PREZES I JEGO EGO
Kto w stereotypowym myśleniu nadaje się na szefa? Ktoś, kto jest władczy, pewny siebie, pyskaty. Więc robimy go szefem, a potem szybko się orientujemy, że (...) się po prostu do zarządzania, a tym bardziej przywództwa, nie nadaje.

ZDJĘCIE: ENERGEPICCOM / PEXELS.COM


Katarzyna Kolska: Kto jest najważniejszy w firmie?

Dariusz Duma: Najprostsza i najprawdziwsza odpowiedź mówi, że najważniejszy jest klient.

A ja myślałam, że powie pan: W firmie najważniejszy jest prezes. Albo: W firmie najważniejszy jest pracownik.

No tak. Niektórzy prezesi myślą, że są najważniejsi, ale to nie są dobrzy prezesi. Przez jakiś czas pracowałem w Wielkiej Brytanii i uderzyło mnie to, że najlepsze miejsca parkingowe przed biurowcem były tam przeznaczone dla klientów.

W Polsce wciąż jeszcze najlepsze miejsca parkingowe zarezerwowane są dla prezesów, stoją na nich najlepsze samochody, które z reguły najmniej jeżdżą, są wyczyszczone, a niektóre mają szoferów. I nikt się nie odważy zająć prezesowi jego miejsca, bo woli się nie narażać.

Natura – a może i postkomunistyczna kultura – popycha nas w kierunku układu hierarchiczno-narcystyczno-dworskiego. Racjonalne myślenie podpowiada, że najpierw jest klient, potem pracownicy, którzy są przy nim, potem ich szefowie, a na końcu prezes.

No ale jednak od tego prezesa wiele zależy w firmie.

To prawda, prezes może tak zarządzać firmą, że ona się będzie świetnie rozwijała, ale może być nieoptymalny, toksyczny, trudny, hamulcowy, no i w tym kontekście możemy powiedzieć, że prezes jest rzeczywiście bardzo ważny. Jeśli błąd popełni pojedynczy pracownik, to zazwyczaj szybko udaje się ten błąd naprawić. Natomiast jeśli błąd popełnia prezes, to konsekwencje tego są poważne i dalekosiężne. A jeśli jeszcze jest to duża spółka giełdowa i sprawa trafi do mediów, a przez media do ogółu społeczeństwa – na przykład skandale związane z koncernami samochodowymi, które ukrywały dane o emisji spalin – to błędy prezesów i zarządu są w stanie położyć firmę na łopatki. Oczywiście potem sprytni prezesi próbują swój błąd zepchnąć na pracownika na dole, ale to już jest zupełnie inna historia.

Powiedziałam o prezesie, ale też mam w głowie słowa: szef, kierownik, dyrektor. Generalnie chodzi mi o osobę, która jest przywódcą. Jak taka osoba powinna myśleć o sobie? Kim ja jestem w firmie?

Bardzo duża jest różnica między tym, jak powinno być, a tym, jak jest. W świecie biznesu rozróżnia się trzy role szefów. Pierwsza to specjalista, czyli ktoś, kto się dobrze zna na tym, co robi. Autorytet przez swoje fachowe kompetencje.

Potem jest menedżer. Menedżerowie są po to, żeby zarządzając posiadanymi zasobami, we właściwy sposób, właściwą drogą docierali do celu, który im powierzono.

Jest takie znane zdanie Steve’a Jobsa, który mówi, że nie warto zatrudniać ludzi, którym musimy mówić, co mają robić, zatrudniajmy raczej takich, którzy nam powiedzą, co powinniśmy zrobić. I kiedy mówimy o tym, co to jest przywództwo, to wydaje się, że pierwszym obowiązkiem szefa lidera – i to jest trzecia rola szefa, za to zresztą się najwięcej płaci – jest zarządzanie przyszłością. Lider ustala cele i szuka do nich drogi. To jest bardzo twórcze zadanie.

Słowo „lider” pochodzi z języka angielskiego. To lead oznacza być w czymś pierwszym i dokądś prowadzić. Pytanie: Dokąd? Zatrudniając lidera, umawiam się z nim na jakąś wizję; że my jako organizacja, zespół coś chcemy zrealizować. Ale w dzisiejszym świecie, który jest zmienny, niepewny, niejednoznaczny i skomplikowany, coraz trudniej nad tym zapanować. I w związku z tym ważni są ci, którzy umieją trafnie sformułować cel – wizję, wytyczyć jakiś kurs gwarantujący przetrwanie i kapitał na inwestycje. Pamiętajmy, że nie można przejadać tego, co się zarabia, czym się dysponuje – trzeba jeszcze szykować się na to, co ma przyjść, mądrze się konfrontować z niepewnością i konkurencją. No i jeszcze jakiś zysk dla akcjonariuszy by się przydał. W tym poszukiwaniu i definiowaniu wizji coraz ważniejsza jest też etyka – koszty moralne, emocjonalne, odpowiedzialność za środowisko i planetę, w którą stronę świat pójdzie, co zastaną ci, którzy przyjdą po nas.

Kiedy mówię o świecie, mam na myśli, owszem, tych wielkich, którzy spotykają się w Davos czy Dolinie Krzemowej. Ale szef miejskich wodociągów po zakończeniu swojej kadencji również zda sprawę z tego, w jakim stanie zostawia firmę i ludzi – czy wszystkie rury są zardzewiałe i za chwilę popękają, czy jednak były modernizowane i w związku z tym jeszcze przez jakiś czas dobrze posłużą. No i ludzie – czy zostawia ich, mówiąc trochę metaforycznie, zardzewiałych, zniechęconych i przemęczonych, wypalonych i nienawidzących tych cholernych wodociągów i rur, czy też przekazuje swemu następcy zmotywowany, zaangażowany zespół, uśmiechnięty ku przyszłości i ku teraźniejszości, którą tworzą oni, ich rodziny. To jest bazowa odpowiedzialność liderów.

