POWRÓT
"Ból i blask"; reżyseria: Pedro Almodóvar; występują: Antonio Banderas, Asier Etxeandia, Leonardo Sbaraglia, Nora Novas, Penélope Cruz; Hiszpania 2019, dystrybucja: Gutek Film

Antonio Banderas w filmie "Ból i blask" FOT. GUTEK FILM


Dominik Jarczewski OP

Dobrze pamiętam z licealnych czasów aurę zakazanego owocu, która towarzyszyła premierom kolejnych filmów Almodóvara czy, może częściej, ich emisjom w telewizji. Hiszpański reżyser firmował swoim nazwiskiem obrazy mające posmak skandalu, dotykające tematu przekraczania granic – przede wszystkim obyczajowych, ale przecież również i innych kanonów utwierdzonych w naszej kulturze – tego, o czym mówić wypada i czym się dzielić nie należy. Hiszpański półświatek mniejszości seksualnych, który tym mocniej fascynował po dziesięcioleciach frankistowskiej cenzury; erotyzm radośnie łamiący kolejne tabu i rodzący pytanie, czy to przypadkiem już nie pornografia dla elit – społecznie usankcjonowana, skoro szło się na Almodóvara z pobudek estetycznych i intelektualnych.

Zdziwili się zatem ci, którzy w 2016 roku zobaczyli film Julieta – spokojny, stonowany, sentymentalny. Owszem, obecne było tu typowe dla Almodóvara granie kiczem, ale w mniejszym stopniu i natężeniu. Erotyka? Jedna scena, i to wypadająca blado na tle tego, do czego przyzwyczaiły nas inne współczesne produkcje. Wszystko toczyło się wokół relacji między tytułową bohaterką, jej córką, partnerem, przyjaciółką, gospodynią. Jak w poprzednich filmach skomplikowanych, jakby wyjętych z telenoweli, ale tym razem bez emocjonalnej burzy. Wszystko rozgrywało się gdzieś między słowami, w grze ujęć, kolorów, scenografii. Bardziej niż do uczuć, reżyser odwoływał się do inteligencji widza, wprowadzając go w kunsztowną układankę aluzji i niedomówień. Film przyjęto (moim zdaniem niesłusznie) chłodno i okrzyknięto niewzruszającym melodramatem.

Najnowszy Ból i blask we wspomnianych punktach podąża tym samym szlakiem. Czyżby po porażce Przelotnych kochanków (dla odmiany okrzykniętych nieśmieszną komedią) reżyser zdecydował się zmienić język? Jeśli tak, to była to trafiona decyzja. Choć i tym razem film nie opuścił Cannes z palmą zwycięstwa, został jednak bardzo dobrze przyjęty. Być może dlatego, że wbrew oczywistej ewolucji tak naprawdę to wciąż ten sam Almodóvar, który opowiada jedną i tę samą historię, udowadniając, że o jego tożsamości nie decyduje ekstremalność obrazów, ale o wiele głębsza spójność u podstaw, której ani trochę nie porzucił.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

TO NIE KONIEC

TO, CO NAS WIĄŻE

ZAWSTYDZENIE

IDIOTA

ESTETA


komentarze



Facebook