SPOTKANIE
Elżbieta trwa w stanie niezwykłego otwarcia na Boga, niezwykłego wyczulenia na każdy sygnał płynący ze świata ducha. I dlatego też Bóg posyła Maryję do jej domu: by pomogła uratować jej ten stan wewnętrznego skupienia i rozradowania w Bogu.

FOT. JON TYSON / UNSPLASH.COM


Maria Szamot

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. (…)

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Wybrała się i poszła z pośpiechem w góry. Znamienny jest ten pośpiech. Nie było ku temu żadnego powodu. Jeszcze przecież trzy miesiące dzieliły Elżbietę od rozwiązania. A jednak Maryja się spieszy, bo rozumie, że nie bez powodu Pan posyła Ją do Elżbiety. Czy wie, dlaczego Ją posyła? Chyba nie po to, by pomagała krewnej w przygotowaniach do porodu. W tej sprawie Elżbieta miała zapewne dość doświadczonych pomocnic.

Wyobraźmy sobie maleńkie miasteczko, nieco mniej ospałe niż inne, gdyż znajdujące się w pobliżu stolicy, ale przecież mające niewielką, stabilną, wzajemnie się znającą społeczność. Miasteczko, w którym wydarza się coś takiego. Najpierw mąż Elżbiety podczas służby w Przybytku ulega dziwnej przypadłości, o której wszyscy wokół snują pobożne domysły, a potem ona, wbrew wszelkim oczekiwaniom, spodziewa się dziecka. Toż musiało wrzeć nie tylko w miasteczku, ale i w okolicy! W końcu Zachariasz był kapłanem, a nie zwykłym kupcem czy hodowcą owiec. Chyba w każdym domu roztrząsano ten przedziwny splot wydarzeń. I pewnie każda kobieta uważała za swój obowiązek, by pod byle pretekstem wpaść do Elżbiety, udzielić jej zbawiennych rad, rzucić okiem, jak się prezentuje, i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi.

Czego wśród tych rozgadanych kobiet miałaby szukać Maryja? Bardzo młoda, a więc bez żadnego doświadczenia, pragnąca ofiarować swą czystość Bogu, a więc pewnie najdalsza wszelkim opowieściom i dywagacjom, jakie kobiety uwielbiają snuć przy takich okazjach. Już pewnie Elżbieta była lepiej przygotowana do swego macierzyństwa, którego przecież pragnęła, niż ona, którą macierzyństwo kompletnie zaskoczyło. Po co więc szła z pośpiechem do swojej krewniaczki? Co miała do powiedzenia kobiecie, która mogła być Jej babką?

Elżbieta poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy (Łk 1,24). A więc przez pięć miesięcy udało się jej utrzymać w tajemnicy tę wspaniałą nowinę przed wścibstwem otoczenia. Przez pięć miesięcy była ona własnością ich dwojga i Boga. Przez ten czas mogła żyć jakby w zawieszeniu między niebem a ziemią, w stanie nieustannego modlitewnego dziękczynienia, otwarta na każdy, najsubtelniejszy powiew Ducha. Stworzenie szczęśliwe, że znajduje się w dłoniach Stwórcy. Lecz w szóstym miesiącu, gdy dla wszystkich stało się jasne, że Elżbieta oczekuje dziecka, runęli na nią jak fala potopu. Nie pojmowali jej dyskrecji. Każda inna kobieta za najpilniejsze uważałaby zmyć z siebie to piętno, przyczynę wieloletniego poniżania, a Elżbieta nie. Bo Elżbieta przeżywa szczególny czas. Przeżywa misterium bliskości Pana. Doświadcza Jego dotknięcia tak mocno, jak nigdy dotąd, także przez zapowiedź tego, kim będzie jej dziecko. A nie są to jakieś subiektywne nastroje, ulotne stany psychiczne – typowe efekty hormonalnej burzy, która szaleje w jej organizmie. To też ma miejsce, ale nie to wyznacza jej postawę, nie to określa stan świadomości i jej utrwaloną dyspozycję duchową. Tak uczynił mi Pan (1,25), mówi, próbując w tych słowach zamknąć bezmiar radości, dziękczynienia, zadziwienia, zachwytu Nim, uniżenia…

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maria Szamot - mężatka, matka. Od kilkunastu lat samodzielnie interpretuje wybrane fragmenty Pisma Świętego. Nie ukrywa, że nie jest ani teologiem ani biblistą lecz wiernym, który do tekstu objawionego podchodzi z pokorą i zaufaniem. Przekonana, że każdy życzliwy czytelnik Biblii może dotrzeć do jej tajemnic, o ile posłuży się rzetelną refleksją a nie uprzednimi założeniami i zasłyszanymi interpretacjami. Dotychczas ukazały się następujące książki autorki: "Apokalipsa czytana dzisiaj"; "Genesis, czy ktoś w to jeszcze wierzy"; "Chcę widzieć Jezusa"; "Pieśń Emanuela"; "Oto ty, Adamie"; "Tajemnice światła". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Wesele w Kanie

TRES VIDIT ET UNUM ADORAVIT

Życie wiodące do życia

GDY WYNIK OSCYLUJE WOKÓŁ REMISU

JESTEŚ MÓJ!


komentarze



Facebook