Archwium > Numer 565 (09/2020) > Wiara jakiej nie znamy > KONIEC ŚWIATA CODZIENNIE JEST BLIŻEJ

KONIEC ŚWIATA CODZIENNIE JEST BLIŻEJ
Wszelkie próby określania daty końca świata lub traktowania obserwowanych wydarzeń jako znaku, iż apokalipsa zaczyna się już tu i teraz, są poważnym nadużyciem.

Eliza Litak

Był w moim dzieciństwie taki czas, gdy panicznie bałam się końca świata. Zapewne wcześniej usłyszałam od kogoś, że takie wydarzenie nastąpi, że jego termin jest nieznany oraz że poprzedzone będzie rozmaitymi niepokojącymi znakami. To wystarczyło, by wzbudzić we mnie prawdziwą obsesję. Do dziś pamiętam, jak w trakcie zabawy zamierałam nagle sparaliżowana strachem, bo właśnie przypomniałam sobie o nieuchronnym kresie wszystkiego, co znam. Nieraz zrywałam się i pędziłam do okna, by spojrzeć z niepokojem na niebo i na ziemię, czy przypadkiem widać już jakieś nadzwyczajne zjawiska świadczące o tym, że oto zaczyna się wielki finał.

Paradoksalnie ten strach przed końcem świata nierozłącznie wiązał się w moim umyśle ze strachem przed… nieskończonością. Odnosił się on do tej nieskończoności, która miała nastąpić po kresie wszystkiego, co doczesne. Była ona dla mnie czymś, czego zupełnie nie mogłam sobie wyobrazić, a co wydawało mi się bezkresne, puste, sterylne i abstrakcyjne. Instynktownie wyczuwałam zaś, że każda bliska mi rzecz jest skończona, niepełna, skomplikowana i chropawa – i że zniknie przy końcu świata.

Oczywiście z perspektywy czasu już na pierwszy rzut oka widać, jaki był główny mankament moich dziecięcych wyobrażeń: otóż nie uwzględniałam w nich osoby kochającego Boga. Owszem, zdawałam sobie sprawę, że ktoś taki istnieje i że to On zarządzi, kiedy ma się dokonać kres doczesnego świata. Nie dostrzegałam jednak, że ów koniec nie będzie jakąś arbitralną decyzją obojętnego albo wręcz wrogiego nam bóstwa, lecz aktem dokonanym przez kogoś, kto najlepiej nas zna i najmocniej kocha. A już zupełnie nie dopuszczałam do siebie myśli, że świat wieczny może być niezrównanie lepszy od świata doczesnego, oraz że to, co obecnie kocham, stanowi tylko odbicie i zapowiedź tego, co czeka na nas w niebie.

Z biegiem czasu ten paniczny lęk przed końcem świata uległ osłabieniu i rozmyciu – pewnie dlatego, że mimo mej czujności i ciągłego wypatrywania znaków ów kres jakoś nie nadchodził. Dziś mogłabym się uśmiechnąć z politowaniem na to wspomnienie, mówiąc, że tylko ktoś o nikłej wiedzy religijnej mógł mieć tak bardzo wypaczone wyobrażenie świata wiekuistego. Lecz taka postawa byłaby krzywdząca i niesprawiedliwa. Bo choć moje oczekiwanie końca świata przybrało zniekształconą i obsesyjną formę, było jednak wyrazem świadomości, że takie wydarzenie nastąpi, o czym zdecydowanie zbyt rzadko pamiętam w dorosłym życiu. Ponadto kryjące się za tą postawą obawy nie dotyczą tylko osób niedojrzałych i niewyrobionych teologicznie – są one czymś głęboko ludzkim, z czym Kościół i jego wierni przez wieki musieli się mierzyć. To normalne, że niepokoją nas nieznane rzeczy, w dodatku takie, których zupełnie nie jesteśmy w stanie objąć rozumem. I że mając w pamięci słowa Jezusa o „strasznych zjawiskach i wielkich znakach na niebie” (Łk 21,11), skłaniamy się ku traktowaniu nadzwyczajnych wydarzeń jako ewentualnych zwiastunów bliskiego końca. Pytanie tylko, czy poprzestajemy na tych lękach i wyobrażeniach, czy też staramy się znaleźć na nie odpowiedzi i uzgadniać je z tym, co mówi nam wiara chrześcijańska.

