Archwium > Numer 550 (06/2019) > Orientacje > LUDZIE DWÓCH TESTAMENTÓW

LUDZIE DWÓCH TESTAMENTÓW
"Ostatni proces Kafki"; Benjamin Balint; przeł. Krzysztof Kurek Agora SA, s. 352

Marcin Cielecki

To historia godna filmu, choć zaczyna się niepozornie. Eva Hoffe była zaskoczona, gdy Sąd Najwyższy Izraela zakwestionował spadek, który dawno temu otrzymała po Esther Hoffe, swojej zmarłej matce. Dlaczego najważniejsza instytucja prawna w państwie zwraca na nią, starszą i schorowaną kobietę, swoje wielkie oczy? Wszak wola zmarłego jest święta, rozumie to każdy sąd, a zgodnie z testamentem jej matki to właśnie ona, Eva Hoffe, dziedziczy mieszkanie, koty, niezapłacone rachunki, trudną powojenną przeszłość swoich rodziców i całą furę papierów. Wśród nich są także manuskrypty Franza Kafki. Teraz, po tylu latach od śmierci pisarza, od śmierci jego przyjaciela Maxa Broda, od śmierci państwa Hoffe, teraz, gdy Eva sama wypatruje nadchodzącej śmierci, Sąd Najwyższy Izraela chce jej odebrać manuskrypty pisarza z Pragi, bo należą one do dziedzictwa Izraela? Jak pojedynczy człowiek ma walczyć z potężną machiną państwa, które podważa święte prawo zmarłych? Eva Hoffe niewiele z tego rozumie, oprócz jednego: to jest jej własność. I czy to przypadkiem nie jest jakaś współczesna wersja Procesu Franza Kafki?

To pytanie zadaje już Benjamin Balint. Jego Ostatni proces Kafki to niemal gotowy scenariusz filmowy dla tych twórców kina, którzy są wierni Hitchcockowi. W tej historii jest wszystko: od ciekawej intrygi, przez niespodziewane zwroty akcji, po nietuzinkowych bohaterów i suspens, który zostawia nas oszołomionych. Nad wszystkim zaś unosi się iście kafkowski klimat. Dzieła Kafki nie mają jednak szczęścia do filmów, dlatego musi nam wystarczyć literatura. Podchodziłem do Ostatniego procesu jak do „kolejnej książki o Kafce”, w której autor będzie próbował tak wyginać frazy praskiego pisarza, aby pasowały do jego założonej z góry tezy. W zamian za to dostałem książkę, która niczego nie chce udowadniać, jest raczej głosem kogoś, kto obserwuje proces z ławki dla publiczności i sam próbuje wydać wyrok. Balint prowadzi czytelnika przez własne śledztwo: na wokandzie spotykają się biografia pisarza, jego przyjaciela, wybuch wojny i powstanie nowego państwa Izrael. To czytelnik w trakcie lektury będzie na przemian obrońcą, oskarżycielem, biegłym i w końcu sędzią wydającym wyrok.

Niedotrzymane słowa

Jest to historia znana, zatem krótko: przyjaciel Franza Kafki, Max Brod, nie stosuje się do ostatniej woli pisarza z Pragi. Zamiast spalić wszystkie manuskrypty, jak chciał tego Kafka, Brod pieczołowicie przetrząsa jego biurko, zbiera listy, wszystkie kartki z charakterem pisma swojego przyjaciela i zaczyna go pośmiertnie wydawać. Tak, to Max Brod ocalił dla świata Kafkę. Bez nieposłuszeństwa (och, czyż nie na tym właśnie opiera się cała literatura?) Broda, bez zdrady zaufania swojego przyjaciela, bez niedotrzymania ostatniej woli nie mielibyśmy ani Procesu, ani Gregora Samsy z Przemiany. Dlaczego Brod decyduje się na podważenie świętej woli zmarłego? Bo wierzy w swojego przyjaciela bardziej, niż on sam wierzył w siebie. W chwili śmierci Kafki to Max Brod jest na wierzchołku niedostępnego literackiego parnasu. Autor kilkunastu książek, recenzowany, znany, czytany, nagradzany. W porównaniu z nim Kafka to wieczne niespełnienie: wydał jedynie kilka opowiadań, z których nie był zadowolony, był autorem kilku niedokończonych (a może i porzuconych) powieści w manuskryptach i nieustannie wątpił w siebie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIĘCEJ CISZY

"Kalendarz ekumeniczny 2008"

"Teologia Polityczna"

"Teologia polityczna"

Nie oddać wolności


komentarze



Facebook