Archwium > Numer 565 (09/2020) > Rozmowa w drodze > STRZYŻENIE LITERATURY

STRZYŻENIE LITERATURY
... nie wolno nam cenzurować dawnej literatury, bo to prowadzi do zakłamywania historii. Sienkiewicz myślał tak, jak myślał. Nie uważam, żeby był rasistą jakoś bardziej niż przeciętny Europejczyk w tamtym czasie.

FRAGMENT ELEMENTARZA MARIANA FALSKIEGO, ZDJĘCIE: ARCHIWUM REDAKCJI


Tomasz Maćkowiak: Debaty nad kanonem lektur szkolnych trwają w Polsce od zawsze, ale ostatnio głośno się mówi o tym, że obowiązujący zestaw lektur trzeba zrewidować z powodów ideowych czy też moralnych. Czy pan się zgadza z twierdzeniem, że W pustyni i w puszczy jest utworem rasistowskim i trzeba tę książkę usunąć ze spisu?

Jerzy Sosnowski: Z Sienkiewiczem mam pewien problem i tę książkę usunąłbym ze spisu lektur, ale nie z tych powodów, o których pan mówi. Drugorzędne wydaje mi się to, że książka mogłaby dziś wzmagać postawy ksenofobiczne czy rasistowskie. Ważniejszą rzeczą, moim zdaniem, jest to, że dzieciom w szkole podstawowej należy dawać do czytania rzeczy atrakcyjne. Takie, które je naprawdę zainteresują, wciągną i w ten sposób zachęcą do czytania. A W pustyni i w puszczy takie nie jest.

Unika pan odpowiedzi na moje pytanie.

Nie. Ja odpowiadam tak, jak uważam: podstawowym problemem w edukacji polonistycznej w szkole nie jest rasizm, tylko to, że dzieci nie czytają książek. Moim zdaniem w szkole średniej należy zrobić podstawowy kurs historii literatury narodowej (i powszechnej), zawierający jednocześnie elementy kształtowania postaw tożsamościowych. To jest przecież moment, kiedy wychowujemy obywateli. A w szkole podstawowej zasadniczy problem polega na tym, aby nie zniechęcać dzieci do czytania. Niestety, W pustyni i w puszczy dla dzisiejszego dziesięciolatka czy dwunastolatka jest po prostu śmiertelnie nudne.

Nie da się tego dzieciom zaprezentować atrakcyjnie?

Pewnie da się znaleźć jednego, drugiego czy trzeciego dzieciaka, który powieść Sienkiewicza przeczytał z zainteresowaniem, ale to nie zmienia faktu, że dla zdecydowanej większości ta lektura jest męczarnią. Ta książka po prostu się zestarzała.

Niedawno wróciłem do W pustyni i w puszczy i sam się dziwię, że jako dziecko przeczytałem to z takim zainteresowaniem. Tym niemniej niejeden z naszych rówieśników poczuje się dotknięty takim ostrym sądem.

Starzenie się lektur to proces naturalny. Ja bym go przyjmował spokojnie. Ale przecież pan pyta o co innego: czy lista lektur jest do zrewidowania z powodów ideowych.

Tak. I ta napisana przez Sienkiewicza książka dla dzieci wcale nie jest taka niewinna. Na tle Stasia i Nel czarnoskóry Kali jest kompletnym głuptasem.

To prawda.

Jego partnerka – Mea – zostaje ochrzczona, po czym dzieli się swoim rozczarowaniem: myślała, że chrzest wybieli jej skórę, a ona nadal była ciemna. Nel pociesza ją, że za to duszę ma teraz na pewno białą.

Nie jestem bezkrytycznym wielbicielem Sienkiewicza. W sporze o to, czy większy był Prus, czy Sienkiewicz, jednoznacznie stoję po stronie Prusa. Trylogię czytam wprawdzie z wielką przyjemnością, ale też z dystansem i ostrzegam wszystkich, że z tych książek nie wolno się uczyć historii Polski. To chyba oczywiste, prawda? Sienkiewicza mam za autora bardzo dobrych powieści przygodowych dla dorosłych. Nie rozumiem, skąd ta potrzeba, żeby nagle tak poważnie traktować jego średnio udaną powieść dla dzieci? I skąd, z drugiej strony, to wytaczanie najcięższych armat przeciw samemu autorowi, zarzucanie mu, że był rasistą?

