Archwium > Numer 565 (09/2020) > Co wolno w pracy > ZIELONE ŚWIATŁO DLA MOBBERA

ZIELONE ŚWIATŁO DLA MOBBERA
Mobbing ukierunkowany jest na konkretnego człowieka. Chodzi o to, żeby go złamać, pognębić, utrudnić mu pracę, aby odszedł, zmienił zespół, albo żeby go uciszyć, jeśli jest zbyt kreatywny i przedsiębiorczy.

Piotr Świątkowski

Na Facebooku zapytałem znajomych, czy doświadczyli mobbingu. Zgłosiło się kilka osób. Opowiedzieli mi o swoich przeżyciach, a później poprosiłem o komentarz psychologa, prawnika i inspektora pracy. Okazało się, że sprawa prześladowania w pracy jest mniej oczywista, niż myślałem.

Co porabiasz? – pyta Kasia

Była jedną z nich. Z małego miasteczka, z dużej rodziny. Przyszła na nabór w lipcu 2007 roku. Tak jak oni. Pamiętają, że gdy zbliżała się jej kolej, wpuściła koleżankę, a później następną, a później kolejną. Bała się tej rozmowy, chociaż całe miasteczko marzyło o pracy w dziale sprzedaży tej firmy.

Uważali, że się nie nadaje. Nie była urodziwa. Niska, chuda, z odrostami na głowie, do tego nieśmiała.

Dostała najniższą średnią ocen w procesie rekrutacji, ale jej marzenie się spełniło. Została przyjęta. Paliła z nimi papierosy za garażami, jeździła na obiad do obskurnej knajpy przy starej „ósemce”. Kolejni kierownicy sprzedaży z doktoratami, dyplomami i zaświadczeniami zwalniali się po trzech miesiącach, bo słupki sprzedaży nie chciały drgnąć. Pewna duża firma z branży, z imieniem jej właściciela w nazwie, kosiła konkurencję bez litości. I w końcu oko szefa wyłapało w tłumie Kasię. – Kierowników działów zawsze zatrudniano z zewnątrz – opowiada Marzena, lat 40, koleżanka Kasi. – Tym razem awansowano kogoś spośród nas, kto znał wszystkie słabe punkty zespołu.

„Co porabiasz?” – było ulubionym pytaniem Kasi. Wkurzało wszystkich pracowników, bo po spotkaniu z dwudziestym klientem nie pamiętało się własnego imienia. Gdyby pytała: „Co robisz?”, byłoby lepiej. „Rozumiem, że jeszcze będziesz?”. Jakby nie można było zapytać: „Czy przyjedziesz jeszcze do firmy?” albo „Dasz radę jeszcze przyjechać?”.

Gdy chcieli wyjść do domu, jeden z pracowników przechodził obok biura Kasi sprawdzić, czy siedzi, czy może wyszła do łazienki albo ma naradę u dyrektora. Jeśli jej nie było, wszyscy szli gęsiego do drzwi, a później do domu. Gdyby ich zobaczyła, zagnałaby do roboty.

Nie była agresywna, zła ani nawet złośliwa. Przestały się jej podobać ich wspólne obiadki przy starej „ósemce”, papieroski i grille. Chciała, żeby zabrali się do pracy.

Nigdy nie podniosła głosu. Nikt nigdy nie słyszał w jej ustach przekleństwa. Pamiętała o ich imieninach i urodzinach – przynosiła słodycze. Ale nawet w dniu firmowej wigilii zwołała zebranie i wypytywała każdego o plan dnia. Trzeba było podawać przewidywany czas rozmowy z klientem, mimo że wszystko widniało w sprzedażowym programie komputerowym.

– Uderzyła w nasz czuły punkt, czyli to, że trzymaliśmy się razem. Mieliśmy swój etos pracy, jak policjanci. Chcieliśmy pojechać na pączki albo zrobić sobie wolniejszy dzień, żeby się odstresować. A ona uważała, że najważniejszy jest plan.

Marzena, jeszcze do niedawna przyjaciółka Kasi, przed pójściem do pracy spędzała pół godziny w łazience. Jelita skręcały się na myśl, że Kasia za chwilę zadzwoni i spyta: „Co porabiasz?”. Zatrzymywała się na stacjach benzynowych albo prosiła klienta o możliwość skorzystania z toalety. Cały czas wpatrywała się w wyświetlacz telefonu. Kasia szczegółowo wypytywała o to, gdzie się jest, co się robi, kazała opisywać zachowanie klientów i ich nazwiska. Były nawet anonimowe skargi na Kasię, ale sprzedaż wersalek wzrosła. Sklepy meblowe w regionie zepchnęły w kąt meble znanej firmy, której nazwą jest imię właściciela. Szef był zadowolony.

