SENS ŚWIATA I ISTNIENIA
Zapytałem kiedyś, co go tak naprawdę w życiu interesuje. Popatrzył na mnie chwilę w milczeniu i powiedział: Interesuje mnie prawda albo nieprawda, słuszność albo niesłuszność rzeczy. Nie znoszę nieszczerości i zachłystywania się pozorami.

zdjęcie: STANISŁAW KOWALCZUK / EAST NEWS


Janusz T. Skotarczak

Początek lat osiemdziesiątych. Jako licealista zadawałem sobie i innym wiele religijnych pytań. Odpowiedzi, które otrzymywałem, nie bardzo mnie zadowalały. Aż w końcu ksiądz katecheta powiedział mi: Przeczytaj Pocztę Ojca Malachiasza. Posłuchałem.

Polecana książka była owocem listów nadsyłanych do redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Były to listy z pytaniami i wątpliwościami, które dotyczyły wiary, Kościoła, etyki i Biblii. Czasami były to listy od ludzi dotkniętych nieszczęściem. Początkowo redakcja próbowała odpisywać indywidualnie, ale szybko uznała, że warto te pytania upublicznić. I tak w 1961 roku pojawiła się rubryka Poczta Ojca Malachiasza. Stała się bestsellerem. Wielu kupowało tygodnik dla tej rubryki. Ukazywała się przez dwanaście lat. Odpowiednio zredagowana została wydana w formie książkowej.

Czytając polecaną książkę, zobaczyłem, że odpowiedzi na pytania udzielał jednak nie zakonnik – jak sugerowałby tytuł – ale Tadeusz Żychiewicz, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, który – nie wiedząc o niczym – został moim katechetą. Wreszcie ktoś odpowiednim językiem udzielał mi odpowiedzi na pytania dotyczące Boga i Kościoła. Do tej pory wewnętrznie czułem, że Kościół mnie nie oszukuje, ale jednak mało kto potrafił mi przekazać prawdy wiary w zrozumiały sposób.

Śladami Ojca Malachiasza

Mijały lata. Moje pytania zaprowadziły mnie na teologię. Po skończonych studiach sam zostałem katechetą. Teraz ja miałem udzielać odpowiedzi. Młodzież pytała: Jaki jest sens celibatu? Dlaczego mamy się spowiadać przed ludźmi, którzy też są grzesznikami? Po co jest Kościół? Dlaczego mam wierzyć w Boga? Jak rozumieć nieomylność papieża? Dlaczego Bóg pozwala na cierpienie niewinnych ludzi? Dlaczego Bóg dopuszcza kataklizmy? Czytając pytania moich uczniów, myślałem: A co by powiedział na to Tadeusz Żychiewicz? Zapragnąłem go poznać. Nie było to jednak takie proste.

Do dziś wspominam pierwsze spotkanie. Pewnego razu, będąc z moimi uczniami na obozie zimowym niedaleko Krakowa, dowiedziałem się, że jest w domu. Szedłem od rynku pieszo. Trochę błądziłem. Wreszcie dzwonek. Serdeczne powitanie. Jego żona przygotowała nam herbatę, ciasteczka i konfitury. W międzyczasie pokazał mi mieszkanie. Małe, dwupokojowe, w którym pełno było książek, gazet i maszynopisów. Leżały wszędzie: na parapecie, na krzesłach, w każdym kącie pokoju. Na szafach stały lepione przez niego samoloty. W rogu jednego pokoju wielka butla z tlenem. Żona, widząc moje zdziwienie, szybko wyjaśniła: Mąż od wielu lat zmaga się z chorobą.

Moją uwagę przykuła drewniana rzeźba przedstawiająca głowę Chrystusa w koronie cierniowej. Oprowadzając mnie po mieszkaniu, opowiadał o córce i synu. Rozmawialiśmy długo. Było późno, kiedy wychodziłem. Następnego dnia spotkaliśmy się w redakcji. Przyszedłem tamz moimi uczniami. Cieszyłem się, że mogą go poznać. Potem były inne spotkania.

O tym, że zmarł, dowiedziałem się już po jego pogrzebie. Odszedł 11 listopada 1994 roku. Kiedy tylko uporałem się z różnymi sprawami, zaraz pojechałem do Krakowa. Kupiłem na rynku trzy czerwone róże. Jedną zaniosłem do kościoła, aby podziękować Bogu za łaskę spotkania z nim na drodze mojego życia. Drugą zaniosłem na jego grób. Trzecią przekazałem jego żonie. I znowu były herbata, ciasteczka i konfitury. I było coś jeszcze. Pokazała mi półkę z 27 autorskimi książkami męża oraz jego korespondencję z Janem Pawłem II. Martwiła się, jak uporządkować książki, gazety i maszynopisy. Co zrobić z lepionymi przez męża modelami samolotów, z kolekcją monet i muszli, które zbierał przez całe życie. Chłonąłem to, co opowiadała o rodzinnych korzeniach męża i latach jego dorastania. Wsłuchiwałem się we wspomnienia o życiu małżeńskim i atmosferze w domu. Spoglądałem na rodzinne pamiątki. Ze wzruszeniem wczytywałem się w pokazaną mi modlitwę jego mamy za syna. Notowałem pojedyncze zdania, wsłuchując się w historię życia Tadeusza Żychiewicza.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janusz T. Skotarczak - nauczyciel religii w Liceum Ogólnokształcącym i Gimnazjum Dwujęzycznym w Śremie, ekspert MEN, publicysta. Twórca i organizator m.in.: Śremsonguu - Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Religijnej; Śremskich Zaduszek Muzycznych, Shalom Śrem - Śremskich Dni Judaizmu, Śremskich Dni Jana Pawła II, Przystanku LO. Współautor książek m.in. "20 lat minęło. Katecheza w polskiej szkole". Żonaty, ojciec trzech córek. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Spotkałem nawet szczęśliwego katechetę

Poszukiwanie nowego bukłaka

CZTERY NOGI DUCHOWEGO STOŁU

Został księdzem, bo mu się księża nie podobali

WYZWALAŁ W CZŁOWIEKU DOBRO


komentarze



Facebook