Archwium > Numer 565 (09/2020) > Co wolno w pracy > NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS
Zamknijmy oczy. Ale tak naprawdę. I wyobraźmy sobie świat, w którym nie pracujemy. Co robimy całe dnie? Jak one wyglądają? Jak wyglądamy w nich my?

ZDJĘCIE: MARVIN MEYER / UNSPLASH.COM


Aleksandra Przybylska

Jest 14 lutego 2020 roku. Zabiegany piątek. Kto jeszcze nie ma prezentu na walentynki, ten przeczesuje w pracy internet w intensywnych poszukiwaniach. Inni odliczają już czas do weekendu, nie chcąc nawet pamiętać, że w poniedziałek trzeba będzie wrócić za biurka. Nikt nie ma pojęcia, że za miesiąc w Polsce zmieni się dosłownie wszystko. Że będziemy mieli wprowadzony właśnie stan epidemiczny. Że zatęsknimy za biurkiem i pójściem do pracy. Że słowo „koronawirus” będziemy odmieniać przez wszystkie przypadki i zdrabniać je, nazywając nieraz koronką. Ba! Mało kto mówi o koronawirusie, na razie to jakieś wieści z dalekiej zagranicy, wirus z Wuhanu w Chinach. Nikt jeszcze nie wie, że za chwilę ta zaraza wywróci nasze życie, naszą pracę do góry nogami.

Jest 14 lutego 2020 roku. Na facebookową stronę firmy Slowhop wpada publiczny post: „W ciągu ostatnich dni mogliście mieć problem z dodzwonieniem się do nas, a automatyczna sekretarka apelowała o maile (…). To dlatego, że kiedy Wy się budzicie – my już kończymy pracę. Oto powody takiego stanu rzeczy (…).

Jest nas w Slowhopie kilka osób i czasem pracujemy wieczorami i w weekendy. Kontaktujemy się ze sobą czasem nawet o 11 wieczorem, kiedy coś nie działa albo jest jakiś problem. Nasi programiści mają małe dzieci i czasem w środku dnia przerywają pracę, siadając do niej dopiero wieczorem. Inni robią przerwy w ciągu dnia na bieganie (bo akurat jest dobre powietrze), a potem wracają do biurka. Takich przykładów jest więcej, bo uważamy, że skoro życie jest elastyczne, to praca też musi być i nie o to w życiu chodzi, żeby nas praca wpędziła do grobu:)

Stwierdziliśmy więc, że skoro czas i miejsce nie do końca nas obowiązują, to możemy zrobić coś szalonego. I zrobiliśmy. Od niemal dwóch tygodni jesteśmy na pracokacjach. Pracokacje (»workation«, »woliday«) to koncepcja, która zakłada, że praca gdzieś indziej może być efektywna i przyjemna jednocześnie. Nasze »gdzieś indziej« w tej pierwszej edycji slowhopowych pracokacji to Tajlandia (…).

Za chwilę wracamy do Warszawy, będziemy odbierać telefony w normalnych godzinach pracy. Dziękujemy Wam za wyrozumiałość (…)”.

Pod wpisem mnóstwo komentarzy. Generalnie – zachwyt. Cudownie, rewelacja, ktoś zazdrości. Są też pytania wprost: „Nie szukacie pracowników?”, „Gdzie można składać CV?”. I propozycje: „Chcę dla Was pracować”. Paru znajomym sama testowo opowiadam o pracokacjach i też spotykam się raczej z entuzjazmem. Ale nie zawsze. Kilka osób patrzy na mnie jak na kosmitkę. Zwariowałaś? Albo robota, albo wakacje. A już na pewno nie jedno i drugie z tymi samymi ludźmi!

Slowhop to firma, która na co dzień zajmuje się odpoczynkiem (sic!) w Polsce. Dla innych. To portal, na którym możemy znaleźć fajne, niespieszne (slow) pomysły na wakacje albo choć weekend za miastem, z dobrym lokalnym jedzeniem i klimatem, raczej kameralne, w których dla gospodarzy nie będziemy tłuszczą mającą nabijać kabzę, lecz gośćmi znanymi z imienia i twarzy. Sielsko i czarodziejsko.

Ale na nas czas. Czas wrócić do pracy.

Dlaczego chce nam się pracować?

Poniedziałkowe przedpołudnie. Stoję przy przejściu dla pieszych. Czekam na zielone światło. Z oddali dobiega ojcowska perora: Nie można wydawać pieniędzy tylko na przyjemności. Żeby mieć na przyjemności, trzeba na nie samemu zarobić. Rozumiesz?

Właśnie stanęli obok mnie. Podnoszę głowę i widzę, że jego nastoletnia córka rozumie. Aż za dobrze.

– Płaca, wynagrodzenie, korzyści ekonomiczne to jest to, co dzień w dzień nas mobilizuje i motywuje do pracy – potwierdza prof. dr hab. Baha Kalinowska-Sufinowicz z poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. A ja zaczynam się zastanawiać, czy na pewno. Bo na przykład ten tekst piszę dlatego, że chcę, że interesuje mnie temat, który zaproponowała redakcja. Z drugiej jednak strony wiem, że redakcja za tę pracę mi zapłaci. Może więc to jeden z tych przypadków, gdy wynagrodzenie nie jest najważniejsze, ale i nie bez znaczenia? W końcu jestem zwykłym człowiekiem. Też mam kredyt na mieszkanie i zachcianki, na które miło mieć pieniądze.

– Oczywiście są ludzie, którzy pracują wyłącznie dla kasy i resztę mają w nosie – mówi Alicja Liczba, trenerka i coach zajmująca się ekonomią szczęścia. – Są też osoby, które pracują tylko dla stanowiska, bo tylko poprzez nie umieją na siebie patrzeć. Dla innych wreszcie ważne będą w pracy wartości – społeczne i godnościowe. I jeśli one są spełnione, to właśnie to motywuje nas do pracy.

– Potrzeby społeczne, a więc samo bycie z ludźmi, nieraz zwykłe pogadanie w przerwie na kawę, także motywują nas do pracy – potwierdza prof. Baha Kalinowska-Sufinowicz. – Wiele zależy od osobowości człowieka. Są ludzie, dla których atmosfera w pracy będzie istotniejsza od pieniędzy, jakie zarabiają. Są i tacy indywidualiści, dla których nie będzie to aż tak istotne. Ludzie nieraz wolą pracować sami i nie potrzebują innych. A są tacy, którzy rozkwitają, jedynie pracując w zespole.

Czy pieniądze motywują do pracy? – Badania pokazują, że pieniądze są pod koniec pierwszej piątki. Podwyżka, nawet znaczna, motywuje nas krótkoterminowo – mówi Jacek Jokś, coach z Pracowni Psychologicznej Pomocnia w Poznaniu. – Długoterminowo działa zdecydowanie bardziej pytanie: „po co?”, a więc pytanie o sens naszej pracy. W dodatku ktoś, dla kogo jest to istotne, będzie też bardziej wydajnym pracownikiem.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Aleksandra Przybylska - dziennikarka "Gazety Wyborczej", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WYSTARCZY UCHYLIĆ DRZWI

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

SMAKI JĘZYKÓW

To, co najważniejsze

LAUDATO SI' I EZT


komentarze



Facebook