Zostańmy przy tych wodociągach albo jakiejś innej branży.

Może być fabryka łyżek.

Jakiego szefa chcą mieć pracownicy?

Moim konikiem jest myślenie i działanie przez wartości. One są dobrym kluczem do każdej ludzkiej aktywności. Można powiedzieć, że szef, którego ludzie chcieliby mieć, to ktoś, kto jest fair. Czasem się używa słowa „merytokracja”, to znaczy, że moje kryteria oceny po pierwsze są merytoryczne, obiektywne, mierzalne, po drugie dla wszystkich jasne, a po trzecie, że nie ma świętych krów i że stosuję kryteria konsekwentnie i równo. Ludzie sobie takich szefów bardzo cenią i ja to rozumiem, choć bycie fair nie jest tak częste, jak byśmy chcieli. Brakuje szefów, o których moglibyśmy powiedzieć jak o dobrym ojcu: kocha i wymaga.

Drugą bardzo ważną rzeczą jest wzajemny szacunek. Brzmi to może trochę jak życzenia na imieniny, w otoczeniu zdrowia, szczęścia i pomyślności. Co oznacza? Po pierwsze, że szef szanuje mnie i w związku z tym, jeśli mnie o coś prosi, to najpierw pyta, czy mogę to zrobić, czy mam czas, i rozumie, że niekiedy może być inaczej. A po drugie, że mój szef budzi mój szacunek – jako człowiek i jako fachowiec. To znaczy, że na czymś się zna. Oczywiście nie musi się znać na wszystkim lepiej ode mnie, bo to jest śmieszne, kiedy szef próbuje rywalizować z pracownikami i udowadnia im za wszelką cenę, że zjadł wszystkie rozumy.

Pisałam kiedyś wspomnienie o człowieku, który był szefem dużej firmy. Kiedy pytałam o niego pracowników, to z wielu ust usłyszałam mnóstwo dobrych rzeczy. Ale najczęściej pojawiały się takie słowa: Był dobrym człowiekiem, o każdym z nas coś wiedział, każdemu potrafił pomóc, każdemu potrafił powiedzieć dobre słowo, pochwalić, rozumiał, że ktoś ma akurat gorszy dzień, wtedy pocieszył.

To, co pani teraz powiedziała, jest bliskie kolejnej rzeczy, o której chciałem wspomnieć. Chodzi o to, że my łakniemy autorytetów, także tak po ludzku. I kiedy się zdarzają te rzadkie sytuacje, że szef jest autorytetem – zarówno jako fachowiec, jak i jako człowiek, to ja jako pracownik czuję się bezpieczniej, czuję wolność: mogę przynieść do pracy siebie i mogę się w tę pracę naprawdę zaangażować. Trzydzieści lat temu mówiło się, że w pracy jest praca, a życie prywatne jest gdzieś indziej, co wynikało z tego, że nie było takiej dużej presji na wciągnięcie człowieka w pracę. Kiedyś naprawdę o wiele łatwiej było przywdziać rano fartuch pracowniczy, zdjąć go o siedemnastej i zapomnieć o pracy. Dzisiaj jest inaczej, bo jest konkurencja, presja na koszty, kreatywność i zaangażowanie, co znaczy, że musimy być w pracy o wiele bardziej zaangażowani i efektywni. A efektywność nie powstanie wtedy, kiedy się mnie do czegoś przymusi, bo gdy się człowieka do czegoś przymusza, to on stawia opór. Efektywny mogę być wówczas, gdy się zaangażuję w coś, w co wierzę i czemu ufam.

Świat się szalenie spersonalizował, zindywidualizował oraz zróżnicował i szef też taki powinien być. Czyli musi się dostrajać do poszczególnych pracowników, mieć z każdym z nich ten kawałek autentycznej relacji, o którym pani mówiła. Kilkadziesiąt lat temu szef miał zunifikowaną, wyskalowaną strategię zarządzania i to wystarczało. Dzisiaj się w ten sposób daleko nie zajedzie, ponieważ jeśli pracownik nie zostanie dostrzeżony jako człowiek, to pójdzie gdzie indziej. Albo – co gorsze – zostanie na pół gwizdka, jak pasażer na gapę czy nawet wewnętrzny sabotażysta. Dlatego między szefem a pracownikiem musi zaistnieć prawdziwa relacja.

Po co my do tej pracy chodzimy, dlaczego się tak tym wszystkim przejmujemy? Idziemy tam, by zrealizować swoje bardzo ważne potrzeby, takie jak choćby potrzeba osiągnięć i potrzeba znaczenia.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dariusz Duma - ur. 1968, filozof, trener, coach, doradca, prezes Chiltern Consultancy International Polska, pionier i autorytet konsultingu biznesowego w Polsce; popularyzuje wiedzę, kompetencje i wartości związane z przedsiębiorczością, przywództwem, otwartością na zmiany, skutecznością biznesową i zarządzaniem. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

KONIEC PREMII ZA ŚCIEMĘ

PREZES I JEGO EGO

JOGURT PEŁEN WIGORU I ŻYCIA

Poddaj się, żeby wygrać

JESTEM KIMŚ


komentarze



Facebook