Archwium > Numer 555 (11/2019) > (Nie)zła sztuka > PODSZEWKA WSZECHRZECZY

PODSZEWKA WSZECHRZECZY
Biblia to Księga pisana alfabetem, ale i pędzlem. Jeśli tak, to sztuka jest też słowem Bożym, często prorockim, bo bywa, wcale nierzadko, że intuicja twórcy lepiej wyczuwa puls czasów sobie współczesnych.

WACŁAW OSZAJCA SJ

Juliana z Norwich, czternastowieczna angielska mistyczka, mówi: „Jeśli mamy na względzie Chrystusa jako naszą głowę, to jest On w chwale i poza cierpieniem, ale jeśli mamy na względzie Jego ciało, w którym wszystkie członki są zjednoczone, nie jest On jeszcze w pełnej chwale ani poza cierpieniem; gdyż ta sama tęsknota i to samo pragnienie, które odczuwał na krzyżu – tęsknota i pragnienie, które w moim mniemaniu były w Nim od wieczności – te nadal odczuwa i będzie odczuwał aż do czasu, kiedy ostatnia dusza, która ma być zbawiona, wejdzie do Jego szczęścia”. A zatem Jezus i my pragniemy tego samego – szczęścia. A to, co szczęściu Boga i ludzi, całej rzeczywistości, przeszkadza, a nawet zdaje się je uniemożliwiać, to zło zła, czyli śmierć i grzech. Nie miniemy się więc z prawdą, twierdząc, że tęsknota i pragnienie są siłą napędową działań człowieka i że najpełniej wyraża się ona w marzeniu; marzyć zaś umie tylko ten, kto kocha. Emily Dickinson mówi: 

Miłość – jest wcześniej niż Życie – Trwa dłużej niż Śmierć – jest Stworzenia / Pierwszym Aktem – głównym Aktorem / Na scenie, jaką jest Ziemia. 

Na czwartej stronie okładki kwartalnika „Akcent” czytamy: „Sztuka to najwyższy wyraz samouświadomienia ludzkości (…) Dzieło sztuki – mikrokosmos odbijający epokę. Józef Czechowicz”. Dzięki temu każda epoka, zmagając się z sobie właściwą dolą i niedolą, dopełnia dorobek poprzednich pokoleń – raz lepiej, raz gorzej, raz w zachwycie, ekstazie, uszczęśliwiającym widzeniu, innym razem w cierpieniu, w zbrodni, w przerażających obrzydliwościach. Nie lekceważąc wysiłków nauk matematycznoprzyrodniczych i podążając za głosem Czechowicza, spróbujmy zobaczyć, w jaki sposób nasi poprzednicy wyrażali swoje „samouświadomienie”, które, idąc za Dickinson, można utożsamić z miłością. Zacznijmy od tekstu z Apokalipsy św. Jana, bardzo malarskiego, poetyckiego, a zarazem teologicznego i fundamentalnego dla zrozumienia chrześcijańskiej wizji świata. 

Autor biblijny, podejmując się opisu mistycznej wizji, podczas której dane mu było „widzieć” Boga, z góry wiedział, że zadaniu nie podoła, dlatego mówi, że na tronie siedział „ktoś” podobny do innych osób występujących w tej scenie i jednocześnie ten „ktoś” utworzony ze szlachetnego kamienia. Autor, opisując w ten sposób tego kogoś, nakłada na siebie, syntetyzuje dwa porządki w naszym codziennym doświadczeniu całkowicie różne. Odantropomorfizuje owego kogoś i zarazem antropomorfizuje kamień, który przecież jest materią martwą. Podobne przenicowanie dotyczy „czterech istot żywych”. Używa więc autor objawienia słów takich jak „ktoś”, „podobny do”, „jakby”, „istoty żywe”, na początku bez dookreślenia, o co i o kogo chodzi. 

„Potem miałem widzenie: Oto w niebie otworzyła się brama i głos, który słyszałem na początku – podobny do dźwięku trąby – przemówił do mnie: »Wejdź tutaj, a pokażę ci, co potem musi się wydarzyć«. Natychmiast ogarnął mnie Duch: Oto w niebie stał tron, a na tronie ktoś siedział. Ten, kto siedział, podobny był z wyglądu do kamienia jaspisu i sardu, a tęcza wokół tronu podobna była do szmaragdu. Tron otaczały dwadzieścia cztery trony, na których zasiadało dwudziestu czterech starszych. (…) Na środku tronu i wokół tronu stały cztery istoty żywe, które miały mnóstwo oczu z przodu i z tyłu. Pierwsza istota żywa podobna była do lwa, druga istota żywa podobna do byka, trzecia istota żywa miała jakby ludzką twarz, czwarta istota żywa podobna była do lecącego orła. Każda z czterech istot żywych miała po sześć skrzydeł i mnóstwo oczu na zewnątrz i wewnątrz. (…) A gdy istoty żywe oddawały chwałę, cześć i dziękczynienie Siedzącemu na tronie, Żyjącemu na wieki wieków [mówiły] »Jesteś godny Panie, nasz Boże, odebrać chwałę, cześć i moc, bo Ty stworzyłeś wszystko, z Twojej woli zaistniało i zostało stworzone«” (por. Ap 4,1–11).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZIMNO W NASZYM DOMU

PRZEGRAŁ, ŻEBY WYGRAĆ

BREWIARZA PO DZIURKI W NOSIE

PSY, ŚWINIE I PERŁY

MIEĆ ALBO NIE MIEĆ


komentarze



Facebook