Ale sposób, w jaki przedstawił Afrykanów, to rasizm. To qui pro quo z chrztem w tle trąci mi najprawdziwszym bluźnierstwem.

Rasistą można być dziś, w XXI wieku. Sienkiewicz był nie tyle rasistą, ile dzieckiem XIX wieku, produktem swoich czasów. Wtedy cała Europa miała do Afryki stosunek kolonialny. Jeśli ktoś ma do Sienkiewicza pretensje o to, że przedstawił Meę i Kalego jako sympatycznych głuptasów, to równie dobrze może mieć pretensje do Peryklesa, że jego koncepcja demokracji nie obejmowała niewolników. No nie obejmowała! To była demokracja właścicieli nie- wolników. Niewolnictwo uważano wtedy za normalne i naturalne. Perykles nie był zwolennikiem niewolnictwa – niewolnictwo akcep- towała jego epoka jako całość.

A jednak w czasach Sienkiewicza kolonializm już był intelektualnie rozpoznany jako zbrodnia. Pisał o tym Conrad.

Wcale nie. Conrad napisał najsłynniejszą antykolonialną książkę tego czasu - Jądro ciemności - ale struktura tego tekstu wskazuje wyraźnie na to, że nawet on ulegał kolonialnym stereotypom.

No jak to?!

Tak jest: podróż bohatera w górę rzeki Kongo jest tak naprawdę symboliczną podróżą poza cywilizację, poza znany, bezpieczny świat, a właściwie to poza świat, w którym istnieje jakakolwiek aksjologia. Afryka, czarna Afryka, jest tam w gruncie rzeczy symbolem pierwotnego, ostatecznego zła, które siedzi w człowieku. Zła, którego my, biali, możemy nie dostrzegać, bo wytworzyliśmy wspaniałą cywilizację, która to zło potrafi okiełznać albo przynajmniej zamaskować. Stłumić. A tam, w tej Afryce, cywilizacji nie ma, nie ma świata wartości, humanizmu. No i nie ma aksjologii – jest okrutne, dzikie zwierzę na dwóch nogach. Jest szaleństwo i przemoc. „Groza, groza...”. Te słowa płyną u Conrada z najgłębszych otchłani ludzkiej psychiki – ale w sensie geograficznym z górnego biegu rzeki Kongo.

Pisał to podświadomie?

On był oburzony do głębi tym, co tam wyprawiali Belgowie i w ogóle biali kolonizatorzy. Ale zakładał, że Afryka to obszar nietknięty cywilizacją. Że cywilizacja to Europa. A Afryka to dżungla i prymitywne plemiona koczownicze, których wytwory cywilizacyjne nie mogą się równać z wyrafinowaną kulturą Europy.

To jest wizja fałszywa. My to już wiemy, ale Conrad tego nie wiedział, bo wtedy historia Afryki nie była zbadana (wciąż jest w powijakach, ale przynajmniej mamy zielone pojęcie o tym, czego dokładnie nie wiemy, może zresztą nigdy nie będziemy wiedzieć). Nie sposób mieć do niego pretensji, że on nie wiedział tego, co o historii Afryki wiemy my: że tam istniały bardzo wysoko rozwinięte cywilizacje, które zostały zniszczone przez handlarzy żywym towarem.

Europejczycy zniszczyli te cywilizacje?

Bezpośrednio zrobili to Arabowie, którzy w interiorze Afryki porywali ludzi na masową skalę, doprowadzając do rozpadu tamtejszych społeczności. Te kultury afrykańskie były bardzo wysoko rozwinięte, ale nie znały pisma – dlatego nie zostały po nich dokumenty pisane, które by dziś o tym zaświadczyły. W końcu nastąpił regres cywilizacyjny i dopiero pod koniec tego procesu dołączyli się do niego Europejczycy. Stąd nasza wizja Afryki jako dzikiego kontynentu, którą to wizję podzielał Joseph Conrad.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jerzy Sosnowski - ur. 1962, historyk literatury, pisarz, eseista, dziennikarz, felietonista miesięcznika "Więź" i członek Zespołu Laboratorium WIĘZI. Napisał m.in. "Instalację Idziego", "Spotkamy się w Honolulu", "Co Bóg zrobił szympansom?", "Sen sów". Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

OJCIEC MATEUSZ I INNI

GŁOS Z KRYJÓWKI

PRZYJEMNOŚĆ DZIWOLĄGÓW

STRZYŻENIE LITERATURY

WIGILIA W RAJU


komentarze



Facebook