Od zawsze tak robimy

Powiedzmy sobie szczerze: w samym 2020 roku miało miejsce wiele wydarzeń, które można by uznać za nadzwyczajne znaki, mające wymiar wręcz apokaliptyczny. Zbierająca śmiertelne żniwo i przewracająca nasze życie do góry nogami epidemia koronawirusa, nieustanne zamieszki i ataki terrorystyczne w różnych zakątkach globu, kilkakrotne ryzyko wybuchu poważnego konfliktu zbrojnego, plaga szarańczy w ponad dwudziestu krajach Afryki i Azji, a ostatnio pożar katedry w Nantes. To tylko mały wybór – lektura hasła „2020” w Wikipedii naprawdę może wprawić w przygnębienie. Nie zaskakują więc podnoszące się zewsząd głosy, że tym razem koniec naprawdę jest już bliski.

Tyle że takie stwierdzenia padały w dziejach świata setki, a nawet tysiące razy. Obok bodajże najsłynniejszej z tych przepowiedni, autorstwa Nostradamusa, mieliśmy już przecież choćby apokaliptyczne interpretacje kalendarza Majów, a ostatnio także katastroficzne wizje odmalowywane przez ekologów i niektórych astronomów. Strona internetowa A Brief History of the Apocalypse dla samego okresu 2000–2012 podaje kilkadziesiąt przykładów niespełnionych (jak nam już wiadomo) przepowiedni na temat końca świata1. Niejednokrotnie zresztą zapowiedzi rychłego końca usłyszeć można było nawet z ust ważnych przedstawicieli Kościoła katolickiego: osób świątobliwych i cieszących się dobrą reputacją. Bliskość apokalipsy głosili choćby św. Hilary z Poitiers, św. Marcin z Tours czy św. Wincenty Ferreriusz; jej termin próbował też wyznaczyć papież Innocenty III, określając ją na 1284 rok, czyli 666 lat od umownej daty powstania islamu. Spodziewano się jej w drugiej połowie X wieku, gdy trzykrotnie uroczystość Zwiastowania przypadała w Wielki Piątek, co za każdym razem miało być znakiem nadejścia Antychrysta. Joachim z Fiore uznawał, że tysiącletnie królestwo Chrystusa rozpocznie się najpóźniej w 1260 roku (jego zwolennicy przesuwali potem tę datę kilkakrotnie). Pod koniec XV wieku w apokaliptyczną gorączkę wprawił całą Florencję Girolamo Savonarola. Rychłego końca świata spodziewali się nie tylko katolicy, ale również reformatorzy religijni, tacy jak John Wycliffe, Marcin Luter czy Thomas Mu?ntzer. Przepowiednie te zyskiwały tym większy posłuch w szerokich kręgach społecznych, im bardziej pokrywały się one w czasie z rozmaitymi tragediami (klęskami głodu, wojnami czy zarazami) albo nadzwyczajnymi zjawiskami przyrodniczymi czy kosmicznymi.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Eliza Litak - doktor socjologii, sekretarka, redaktor i tłumacz. Pracuje w Instytucie Tomistycznym. Mieszka w Krakowie i Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

MARYJA I MARYJE

KONIEC ŚWIATA JEST CODZIENNIE BLIŻEJ

INKUBATOR KOŚCIELNOŚCI

PREZENT NA DROGĘ

KONIEC REPUBLIKI BIAŁYCH


komentarze



Facebook