KRÓL WSZYSTKICH KANONÓW
Niedojrzałość nie powoduje nieważności małżeństwa. To jest błąd, który popełniają adwokaci sugerujący rozpoczęcie procesu kościelnego. To, jest niedojrzałością w sensie psychologicznym, nie jest tożsame z niedojrzałością w sensie kanonicznym

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Jak często sądy kościelne orzekają, że jakieś małżeństwo zostało nieważnie zawarte?

ks. Adam Pawlaszczyk: Coraz częściej. Liczba orzeczeń nieważności rośnie, ale znaczny wzrost zaczął się wcześniej – już w latach sześćdziesiątych, kiedy to rozwój psychologii i psychiatrii, ale i nauka soboru sprawiły, że zaczęto nieco inaczej patrzeć na kandydatów do małżeństwa. Na przestrzeni osiemnastu lat – od 1966 do 1984 roku – liczba spraw o stwierdzenie nieważności małżeństwa wzrosła o piętnaście tysięcy procent.

Piętnaście tysięcy procent?!

Tak.

Czyli jeśli przyjmiemy, że wcześniej do jakiegoś sądu kościelnego wpływała jedna sprawa rocznie, to na przestrzeni tych lat ich liczba wzrosła do stu pięćdziesięciu?

Tak wynika z wyliczeń kardynała Zenona Grocholewskiego, z którymi się zapoznałem. Dotyczyło to, o ile mi wiadomo, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych i Kanady i związane było z pogłębieniem wiedzy o człowieku i jego psychice. W pierwszym Kodeksie prawa kanonicznego, tym z 1917 roku, w odniesieniu do przyczyn nieważności małżeństwa mówiono wyłącznie o chorobach psychicznych.

To był jedyny powód?

Jedyny natury psychicznej, bo były przecież inne. W związku z rozwojem psychologii zaczęto dostrzegać, że można nie być osobą chorą psychicznie, a jednocześnie nie móc realizować się w małżeństwie, i poszerzono zakres tego tytułu prawnego. W 1983 roku ostatecznie zostało to usankcjonowane przez Jana Pawła II w trzech punktach kanonu 1095, stwierdzającego, że niezdolnym do zawarcia małżeństwa jest ten, kto, po pierwsze, cierpi na chorobę psychiczną, po drugie, ma brak wystarczającego rozeznania oceniającego oraz, po trzecie, z przyczyn natury psychicznej jest niezdolny do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Myślę, że właśnie ten trzeci punkt stał się królem wszystkich kanonów, jeżeli chodzi o orzekanie nieważności małżeństwa.

O czym to świadczy?

Może to świadczyć o wielu różnych rzeczach. Papieże – zaczynając od Jana Pawła II przez Benedykta XVI aż po Franciszka – poświęcali temu tytułowi wiele czasu w swoich przemówieniach do Roty Rzymskiej. Podczas dyskusji nad Amoris laetitia Franciszkowi zarzucono, że – w odróżnieniu od poprzedników – wprowadza do nauki Kościoła bardzo płynne sformułowania, których nie da się zdefiniować zero-jedynkowo. To świadczy o tym, że trudność interpretacyjna istniała i do dzisiaj istnieje. Ludzie mówią potocznie: Moje małżeństwo było nieważnie zawarte, bo ja byłam taka niedojrzała. Co jest oczywiście nie do przyjęcia.

Czy mógłby ksiądz sprecyzować, co oznaczają przyczyny natury psychicznej?

Przyczyny natury psychicznej, które uniezdolniają człowieka do zawarcia małżeństwa, mogą być różnorakie. Może to być na przykład wada osobowości. Nie mówię tu o chorobie psychicznej, która jest ujęta w pierwszym punkcie kanonu 1095. Mam tu na myśli wadę osobowości lub jakieś uzależnienie – na przykład alkoholizm, który istniał w chwili zawierania małżeństwa.

Utajony?

Niekoniecznie. Zatajenie, czyli podstępne wprowadzenie w błąd, to zupełnie odrębna przyczyna nieważności. Samo istnienie alkoholizmu, czyli przyczyny uniezdolniającej, w chwili zawierania małżeństwa powoduje jego nieważność. Podobnie jak inne uzależnienia, które zaburzałyby wspólnotę małżeńską – na przykład uzależnienie od internetu, od komputera. Nie mówię już o tak jednoznacznych, jak uzależnienie od pornografii czy od erotyzmu, które powodują, że kwestia wzajemnej relacji erotycznej, seksualnej małżonków jest zaburzona. Pamiętam też proces, w którym jako przyczynę nieważności podawano uzależnienie od hazardu.

Czym jest wspomniana przez księdza wada osobowości? Ktoś jest kłótliwy, mrukliwy? Ktoś nie sprząta, jest bałaganiarzem?

Chodzi o dysfunkcje osobowości. To, że ktoś jest kłótliwy, mrukliwy, a ktoś nie sprząta, jest zawsze efektem czegoś. Być może podejścia do życia, być może złego humoru w danej chwili. Jeśli jednak jakaś cecha jest trwała i poważnie zaburza codzienne życie, może chodzić o występowanie jakiegoś problemu osobowościowego. Ale nie będę tego ubierał w odpowiednie ramy językowe, bo nie jestem psychologiem.

Rozstrzygając pozew o stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa, sąd ma stwierdzić, że ktoś pięć, dziesięć czy nawet dwadzieścia lat temu był niezdolny do zawarcia małżeństwa. Czyli wstecznie ma ocenić człowieka. To dość ryzykowne.

Tak. Proces o nieważność małżeństwa w Kościele jest procesem opartym na aktach, które się zbiera. Są to przede wszystkim zeznania: samych małżonków, ale i świadków. Sędzia dokonuje oceny w oparciu o to, co w tych aktach znajdzie. Bierze również pod uwagę opinię biegłych, na przykład psychologów. Zdarza się, że któreś z małżonków nie chce wziąć udziału w procesie albo nie chce się poddać badaniu przez biegłego, a ten i tak wydaje swoją opinię. Biegli wydający opinie dla sądów kościelnych niejednokrotnie spotykają się z krytyką swoich kolegów po fachu. Słyszą na przykład zarzuty: Łamiecie standardy, bo wypowiadacie się o czymś, co miało miejsce ileś lat temu. Czasem robicie to, nawet nie przeprowadzając wcześniej badania.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Adam Pawlaszczyk - ur. 1971, kapłan archidiecezji katowickiej, doktor prawa kanonicznego, były oficjał katowickiego Sądu Metropolitalnego, od 2018 roku redaktor naczelny "Gościa Niedzielnego". Mieszka w Katowicach. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa i teologii, kaznodzieja i rekolekcjonista, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze" (od 2010 roku), autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, autor książek "Smaki życia" i "Po co światu mnich?" (obie wspólnie z Katarzyną Kolską). (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

HISTERIA? RACZEJ ZASKOCZENIE

Czy chcesz tu być?

Co się stało z naszą klasą

Drodzy Czytelnicy,

BOJĘ SIĘ LIŚCI, KTÓRE ŻÓŁKNĄ


komentarze



Facebook