TO JUŻ LATO

Wojciech Ziółek SJ

 „Kochane Lato z Radiem, już nie mogę, więc piszę…”. Każdy nosi w sercu jakieś wakacyjne przygody i każdy musi je kiedyś opowiedzieć. Ja też opowiem. Trzy. Bo piosenka Kabaretu OT.TO miała trzy zwrotki, a poza tym jezuici zawsze mówią o trzech rzeczach.

Z moim przyjacielem Zbyszkiem robiliśmy zakupy na rynku w Pasymiu. Weszliśmy do sklepu rybnego, bo świeża rybka z mazurskich jezior aż się prosiła na piątkowy obiad. „Dzień dobry” – powiedzieliśmy radośnie. Chyba zbyt radośnie. Pani ekspedientka – odwrócona do nas tyłem – nijak nie zareagowała na nasze wejście. Oglądając wyłożone ryby, rozmawialiśmy więc między sobą, a pani – wciąż odwrócona tyłem – nawet nie drgnęła. W końcu spytałem: „Przepraszam, a pani to się do nas odezwie?”. Pani bardzo powoli odwróciła się ku nam, po czym wolno i wyraźnie powiedziała: „Nie chce mi się gadać”. Dłuższą chwilę dochodziłem do siebie, aż w końcu udało mi się wyjąkać: „Bo… my chcieliśmy się spytać… mamy rodziny z dziećmi… i chcieliśmy rybę… żeby nie było ości”. Pani – z zimnym spokojem, którego Linda mógłby jej tylko pozazdrościć – odpowiedziała: „A widział pan kiedyś rybę bez ości?”. Tego już było za dużo. Wziąłem głę- boki wdech, by powiedzieć jej kilka słów o braku grzeczności i szacunku do klienta, ale mój przyjaciel Zbigniew (ten, który zbija gniew) był szybszy: „A jakby pani miała sobie doradzić, to którą rybę by pani wybrała?”. Ku memu zdziwieniu (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - jezuita, uratowany grzesznik, Twitter/wziolek_sj (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BO JEST W NIM PAN JEZUS

SMAK DOBRA

BOLI, BO TO MÓJ KOŚCIÓŁ

ŻYWOT WIECZNY. AMEN

ZARAZA, GAMBAROTTA I EPILOG


komentarze



Facebook