Archwium > Numer 552 (08/2019) > Pięć rozmów o raku > CAŁY CZAS ZAPOMINAM, ŻE JESTEM CHORY

CAŁY CZAS ZAPOMINAM, ŻE JESTEM CHORY
Miałem dwa wyjścia: albo się poddać i uznać, że już na mnie czas, albo powiedzieć: No dobra, idziemy dalej. Wybrałem tę drugą ścieżkę.

FOT. EDUARD MILITARU / UNSPLAS.COM


Katarzyna Kolska: Pierwszy niepokój w sercu?

Andrzej Białas: Chyba nie było. Poszedłem na zwykłe badania okresowe. Ale moja żona, jak to kobieta, powiedziała: Zrób sobie przy okazji PSA. Pomyślałem: Po cholerę robić jakieś PSA? To śmieszne. Dla świętego spokoju zrobiłem.

I?

Okazało się, że markery są podwyższone. No więc umówiłem się do urologa, który zarządził biopsję, a biopsja pokazała, że mam złośliwy nowotwór prostaty.

Świat się zawalił?

Nie. Ale kiedy szedłem do lekarza odebrać wynik, to już wiedziałem, czego się spodziewać. Wysiadłem z samochodu, stanąłem na chwilę i poczułem, jak krew odpływa mi do samych nóg, aż w końcu powiedziałem sobie: Dobra, Andrzej, daj spokój, idziemy. To był jedyny moment zachwiania w ciągu tych kilkunastu lat.

Pamięta pan tę chwilę, kiedy lekarz stawiał diagnozę?

To akurat pamiętam.

Co powiedział?

Proszę pana, wyniki nie są takie złe. Wskaźniki są dosyć książkowe. Kieruję pana do szpitala…

Co pan sobie wtedy pomyślał?

Ile czasu?

A ile miał pan wtedy lat?

Byłem o dwanaście lat młodszy, więc miałem pięćdziesiąt.

Mężczyzna w sile wieku.

Nadal się czuję w sile wieku, tylko lekko ograniczony ruchowo. Ale 50 lat to jest rzeczywiście okres najlepszej aktywności życiowej, zawodowej.

Miałem dwa wyjścia: albo się poddać i uznać, że już na mnie czas, albo powiedzieć: No dobra, idziemy dalej. Wybrałem tę drugą ścieżkę.

Oczywiście poddawałem się wszystkim terapiom, operacjom, wskazówkom lekarzy, natomiast nadal działałem i robiłem swoje. Choroba egzystuje gdzieś obok mnie.

To chyba nie jest takie łatwe?

Dla osoby, która ma raka, choroba rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, chory musi chcieć powalczyć. Po drugie, jest rodzina, która czuje pewną bezradność, nie wiedząc, jak pomóc kochanej osobie. No ale jest też praca zawodowa, są znajomi, przyjaciele. Ponieważ ja mówię o swojej chorobie publicznie, jasno i odważnie, to nie mam problemu z tym, żeby o niej rozmawiać. A często jest tak, że ludzie zdrowi czują pewne skrępowanie. Bo o co mają zapytać? Jak się czujesz? Albo powiedzieć: Świetnie wyglądasz, będzie dobrze? To są frazesy, które nie są do końca szczere, ale nie wiemy, jak się inaczej zachować.

Leczenie?

Zaczęło się od naświetlań, potem były brachyterapia, leczenie hormonalne i okres względnego spokoju. Po dwóch latach odstawiono mi hormony i wtedy rak znowu zaczął atakować. W szpitalu powiedzieli mi, żebym sobie poszukał urologa. Ja mówię: Jak mam sobie poszukać urologa, dlaczego? Bo u nas w szpitalu nie ma. Więc po poszukiwaniach i dobrych radach trafiłem do świetnego fachowca, dziś już świętej pamięci doktora Piotra Nowakowskiego. On spojrzał na wyniki moich badań i powiedział: Zła kolejność. Najpierw powinien pan trafić do mnie na radykalną prostatektomię i mielibyśmy to z głowy. Teraz mamy problem. Bo gdy rak się rozchodzi, to pana komórki wewnątrz są zdegenerowane, a więc gojenie będzie trudne. W końcu podjął decyzję, że jest to operacja ratująca życie. I wspomagany środkami farmakologicznymi miałem przez jakiś czas względny spokój. A potem znowu zaczęło się psuć. W międzyczasie miałem naświetlania i radioterapię. Przyszedł taki moment, kiedy lekarze w Poznaniu powiedzieli mi, że niewiele mogą mi już pomóc i skierowali mnie do szefa urologii i onkologii w Instytucie Onkologicznym Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Dwukrotnie wycinano mi tam węzły limfatyczne, do których następowały przerzuty. Każdy z tych zabiegów był kupowaniem czasu. Bo to jest tak, że gdyby nic nie robić i się temu poddać, to już byśmy nie rozmawiali, wszystko trwałoby dwa, może trzy lata. A tak to ciągle, z lepszym lub gorszym samopoczuciem, utrzymuję się na powierzchni.

Kiedy się okazało, że mam przerzuty do kości, przeniosłem swoje leczenie do Zakładu Medycyny Nuklearnej w Centrum Onkologicznym w Bydgoszczy. Chciałem uzyskać dostęp do leczenia radem 223. Po pierwszych rozmowach i kwalifikacjach okazało się, że radu nie mogę brać.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andrzej Białas - ur. 1957, z wykształcenia inżynier automatyk, pełnomocnik poznańskiego prezydenta ds. społeczeństwa obywatelskiego, wcześniej dyrektor gabinetu prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, od 24 lat społecznik, były przewodniczący rady osiedla Ławica. Jest żonaty, ma jedną córkę, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Matka nie swoich dzieci

A NUT NIE LUBIŁ

Minuta trwa całe wieki

NIE TYLKO JAZZ

Wycinek życia?


komentarze



Facebook