ŚWIĘTE BOŻE WOJOWNICZKI
Dzielne kobiety. Co je łączy? Przede wszystkim walka z narażeniem życia o słuszną sprawę. Ale to nie wszystko...

zdjęcie: WIKICOMMONS


Bartłomiej Mateusz Sokal

Jael

Miecz Kananejczyków znajdował się już na gardle Hebrajczyków, króla nie było, sędziów też nie widziano od wielu lat. Jabin rozpoczął ofensywę uzbrojony w śmiercionośny garnizon, w którego skład wchodziło dziewięćset żelaznych rydwanów. To wystarczyło, by poddać pod swoje panowanie i uciskać naród wybrany przez dwadzieścia lat. W tym czasie sądy nad Izraelem pełniła Debora, jedyna kobieta w tym gronie. To ona staje się spiritus movens powstania antykananejskiego: posyła po Baraka, możnego z pokolenia Neftalego, któremu każe zebrać wojska i wyruszyć na Siserę. Bóg obiecał w żołnierskich słowach: Nadchodzi koniec panowania Jabina nad Izraelem.

Ostateczna batalia między dwiema armiami rozegrała się na tyle szybko, że autor biblijny opisał to tak: „Pan poraził przed Barakiem ostrzem miecza Siserę, wszystkie jego rydwany i całe wojsko. Sisera zeskoczywszy ze swego rydwanu, uciekł pieszo” (Sdz 4,15). Ale czy można mówić o zwycięstwie, gdy dowódca wojsk żyje?

Pierwszy impuls prowadzący do zrzucenia jarzma Kananejczyków wyszedł od kobiety, ale także kobieta zadaje w tej historii ostateczny cios.

W czasie ucieczki Sisera trafia do namiotu żony Chebera Kenity, człowieka związanego z królem kananejskim przyjaźnią. Tam zasypia zmęczony po bitwie i ucieczce w górzystym terenie. W czasie gdy dowódca odpoczywa, spotyka go niespodziewany koniec: kobieta bierze palik od namiotu i przebija jego skroń na wylot. Sisera nawet się nie obudził przed swoim zgonem.

To wyjątkowe osiągnięcie doczekało się nagrody, Jael zostaje okrzyknięta błogosławioną we wspaniałej pieśni zwycięstwa odśpiewanej po batalii: „Niech Jael będzie błogosławiona wśród niewiast, żona Chebera Kenity, wśród niewiast żyjących w namiotach niech będzie błogosławiona” (Sdz 5,24–25). Po tych słowach następuje poetycki, bardziej rozbudowany opis ostatnich momentów życia Sisery, który uwieńczony jest modlitwą: „Tak, Panie, niechaj zginą wszyscy Twoi wrogowie! A którzy Cię miłują, niech będą jak słońce wschodzące w swym blasku” (Sdz 5,31).

Judyta1

Sytuacja była naprawdę trudna. Betula2, mała miejscowość w Judzie, była zagrożona najazdem wojsk babilońskich. Wszyscy wiedzieli, że jeśli to miejsce upadnie, cały Izrael znajdzie się w rękach Babilończyków. Mieszkańcy mobilizują się więc do walki, ale przewaga liczebna najeźdźców pozwala im okrążyć miasto, odcinając je od wody i pożywienia. Zarządzone zostają modlitwy i wszyscy wyglądają wybawienia z ręki Boga. Zostaje tylko czekanie na cud. Pięć dni – na tyle starczą zapasy, później miasto musi się poddać, co de facto oznacza śmierć mieszkańców.

Wybawienie nie nadchodzi.

Wtedy pojawia się Judyta3, która składa obietnicę: „Posłuchajcie mnie, a dokonam czynu, który pozostanie w pamięci z pokolenia na pokolenie dla dzieci naszego narodu. Stańcie tej nocy przy bramie, a ja wyjdę z moją niewolnicą, a w tych dniach, po których obiecaliście wydać miasto wrogom naszym, Pan za moim pośrednictwem nawiedzi Izraela” (Jud 8,32–33).

Kobieta zanosi gorącą modlitwę do Boga, po czym ubiera się w odświętny strój i wyrusza do obozu wroga. Idzie do namiotu dowódcy wojsk Holofernesa, by wkraść się w jego łaski. Mężczyzna, oczarowany jej urodą, zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Judyta wykorzystuje to i czeka na okazję, by zrealizować swój plan. Gdy któregoś kolejnego dnia dowódca po suto zakrapianej uczcie śpi nieprzytomny, kobieta odcina mu głowę i wkłada ją do worka. Następnie, zgodnie ze swoim zwyczajem, wychodzi poza obóz, by się modlić, ale tym razem już nie wraca, udaje się do Betuli.

Tam pokazuje starszyźnie głowę dowódcy wojsk babilońskich i zachęca, by ją wywiesić na murach miasta dla wzbudzenia strachu w sercach najeźdźców. Ten widok, wzmocniony pierwszymi promieniami wschodzącego słońca, wywołuje tak wielką panikę w sercach Babilończyków, że uciekają w popłochu. A wszystko działo się piątego dnia, gdy starszyzna Betuli miała oddać się w ręce najeźdźców. Wybawienie dokonało się w ostatniej chwili!

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Bartłomiej Mateusz Sokal - ur. 1985, teolog, biblista, z zawodu kontroler ruchu lotniczego, prywatnie mąż Ewy oraz ojciec Oliwki i Karola. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NAD ZGLISZCZAMI SODOMY

BOSKIE SNY

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU...

BOSKIE SNY

BÓJ SIĘ BOGA?


komentarze



Facebook