Archwium > Numer 561 (05/2020) > Rozmowa w drodze > GIGANT WŚRÓD KARŁÓW

GIGANT WŚRÓD KARŁÓW
Nauczanie Jana Pawła II jest trudne i wymagające. I z tego powodu także w Kościele bywa ignorowane albo - przynajmniej - lukrowane.

zdjęcie: WOJTEK LASKI / EAST NEWS


Tomasz Maćkowiak: Niedawno słyszałem rozmowę kilku profesorów, którzy byli zgorszeni, że tyle się mówi o Janie Pawle II jako o wybitnym autorytecie. A ja w tym samym czasie przeglądałem czeski podręcznik akademicki, w którym Jan Paweł II jest wymieniony jako jedna z wielkich postaci współczesności, razem z Dalajlamą, Einsteinem czy Habermasem. Dlaczego u nas tak się nie da?

Maciej Zięba OP: Po pierwsze, polski inteligent niełatwo przyjmuje do wiadomości, że trafił się nam wybitny rodak – myśliciel i mąż stanu w skali świata. Rodacy mu nie zaimponują, imponuje mu „zagranica”. Po drugie, współczesna kultura jest szalenie upolityczniona i dzieli wszystkich na „swoich” i „obcych”. I tych drugich konsekwentnie obrzuca mieszaniną hejtu oraz fake newsów. Wystarczy niechęć do Kościoła, by negować światowy wymiar postaci Jana Pawła II.

Ale za to w Kościele papież jest bardzo ceniony…

To druga skrajność. Dominuje myślenie pomnikowe, które sprowadza się do podkreślania, że papież jest wielki i że jest „nasz”. Nie wolno się nawet zastanowić nad złożonym systemem, który po sobie zostawił, nad komplikacjami, jakie ma z tym współczesny świat. To też nie jest dobre podejście.

Jak zatem dziś opisywać tę intelektualną wielkość?

Sięgnijmy do encykliki Centesimus annus. Z upływem czasu lepiej dostrzegamy, jak ważne i odkrywcze jest jej przesłanie. Widzimy trafność diagnozy, że demokracja i wolny rynek bez fundamentów etycznych ulegają zwyrodnieniu i stają się zagrożeniem same dla siebie.

Trzydzieści lat temu też o tym mówiliśmy.

Nieprawda. Wtedy – w atmosferze „końca historii” – odbieraliśmy to jako puste słowa. Teraz dopiero widzimy, jak trafnie są tam opisane alienacja współczesnego człowieka, zagrożenia dla demokratycznego państwa prawa, globalnej gospodarki, znaczenie ekologii, w tym ekologii ludzkiej, prymat kultury nad polityką i ekonomią. Po trzydziestu latach, gdy światem wstrząsają kolejne kryzysy, można dostrzec prawdę zawartą w tym papieskim dokumencie.

Kryzysy się zawsze zdarzały.

Nie chodzi tylko o kryzysy ekonomiczne, ale o cały system. Wówczas przekonywano, że rynek sam się reguluje, że etyka jest sprawą prywatną i mówienie o obiektywnych normach jest przejawem autorytaryzmu. A przecież decyzje ekonomiczne i polityczne także mają wymiar etyczny, bardzo konkretnie wpływają na nasze środowisko, na położenie całych grup społecznych.

To nie są rzeczy oczywiste?

Dziś bardziej niż w latach dziewięćdziesiątych. Gdy Jan Paweł II napisał to w Centesimus annus, były to tezy obrazoburcze! Wielu komentatorów się na to zżymało.

Oburzano się między innymi na papieskie słowa, że parlament nie może podejmować pewnych decyzji.

To prawda. I do dziś niektórzy się oburzają, że Jan Paweł II nie uważał woli większości za ostateczną instancję. A papież pisał o tym, że demokracji nie można traktować jak maszynki do głosowania. Owszem, przepisy i struktury są ważne, ale ważniejsze jest to, jacy są ludzie, którzy te przepisy i struktury wypełniają treścią. Dziś – po fatalnych doświadczeniach z demokracją w Iraku czy arabską wiosną – widzimy na własne oczy, że kartka wyborcza nie wystarcza, by stworzyć autentyczną demokrację.

Fundamentem Centesimus annus jest refleksja nad tym, że kiedyś źródłem bogactwa były ziemia, zasoby naturalne i płody rolne, potem kapitał, a dzisiaj jest nim człowiek. Antropologia jest w centrum tego myślenia. Te instytucje, dokumenty, przepisy i prawa, które uchwalamy, nie przetrwają bez wartościowych, moralnych ludzi. Lejtmotywem papieskiego nauczania było formowanie ludzi sumienia, zdolnych do ofiarności i solidarności. Ale trzydzieści lat temu z tego się podśmiewano.

Serio?

Oczywiście. Powszechnie twierdzono, że nowocześni ludzie nie powinni się przejmować sferą wartości, lecz zająć się dorabianiem, skupić się na prywatnych korzyściach, a reszty dokona bieg historii. Niezwykle wpływowy intelektualista XX wieku Richard Rorty pisał, że gwarancją wolności w liberalnej demokracji jest to, że ludzie są „nijacy, wyrachowani, małostkowi i niebohaterscy”, a u nas powiedziano, że „celem polityki jest to, by w kranie była ciepła woda”. Inne mrzonki, już w XXI wieku, zaprezentował transhumanizm, opisując ulepszenie gatunku ludzkiego, które pozwoli nam całkowicie zapanować nad naturą i stworzyć naukowo poprawionego, nieśmiertelnego człowieka! Cios temu myśleniu zadał wirus, który dotarł do nas z Chin.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Zięba OP - ur. 1954, dominikanin, znawca i popularyzator myśli Jana Pawła II, autor kilkuset publikacji w prasie krajowej i zagranicznej oraz kilku książek, m.in. "Kłopot za kłopotem. Katolik w dryfującej Europie" (Poznań 2015), "Papieska ekonomia. Kościół-rynek-demokracja" (Kraków 2016), w latach 1998-2006 prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

OCZY ARTYSTY

PATRIOTYZM W CZASACH PODZIAŁU

Rozrzucać ziarno

Bez prawdy wolność traci sens

Papież nie zrobił kroku w przód


komentarze



Facebook