ŻEBY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ?
Zdrowa duchowość chrześcijańska zakłada, że nawet gdy nie doświadczam żadnych korzyści, Bóg jest obecny w moim życiu i moje życie duchowe może kwitnąć bez przeszkód. A to dlatego, że wierzymy w Boga, który jest kimś, a nie czymś.

Wojciech Werhun SJ

Nieodłączną częścią Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny, jest obietnica, że będzie lepiej. Dowodów na poparcie tej tezy mamy całe mnóstwo. Czytamy, że „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11,5) i że „przybliżyło się do was królestwo Boże” (Łk 10,9). Pismo Święte pełne jest historii, w których Bóg „zbawia”, czyli poprawia sytuację człowieka na różne sposoby. Przyjmując chrzest i uczestnicząc w życiu Kościoła, wierzymy, że Dobra Nowina wypełnia się także w naszym życiu, i że my sami stajemy się uczestnikami zbawienia. Może nas to jednak doprowadzić do przekonania, że chrześcijaństwo sprowadza się do tego, by było lepiej.

Nastawieni na korzyść

W wielu współczesnych praktykach duchowości chrześcijańskiej jest sporo przejawów myślenia skoncentrowanego na korzyściach. Weźmy na przykład medytację, lekturę Pisma Świętego lub jakąkolwiek inną metodę przedłużonej modlitwy. Mierząc się z pytaniami typu: Co mi to daje?, sami próbujemy pokazać sobie wymierne korzyści, jakie płyną z takich praktyk. Tak więc medytowanie może dać nam pokój wewnętrzny, siłę do mierzenia się z wyzwaniami, inspirację do rozwiązywania problemów, pomysły na kazanie, cierpliwość do współmałżonka, poznanie siebie itd. Kontemplacja może być sposobem na depresję, walkę z nałogiem lub po prostu metodą na poprawienie sobie humoru. Po części tak oczywiście jest. Takie efekty modlitwy są zauważane przez każdego, kto na poważnie używa wymienionych metod, niemniej jednak powstaje pytanie, czy na tym właśnie polega modlitwa. Czy po to się modlimy? Przecież na co dzień stykamy się z wieloma teoriami w psychologii czy duchowości, które wybierają jedną lub kilka z powyższych korzyści i proponują konkretne metody ich osiągnięcia. Na przykład mindfulness, czyli trening uważności, pomoże nam się wyciszyć i mieć większy wpływ na nasze życie. Metody ezoteryczne dadzą nam dostęp do nadzwyczajnych przeżyć i duchowych poruszeń podczas medytacji. A techniki pozytywnego myślenia pomogą nam być bardziej uśmiechniętymi lub osiągnąć sukces w życiu.

Piszę w dużym uproszczeniu, niemniej jednak są to konkretne techniki, zaprojektowane w celu osiągnięcia konkretnych korzyści na różnych poziomach życia. Niektóre z nich zostały „ochrzczone” i są dziś przedstawiane w kontekście Ewangelii jako praktyczne sposoby na doświadczenie królestwa Bożego pośród nas. Tak jakby to królestwo można było samemu sobie zafundować.

Podobnie sytuacja wygląda, gdy modlimy się o cuda w naszym życiu lub formujemy się w grupach o charakterze charyzmatycznym. Często powtarzane przekonanie, że Bóg zawsze chce uzdrawiać, uwalniać i czynić cuda, o ile tylko my w to uwierzymy, doprowadza wielu z uczestników takich grup do wniosku, że wystarczy dobrze się nastawić, żeby cud się wydarzył. W takim opisie rzeczywistości Bóg jest wiecznie otwartym workiem cudów, a my musimy jedynie się nauczyć, w jaki sposób wyjąć z tego worka to, co jest nam dzisiaj potrzebne. Skoro Bóg jest niekwestionowanym Dawcą i wszyscy wokół otrzymali dary, to ja, jako uczestnik modlitwy, czuję presję, żeby tych darów też doświadczyć. Może się to niestety przerodzić w ślepe przekonywanie siebie o totalnym dostępie do darów, jak również w obsesyjne wyszukiwanie w sobie śladów charyzmatów, co ostatecznie równa z ziemią jakiekolwiek rozeznawanie duchowe, o czym wspomnę później.

Takie podejście jest bardzo bliskie tak zwanemu myśleniu pozytywnemu, czyli teorii, która kładzie silny akcent na związek pomiędzy tym, w jaki sposób wyobrażamy sobie nasze życie, a tym, jak w konsekwencji się ono rozwija. To znaczy, jeśli silnie wierzymy, to Bóg nas uzdrowi, da pracę, naprawi małżeństwo, ofiaruje jakiś dar. Musimy tylko mocno uwierzyć. I tak samo: jeżeli myślimy pozytywnie, to odniesiemy sukces, poradzimy sobie z problemami, nasze życie będzie lepsze. Musimy tylko pozytywnie myśleć. Niestety, większość naszych codziennych bolączek i problemów wymaga czegoś więcej niż wiary czy pozytywnego myślenia, a mianowicie konkretnych decyzji i zmian w życiu.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Werhun SJ - ur. 1987, jezuita, współpracuje z portalem deon.pl. Studiował filozofię w Akademii Ignatianum w Krakowie oraz w Heythrop College, University of London. Studia teologiczne odbył na Pontifica Universita Gregoriana w Rzymie. Obecnie kończy licencjat z egzegezy biblijnej w Boston College, specjalizuje się w Starym Testamencie i języku hebrajskim. Jest autorem m.in. "Ćwiczeń duchowych na każdy dzień"; "Kwadransa uważności"; "W głąb i z powrotem". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

"Noc spowiednika" Tomáša Halíka

ŚREDNIOWIECZNY POMYSŁ NA ŻYCIE

JESTEM Z TŁUMU

Szczęśliwi...

ZA BAJTLA


komentarze



Facebook