Archwium > Numer 557 (01/2020) > Orientacje > CZY CHRYSTUS ZAMIESZKAŁ JUŻ W PANA DUSZY?

CZY CHRYSTUS ZAMIESZKAŁ JUŻ W PANA DUSZY?
"Listy i rozmowy 1965-2014"; Ryszard Przybylski, Tadeusz Różewicz; red. Krystyna Czerni Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2019 s. 612

Marcin Cielecki

Zaczął Ryszard Przybylski. Przygotowywał właśnie esej o twórczości Tadeusza Różewicza i utknął. W liście poprosił poetę o pomoc. Tak się zaczęła ich niezwykła znajomość, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Listy Różewicza to osobny rozdział w jego twórczości. Korespondował z pisarzami, krytykami, reżyserami filmowymi i teatralnymi. Liczba listów i kartek pocztowych wysyłanych przez poetę oszałamia swoją obfitością. Najwytrwalej wymieniał je z Jerzym i Zofią Nowosielskimi oraz z Mieczysławem Porębskim. Korespondencja tych pierwszych została już wydana, na zbiór z Porębskim musimy jeszcze poczekać. Teraz do rąk czytelników trafia tom zbierający korespondencję, którą prowadził z Ryszardem Przybylskim. Pisali do siebie przez blisko pięćdziesiąt lat: wielki poeta i wielki eseista. Zaskakujące, że w listach Różewicz odsłania się bardziej niż w poezji czy prozie. Jest poetą „ocalonym z prowadzenia na rzeź”, raz po raz definiuje poezję, poetę i potrzebę pisania. Jest w tym bezceremonialny, czasem humorystyczny, innym razem zaczepny. Pisze o sobie: „Książę gówniarzy. Książę Żebrak na »tronie poezji«. Czasem, kiedy mam zacząć pisać – żegnam się znakiem krzyża – zupełnie tak samo, jak przed 40 laty, kiedy miałem wskoczyć do wody… W imię Ojca i Syna i Ducha, a nie wierzę ani w Ducha, ani w Ojca… nie wierzę w Boga… i raz to piszę przez B, a raz przez b”. Pisać takie rzeczy w kraju, w którym bycie poetą to wciąż status innego – trochę świętego, trochę przeklętego, ale zawsze wyróżnionego – to porywać się na wartości narodowe. Różewicz, tworząc „poezję po Auschwitz”, w listach pozwala sobie na zrzucenie maski. Odsłania siebie przy pracy, a czytelnik może zajrzeć mu przez ramię i zobaczyć, jakie słowa go nurtują, jakie lektury wzbudziły niepokój. Zaskakiwany przez Przybylskiego musi się określać. Czytelnik tej korespondencji zostaje zaproszony do świata wewnętrznego poety, a to często oznacza, że otrzymuje zdania mocne niczym manifesty człowieka osaczonego pytaniami.

Wymiana listów rodzi przyjaźń, przyjaźń pozwala na szczerość i swobodę podczas pisania: „Pytał Pan o mój stosunek do poezji – czego od niej chciałem? Właśnie tylko tyle, ile chciałem od Boga – kiedy wierzyłem. Ani mniej, ani więcej. Rozgrzeszenia odkupienia zmartwychwstania… Dla mnie dwoma największymi przegranymi w życiu: gdybym znów uwierzył w poezję, albo w Boga. To byłyby dwie absolutne klęski. Nie mogę tego »wyjaśnić«. Jestem niewierzący – z krwi i kości – (…)”. Poeta świadomie porzuca przecinek i pisze jakby na jednym wydechu: „rozgrzeszenia odkupienia zmartwychwstania”. Ten swoisty słowotok prowokuje do stawiania pytań.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Wyznanie człowieka, świadectwo wieku

TAJEMNICA UŚMIECHU

Epicentrum naszej wiary

Żadnych łatwych pocieszeń

Fioletowy ludzik


komentarze



Facebook