LEKCJA MUZYKI
"Przesłuchanie", reżyseria: Ina Weisse, Francja/Niemcy 2019, dystrybucja: Spectator, w kinach od 4 września

ZDJĘCIE: SPECTATOR


Magdalena Wojtaś

Wprawdzie moja znajomość pojęć muzycznych jest dość ograniczona i wybiórcza, ale film Iny Weisse Przesłuchanie od razu skojarzył mi się z etiudą. Nie w odniesieniu do wielkich dzieł, jakie znamy z repertuarów Chopina, Liszta czy Paganiniego, tylko do tego podstawowego wymiaru – etiuda to przecież w pierwotnym znaczeniu utwór, który ma na celu opanowanie techniki gry i doskonalenie warsztatu poprzez ćwiczenie powtarzających się motywów. Z takiej perspektywy film odgrywa swoją rolę podwójnie, po pierwsze – ze względu na tematykę, która wiele miejsca poświęca muzyce, choć jak to często bywa w podobnych produkcjach, muzyka jest jedynie pretekstem do opowiedzenia o czymś zupełnie innym, a po drugie – ponieważ ten debiut reżyserski Iny Weisse może nie jest przełomowym momentem w historii kina, ale zdecydowanie można go uznać za solidne wzięcie tematu na warsztat, a samą reżyserkę warto zapamiętać na przyszłość.

Uwertura

Anna jest nauczycielką gry na skrzypcach. Ma dziesięcioletniego syna Jonasa i męża Philippe’a, również muzyka, zajmującego się tworzeniem i konserwacją instrumentów. W czasie jednego z przesłuchań kwalifikujących do szkoły, w której pracuje, bohaterka zwraca uwagę na zamkniętego w sobie Alexandra, w którym wyczuwa wielki potencjał. Mimo braku przekonania ze strony innych członków komisji forsuje pomysł przyjęcia chłopca do grona uczniów i bierze go pod swoje skrzydła. Ma go przygotować do egzaminu półrocznego, który zadecyduje o jego pozostaniu w szkole lub opuszczeniu jej. Z entuzjazmem opowiada mężowi o nowym uczniu. Kiedy Philippe pyta, czy jest dobry, Anna potwierdza, dodając: Brak mu pewności siebie, ale mu pomogę. Bohaterka ma też kochanka, Christiana, który razem z nią pracuje w szkole i który namawia ją, aby z jego znajomymi wystąpiła w zbliżającym się koncercie. Anna ostatecznie się zgadza, choć niechętnie. Wprawdzie ćwiczy w domu, a Christian chwali jej grę w czasie prób, ale czujemy, że coś jest nie tak, że nie jest z tego do końca zadowolona. Powoli w głowie może zakiełkować pytanie, dlaczego Anna nie zajmuje się zawodowo grą, tylko nauczaniem i czy przypadkiem nie widzi w nieśmiałym uczniu własnego odbicia. Tak zaczyna się z pozoru niewinna historia o niespełnionych marzeniach i ambicji, za które przyjdzie zapłacić wysoką cenę, nie tylko głównej bohaterce.

Instrument

Dwa słowa: Nina Hoss. Muza Christiana Petzolda, u którego wystąpiła w sześciu filmach. Grała między innymi lekarkę pragnącą wydostać się z Berlina Wschodniego, a także ocaloną z Auschwitz śpiewaczkę poszukującą swojego męża, który podobno wydał ją nazistom. Aktorka o wielkim talencie, potrafiąca unieść emocjonalnie skrajności postaci. Postać Anny buduje w sposób koncertowy. W jednej ze scen bohaterka idzie ze swoim mężem na obiad do restauracji. Nie podoba jej się miejsce, które zajął, więc przesiadają się do innego stolika. Nie może się zdecydować, co zamówić, zmienia zdanie trzy razy, zanim kelner od nich odejdzie. Po chwili przesiadają się z powrotem na wcześniejsze miejsce, bo to wybrane przez nią okazuje się złe, a mąż zamienia się z nią swoim obiadem, który bardziej jej smakuje. Ta scena przesiadania się jest bardziej niż symboliczna. Podobnie jak w restauracji bohaterka przez cały film zachowuje się tak, jakby nie mogła sobie znaleźć miejsca w życiu. Nie potrafi się zdecydować na coś konkretnego, a każdy swój wybór uznaje ostatecznie za niezadowalający. Hoss z wyczuciem i bez afektacji balansuje między pogubieniem Anny a jej potrzebą panowania nad otaczającą rzeczywistością. Bezbłędnie gra rolę kobiety cierpiącej na nerwicę natręctw. Na zmianę irytuje i budzi współczucie. W innej scenie mąż puszcza Annie nagranie z jakiegoś koncertu. Kobieta słucha go z zaciekawieniem, a nawet melancholią, widać, że sprawia jej to przyjemność. Kiedy się dowiaduje, że to ona sama grała, jej mimika zmienia się diametralnie, przybiera minę niezadowolonej nauczycielki i stwierdza, że brzmi niedojrzale, a zapewnienia męża, że jego zdaniem to jest piękne, zbywa machnięciem ręki. Jakby nie potrafiła przyznać sama przed sobą, że coś jej dobrze wyszło.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

OBECNOŚĆ NIEOBECNOŚCI

SKRYTKA PEŁNA WSPOMNIEŃ

WOJNA PO DUŃSKU

CIERPKI SMAK LATA

RECEPTA NA DOBRE ŻYCIE


komentarze



Facebook