FYRLOK

ks. Grzegorz Strzelczyk

Są takie śląskie wyrazy, które lubię szczególnie. Część z powodu ich brzmienia, część dla sprzężeń etymologicznych. Mam też zbiór swoich ulubionych ze względu na skojarzenia z dzieciństwem. Tytułowy fyrlok zdecydowanie do nich należy, choć i za brzmienie należy mu się wysoka pozycja. Mątewka – a przyznaję, że dopiero pisząc ten tekst, odkryłem, jak to ustrojstwo nazywa się po polsku – przywołuje mi natychmiast zapach naleśników, które moja mama robiła w wersji pancake’owej (używając przy tym przemysłowych ilości sody oczyszczonej). Lakoniczne polecenie „fyrlej”, którym powierzała mi mieszanie ciasta za pomocą wyżej wymienionej mątewki, było jednym z nielicznych chętnie przeze mnie wykonywanych. Oczywiście głównie dlatego, że umożliwiało bezkarne wyżeranie surowego ciasta, zwalczane przez moją rodzicielkę równie gorliwie, co nieskutecznie.

Wybaczcie ten przydługawy dziś wątek autobiograficzny. Wszystko przez to, że kilka dni temu fyrlok – wyparty skutecznie przez miksery – wpadł mi w ręce przy okazji przeglądu szuflad w kuchence salek katechetycznych. Wywoławszy kaskadę wspomnień, grzecznie wrócił do szuflady i o mało co jego historia zakończyłaby się w tym miejscu. Ale nazajutrz wrócił do mnie jako gotowa metafora pandemii. Oto jeszcze do marca wszystko było w parafii w miarę ułożone. Od wtedy do wtedy, odtąd dotąd robimy to i to. Kalendarz pięknie dopięty, obwarowany zwyczajami i przyzwyczajeniami. Przyszedł wirus i zafyrloł. I fyrlo nadal. Piszę na początku sierpnia, kiedy jeszcze nie wiemy, czy szkoły i uczelnie bę (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz, twitter: g_strzelczyk (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KILKA SŁÓW O STANACH SKUPIENIA

KOŚCIÓŁKOWACENIE

ĆMOK

DRZEWO

BEZ CHECHRANIO


komentarze



Facebook