiany idei uniwersytetu" (PWN). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Żałuję tego słoneczka ciepłego

Tsunami na rekolekcje

"Nie ciążyć ziemi?"

Drodzy Czytelnicy,

Naucz nas, Panie, liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca...


komentarze



Facebook