Archwium > Numer 556 (12/2019) > Cierpliwości! > BALLADA O "JESZCZE" I "JUŻ"

BALLADA O "JESZCZE" I "JUŻ"
Ile nam jeszcze zostało czasu, Bóg jeden wie, Bóg już to wie! Władco czasu o nieziemskiej cierpliwości jeszcze raz nam, wiarołomnym, zaufaj! I jeszcze raz, i jeszcze raz. Jeszcze na nas, Boże, poczekaj.

FOT. ANDRE FURTADO / UNSPLASH.COM


prof. Barbara Chyrowicz SSpS

Słowo „jeszcze” niemożebnie szeleści, przesuwa się miarowo na dwa takty, nie dźwięczy, trudno je wyśpiewać. Słychać to „jeszcze” w chrzęście suchych liści rozdeptywanych w listopadzie na cmentarnych alejkach, w przewracanych kartkach starych modlitewników, w szeptach zakochanych, w kroplach deszczu wsiąkających leniwie w wyschniętą ziemię, w cykaniu polnych koników cichnącym u kresu lata, w monotonnym przesuwaniu się wskazówek zegara, w biciu serca. W „jeszcze” drży coś niespełnionego, niedokonanego, trochę tajemniczego. Jeszcze raz i jeszcze raz, jeszcze mamy czas.

Jeszcze

„Jeszcze” przyśpiesza w kolejnych wariacjach Bolera.

„Jeszcze” budzi się w promieniach wschodzącego słońca.

„Jeszcze” powraca jak fala uderzająca o brzeg.

„Jeszcze” się odgraża, że wróci, pokaże, zaskoczy.

„Jeszcze” zamiera, kiedy wypełnia się czas.

„Jeszcze” jest tam, gdzie coś się nie skończyło.

„Jeszcze” to nie już, nie teraz, nie dziś, nie jutro.

„Jeszcze” patrzy z dystansem, który niekoniecznie chce skrócić, jest kapryśne.

„Jak długo jeszcze” i „jeszcze nie” są jak awers i rewers niezadowolenia z „teraz”.

„Jeszcze” czasem prosi, by nie kończyć, by poczekać, i trzyma się kurczowo szczęśliwych chwil, a innym razem nadaje chwilom miano nieznośnych i pragnie się ich jak najszybciej pozbyć.

„Jeszcze” z westchnieniem ulgi stwierdza, że wciąż ma czas, albo z irytacją śledzi zdecydowanie za wolno przesuwające się wskazówki zegara. Hipnotyzuje je wzrokiem, a one nic! Beznamiętne i nieczułe.

„Jeszcze” rośnie w siłę w zdecydowanym „jeszcze jak!” i gasi zapędy w „jeszcze nie”.

„Jeszcze” nigdy nie jest w pełni zadowolone; nawet kiedy z ulgą wita fakt, że na razie dzieli je dystans od „już”, to przecież wie, że z każdą chwilą ten dystans się zmniejsza.

„Jeszcze” się tłumaczy, bo mogło być „już”, ale cel okazał się trudniejszy do zdobycia.

„Jeszcze” się pociesza, bo ma czas, żeby coś naprawić.

„Jeszcze” wyciąga rękę po więcej, bywa nienasycone.

„Jeszcze” błaga o kolejną szansę.

„Jeszcze” żebrze o odroczenie.

„Jeszcze” prosi o pozostanie.

„Jeszcze” bywa kochane i znienawidzone.

„Jeszcze” jest ludzkie, niedoskonałe, skończone i zawieszone w czasie. Jeszcze żyjemy, oddychamy, kochamy, jeszcze czegoś pragniemy, jeszcze do czegoś dążymy, jeszcze mamy czas, jeszcze wszystko przed nami, choć już tyle za nami.

Kiedy „jeszcze” kończy swój targ z czasem, pojawia się „już”.

Już

„Już” jest krótkie, stanowcze, bezkompromisowe. Ostatni akord, żadne tam da capo al fine.

„Jeszcze” wita „już” z westchnieniem ulgi albo z wyraźnym rozczarowaniem. „Już” to „wreszcie” i „nareszcie!” albo: „To już?…”, „To już koniec, nie będzie więcej?”, „Tyle czekania i już!”, „To naprawdę już!”.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Chyrowicz SSpS - prof. nauk humanistycznych, dr hab. filozofii, etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Jest między innymi autorką książek "O sytuacjach bez wyjścia w etyce" (2008) i "Bioetyka. Anatomia sporu" (2015) oraz współautorką podręcznika "Etyka zawodu psychologa" (2017). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

REQUIEM DLA KOZŁA

IN VITRO TO PROBLEM DOROSŁYCH

MIŁOSIERDZIE NĘDZNYCH

CIAŁO, KTÓRE ZDRADZA

ZBYWALNE I NIEZBYWALNE


komentarze



Facebook