CHRZEŚCIJAŃSKIE WYSPY
Pedofilia i jej akceptacja są formą moralnego wypaczenia, które przeniknęło w szeregi duchowieństwa. Nie wiemy, jak sobie z tym poradzić, zwłaszcza w sytuacji, kiedy interesy wielu hierarchów blokują dochodzenie do prawdy.

Roman Bielecki OP: Chciałby pan wystąpić z Kościoła?

Paweł Lisicki: Nie, nigdy nie przyszło mi to do głowy.

Nawet teraz, kiedy kolejne skandale z udziałem duchownych zostają wyciągnięte na światło dzienne?

Każdy, kto choć trochę zna historię, wie, że kryzysy zawsze były obecne w Kościele. Zarówno na poziomie instytucji, jak i doktryny. To, co obserwujemy dzisiaj, nie jest pod tym względem niczym nowym. Poza tym przynależność do Kościoła nie sprowadza się do członkostwa w partii politycznej czy stowarzyszeniu, do którego człowiek się zapisuje, a potem ocenia, czy realizuje ono idee programowe, czy nie.

Jest pan w komfortowej sytuacji, bo ja dosyć często słyszę, że w związku ze słabą reakcją na skandale pedofilii wielu wierzących chce odejść. Nie tak sobie wyobrażali Kościół. I mówienie im, że kryzysy były i będą, nie jest dla nich żadnym pocieszeniem.

Ale to nam naprawdę może pomóc. Bo jeśli cofnęlibyśmy się do połowy XVI wieku, to by się okazało, że nawet nuncjusz papieski, który prowadził rozmowy z Marcinem Lutrem, przeszedł na luteranizm. Po nim mieliśmy falę wystąpień księży, którzy później zostali przywódcami reformacji. A wszystko to w kontekście gigantycznej korupcji, naruszenia obyczajów i wykorzystania władzy kościelnej do celów politycznych.

To argument z zamierzchłej historii, kto dziś pamięta o reformacji?

On ma tylko pokazać, że szerzące się w Kościele zepsucie nie jest wystarczającym powodem, by porzucić wspólnotę. Pozwala też spojrzeć z innej perspektywy na to, co się dzieje dzisiaj.

A spotyka pan takich, którzy mówią: Występuję, bo to, co się dzieje w Kościele, jest dla mnie nie do przyjęcia?

Tak, oczywiście. Słyszę o rozgoryczeniu i poczuciu zawodu. Choć według mnie to raczej efekt myślenia o Kościele  w kategoriach instytucji i sprowadzania refleksji o nim do poziomu frakcji, interesu i korzyści, z pominięciem wymiaru duchowego. Stąd już blisko do podejmowania decyzji o tym, że skoro źle się czuję, to oddaję klucze i rzucam pracę. Niestety, w ostatnich czasach nasze myślenie o Kościele zaczyna przypominać rozmowę o korporacji.

Bo może wiernym zaczyna doskwierać to, że z jednej strony słyszą z ambony słowa o miłości i wrażliwości, a z drugiej widzą co innego u swoich hierarchów?

Nie znam sytuacji we wszystkich diecezjach i parafiach. Niemniej jednak Kościół, cokolwiek by o nim powiedzieć, daje szerokie możliwości odnalezienia swojego miejsca odpowiadającego indywidualnej wrażliwości i potrzebom. Niekoniecznie trzeba z niego od razu występować.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. To nie jest tak, że sprawy, o których rozmawiamy, mi się podobają. Wręcz przeciwnie, potępiam je bardzo surowo, i robię to publicznie. Zwłaszcza jeśli chodzi o przypadki pedofilii, ich ukrywanie, tuszowanie, lekceważenie i udawanie, że są czymś mało istotnym. To według mnie jest główny powód, dla którego ludzie coraz rzadziej patrzą na Kościół jak na święty, a coraz częściej postrzegają go przez pryzmat pedofilskiej szajki.

Skoro tak słabo widać świętość, to w naturalny sposób ci, którzy nie mają mocnej wiary, zaczynają odchodzić. Nie wystarcza im mówienie, że w Kościele chodzi o Chrystusa i sakramenty.

Na tym polega kryzys, że mamy do czynienia z chorobą, na którą na razie nie zostało zastosowane właściwe lekarstwo. W związku z tym ludzie – a takich jest zawsze wielu – którzy mają wątpliwości i jak to często bywa przerzucają na Kościół swoje problemy, rezygnują.

Mówi pan o chorobie. Proszę powiedzieć, jaką pan stawia diagnozę?

Pierwotnym źródłem kryzysu jest zachwianie tożsamości Kościoła w odniesieniu do prawdy. To efekt zwrotu w podejściu do świata, które Kościół zaproponował podczas Soboru Watykańskiego II. Streścił je papież Jan XXIII w przemówieniu otwierającym sobór, mówiąc o dwóch elementach. Po pierwsze, o powstrzymaniu się z krytyką cywilizacji za odchodzenie od chrześcijaństwa i skupieniu się w większym stopniu na pozytywnym docenieniu współczesności. Po drugie, co jest może nawet ważniejsze, o zastosowaniu recepty miłosierdzia w stosunku do fałszu dogmatycznego. To ostatnie spowodowało usankcjonowanie prawa do błędu.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Lisicki - ur. 1966, dziennikarz, publicysta, eseista i tłumacz literacki. W latach 2006?2011 redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", następnie tygodnika "Uważam Rze", a od 2013 roku tygodnika "Do Rzeczy". Autor książek: "Luter. Ciemna strona rewolucji"; "Epoka Antychrysta". Ostatnio wydał "Grób Rybaka. Śledztwo w sprawie największej tajemnicy watykańskich podziemi". (wszystkie teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

ZAMIAST WSTĘPU

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

O najważniejszej ze sztuk

Sumienie trzeba szanować


komentarze



Facebook