POŻYCZYĆ GARDŁO JEZUSOWI
Muzyka ma prowadzić do medytacji słowa. Jeżeli miałaby w pierwszym rzędzie wyrażać uczucia, to znaczy, że nie spełnia swojej funkcji.

FOT. DOMINIK FĄFEREK


Maciej Muller: W polskich kościołach bywa melancholijnie, nawet kolędy śpiewamy w tempie marsza pogrzebowego. Liturgia naprawdę musi być smutna?

Dominik Jurczak OP: Wcale nie musi! Chrześcijaństwo ze swojej istoty jest związane z radością, o czym nieustannie przypomina papież Franciszek. Warto zauważyć, że na przykład w Ewangelii św. Łukasza pierwsze słowo, które za pośrednictwem anioła Bóg kieruje do Maryi, to wezwanie do radości: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28). To znaczy: pozwól Bogu napełnić cię radością. To ważne, by odkryć, że Bóg, gdy zaczyna mówić, nie wychodzi od moralizowania czy grożenia palcem, ale od wezwania do radości. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby chrześcijanin miał stale przyklejony uśmiech jak po prozacu, lecz o głębokie doświadczenie radości, które nie gaśnie nawet wówczas, gdy przechodzimy chwile trudne i bolesne. Takie też się zdarzają! Liturgia zakłada jedne i drugie, bo takie jest chrześcijańskie życie; nie ogranicza się wyłącznie do miłych momentów.

Często spotykam się z opiniami, że msza jest nudna i smutna. Ale czy do kościoła przychodzimy po to, żeby było miło i przyjemnie? Raczej nie. Przychodzimy, by w kontakcie z Bogiem odnaleźć sens życia. Bez kontaktu z Nim wiara karłowacieje. Błędne jest zatem założenie, że liturgia za wszelką cenę musi korzystnie wpłynąć na moje emocje.

Wróćmy do problemu muzyki w kościele.

Nie każda muzyka religijna, czyli taka, która inspiruje się Bogiem, automatycznie jest muzyką liturgiczną. Od muzyki liturgicznej oczekuje się, że będzie współtworzyć liturgię. Zatem jej rolą nie jest przekonywanie czy przyciąganie do wiary; nie może być ona wabikiem czy tylko oprawą, tak by uprzyjemnić czas lub sprowokować doświadczenia estetyczne. Muzyka liturgiczna ma pomagać w podjęciu odpowiedzi na Boże zaproszenie w liturgii, ma zatem konkretną funkcję: pomaga lepiej się modlić. Często za oczekiwaniem, by podczas mszy nie było melancholijnie, ukryte jest przeświadczenie, że w trakcie liturgii mam się dobrze poczuć. To jednak za mało. Poza tym odcina tych, którzy przechodzą trudne momenty, noce ciemne w wierze. Liturgia jest dla wszystkich, także dla tych, którzy na przykład stracili kogoś bliskiego.

Być może nudno i smutno bywa dlatego, że śpiewamy ciągle te same pieśni albo nie uwzględniamy ich przypisania do okresu liturgicznego czy momentu mszy. Kategoria podobania się podczas wyboru pieśni nie jest najlepsza. Liturgia rządzi się swoimi regułami.

Zdarza się, że ksiądz i organista na żywo szukają tonacji albo organista dostosowuje tempo gry do możliwości wiernych. Można odnieść wrażenie, że bracia protestanci ze swoimi chórami parafialnymi i organistami grają w zupełnie innej lidze.

Jedna sprawa to umiejętności: poziom edukacji muzycznej w Polsce, niestety, leci na łeb na szyję. Druga kwestia to zrozumienie roli muzyki w liturgii. Jak już wspominaliśmy w naszych rozmowach, mamy tendencję do traktowania księdza jak głównego aktora celebracji – bo to on odprawia mszę. Od organisty wymagamy z kolei, by był wodzirejem. Ma nas zabawiać w chwilach, kiedy ksiądz się modli. I faktycznie: jeśli główny aktor z wodzirejem się nie zejdą, wychodzi koszmar.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego i promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym "Anselmianum" oraz na Papieskim Uniwersytecie "Angelicum" w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Porzucić sieci

Przewodnik po Trójcy

Zaskakujący horyzont

PO CO NAM ODPUSTY?

HISTORIA PEWNEGO "JA JESTEM"


komentarze



Facebook