– Jej brak empatii doprowadzał nas do szaleństwa – mówi Marzena. – Dwie osoby zmieniły pracę, ale to było jeszcze przed czasem boomu na rynku pracy. Dobrze zarabialiśmy. Paradoks polegał na tym, że dzięki Kasi zarabialiśmy jeszcze więcej. Tylko stres nas zabijał. W końcu poszłam do psychiatry i pół roku przesiedziałam w domu na antydepresancie. Już nie wróciłam do firmy.

Czy Kasia dopuściła się mobbingu na Marzenie? Spytałem psychologa.

– Mobbing ukierunkowany jest na konkretnego człowieka – mówi dr Agnieszka Mościcka-Teske z Wydziału Psychologii i Prawa SWPS w Poznaniu. – Chodzi o to, żeby człowieka złamać, pognębić, utrudnić mu pracę, aby odszedł, zmienił zespół, albo żeby go uciszyć, jeśli jest zbyt kreatywny i przedsiębiorczy. Co ważne, mobbing dzieje się w relacji, między dwojgiem ludzi. Jeśli kierownik wymaga tego samego od wszystkich, możemy dyskutować o wymaganiach menedżerskich, ale to zupełnie inne zagadnienie. W tym przypadku mamy do czynienia z realizacją celów firmy, czyli ze sprzedażą, a nie z mobbingiem.

Zdaniem dr Mościckiej-Teske awans może zmieniać perspektywę patrzenia i relacje z koleżankami i kolegami. Zjawisko to nazwano samotnością lidera. Czasem ludzi rozdziela niewidzialny mur niezrozumienia i muru tego nie da się zburzyć.

– Wielu z nas uważa, że mówiąc „nie”, zostaniemy odrzuceni – tłumaczy psychoterapeutka Gestalt Katarzyna Olbromska. – Nasi rodzice zmuszali nas do robienia rzeczy, na które nie mieliśmy ochoty. Kiedyś w naszej kulturze obowiązywał model „dzieci i ryby głosu nie mają”. W dorosłym życiu odgrywamy ten model i można nam wchodzić na głowę. Takie osoby są narażone na mobbing, ale również mogą widzieć mobbing tam, gdzie go nie ma. Tak jest w opowieści o Kasi i Marzenie.

Bezkarny mobbing

Jak informuje Ministerstwo Sprawiedliwości, w pierwszym półroczu 2019 roku sądy rejonowe rozpoznawały 425 spraw wytoczonych przez pracowników domagających się odszkodowania i zadośćuczynienia za utracone zdrowie i doznane szkody moralne. Biorąc pod uwagę, że w Polsce czynnych zawodowo jest ponad 16 milionów ludzi, można stwierdzić, że z prawnego punktu widzenia mobbing jest problemem marginalnym. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy zajrzymy w wyniki badań Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. W 2014 roku 43 procent Polaków twierdziło, że w ich miejscu pracy występuje mobbing. 60 procent ankietowanych nie wiedziało, gdzie może szukać pomocy w razie problemu z prześladowaniem w miejscu pracy.

Gdy się analizuje dane ZUS, widać, że od 2012 roku systematycznie rośnie liczba zwolnień lekarskich wypisywanych przez psychiatrów, a to do nich najczęściej trafiają prześladowani pracownicy. W 2016 roku Polacy wzięli o połowę więcej „psychiatrycznych” zwolnień lekarskich niż w 2010 roku. Lawinowo przybywa takich diagnoz jak reakcja na ciężki stres, zaburzenia adaptacyjne, bóle pleców, nadciśnienie, zaburzenia lękowe i depresja. Chorzy zmagający się z problemami psychicznymi długo pozostają na zwolnieniu, co obciąża nie tylko ZUS, ale i pracodawców, którzy muszą zatrudniać nowych pracowników i ponosić koszty ich przeszkolenia.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIELKI CZWARTEK/ CUDA W MIEŚCIE MILICJANTÓW I WOJSKOWYCH

PORTFEL NAWRACA SIĘ OSTATNI

KSIĄDZ W HALI ODLOTÓW

JAK KSIĄDZ RYSIO URATOWAŁ WIEJSKĄ SZKOŁĘ

HEJ, JEZU


komentarze



Facebook