Archwium > Numer 567 (11/2020) > Trzecia Osoba > DROGA NA CAŁE ŻYCIE

DROGA NA CAŁE ŻYCIE
Myśląc o owocach Ducha Świętego i o tym, na ile one są obecne w naszym życiu, bez strachu możemy zobaczyć swoje słabości, nie po to, żeby skupić się na swojej niedoskonałości, ale po to, żeby oddać te miejsca Lekarzowi, aby je uzdrawiał i błogosławił.

Marek Rozpłochowski OP

Życie duchowe jest po to, żeby je przeżyć. To zdanie nie jest odkrywcze, ale warto o tym sobie przypominać za każdym razem, gdy bierzemy się do lektury Biblii, pism świętych autorów albo kiedy słuchamy poruszających nas kaznodziejów. Można przecież doświadczyć prawdziwych emocji w kontakcie z treściami opowiadającymi o zaawansowanym życiu duchowym, a nawet szczerze go pragnąć, jednocześnie zatrzymując się na tych wysokich i uduchowionych myślach.

Życie duchowe jest bardzo praktyczne i dotyczy codziennych małych i dużych decyzji. Z trudem zobaczą to osoby, które o życiu duchowym tylko słyszały, ale nigdy nie weszły na tę drogę, oraz marzyciele, którzy lubią myśleć o swoim rozwoju duchowym i świętości, ale jednocześnie nie dostrzegają codziennych okazji do kochania Boga i człowieka.

Dlatego tym razem rozważania o owocach Ducha Świętego, które św. Paweł szczegółowo opisuje w Liście do Galatów, nie będą rozkładaniem ich na czynniki pierwsze. Jeśli przeczytamy słowa apostoła, to nie znajdziemy tam pojęć skomplikowanych i abstrakcyjnych. Przecież miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie to mogą być nasze cechy na co dzień, ale mogą też nigdy nie być nasze – zgodnie z tym, co powiedział Jezus: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (Łk 16,10).

Któż, czytając o owocach Ducha Świętego, nie chciałby przeglądać się w nich jak w lustrze? To przecież wspaniale być takim człowiekiem, ale przy każdym rachunku sumienia mierzymy się z prawdą, że czasami (a może nawet często) jest inaczej. Niestety, może to prowadzić do zniechęcenia i rezygnacji, które nie biorą się z tego, że ideał jest nieosiągalny, ale z nieporozumień, które spróbuję wyjaśnić.

Owoce Ducha Świętego to nie jest kolejne zadanie, tym razem bardzo pobożne, „do zrobienia”. Możemy spojrzeć na nie jak na zaproszenie przez Boga do życia pełnego. To trochę tak, jakby Bóg zapraszał nas na wystawną kolację, żebyśmy się tam najedli i wyszli mocniejsi. Przy stole jednak trzeba się umieć dobrze zachować, ponieważ nasze grubiaństwo i brak manier mogą zniszczyć nawet najlepszą ucztę. Przyda się zatem kilka przykładów łamania duchowego savoir-vivre’u przeszkadzających w karmieniu się owocami Ducha.

Błędy

Faux pas numer jeden.Wyobraźmy sobie człowieka, który przychodzi do swojego przyjaciela na elegancką kolację. Gospodarz prowadzi go do stołu, a ten, gdy tylko usiądzie, wyciąga ze swojej gustownej aktówki kanapki zawinięte w gazetę i kompot w słoiku, po czym zaczyna je bez skrępowania pałaszować. Brzmi absurdalnie, ale w życiu duchowym temu szykownemu gościowi odpowiada człowiek, który do owoców Ducha Świętego podchodzi jak do kolejnych przykazań. Przygląda się sobie i widzi brak cierpliwości, więc spina się jeszcze bardziej, ale jak być cierpliwym, gdy chodzi się napiętym jak struna. Gorzej jest, gdy ktoś dostrzega w sobie brak radości i powoduje to w nim jeszcze większy smutek, bo przecież jak można w sobie nagle wzniecić radość, gdy jej się zwyczajnie nie ma. Tymczasem najlepiej aktówki ze sobą w ogóle nie zabierać. Nie idziemy do pracy, ale na kolację, dlatego dobrze, żebyśmy przyszli głodni.

Faux pas numer dwa. Powiedzmy, że ów gość nauczył się, że nie trzeba zabierać ze sobą kanapek, i zostawił aktówkę w domu. To jeszcze nie koniec pracy nad nieokrzesaniem. Spróbujmy sobie wyobrazić, że przychodzi do swego przyjaciela głodny, siada przy stoliku, zjada to, na co ma największą ochotę, a zaraz potem żegna się z przyjacielem i wraca zachwycony do domu. Chociaż on jeszcze o tym nie wie, mogła to być jego ostatnia wizyta w tym domu. Był tak zachwycony podanym mu jedzeniem, że całkowicie zapomniał o przyjacielu, który go zaprosił. W życiu duchowym jest to człowiek, który tak naprawdę skupia się wyłącznie na własnej chrześcijańskiej doskonałości i bardzo chce się zmienić, ale zapomina, że ideał, o którym mówi Jezus, to nie pozbycie się wszystkich swoich słabości, ale miłość do Boga i bliźniego. Tak jak kolacja jest tylko pretekstem do spotkania, tak owoce Ducha są tylko okolicznościami pomagającymi nam bardziej kochać.

Faux pas numer trzy.To jednak jeszcze nie koniec naszej lekcji. Niech będzie tak: Gość odpowiedział na zaproszenie przyjaciela, przyszedł się z nim spotkać, a przy okazji zjeść wyśmienitą kolację. Niestety, teraz także może zachować się niegrzecznie. Wyobraźmy sobie tym razem, że po wspólnym posiłku jest wyraźnie niezadowolony, a zapytany przez gospodarza, jak upłynął mu wieczór, zaczyna narzekać, bo nie wszystko mu smakowało. W życiu duchowym jest to człowiek, który czyta o owocach Ducha i skoro dostrzega ich braki u siebie, to jest niezadowolony ze swojego życia duchowego. Może nawet dojść do wniosku, że Boga nie ma w jego życiu, a Duch Święty z jakiegoś powodu go omija. Ocenianie własnego życia duchowego to bardzo niebezpieczna pokusa, która zazwyczaj nie przynosi niczego dobrego. Najlepiej wyjaśnia to sam Jezus: „Szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt 6,33).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Rozpłochowski OP - rok urodzenia 1989, Duszpasterz duszpasterstwa młodzieży Przystań, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PO PROSTU JEST

OWOCOWANIE

KRÓLOWANIE

ŻYCIE WARTE ŻYCIA

PIERONA!


komentarze



Facebook