Archwium > Numer 567 (11/2020) > Felietony > MEDYCYNA NATURALNA

MEDYCYNA NATURALNA

Wojciech Ziółek SJ

Jeden z moich byłych współbraci zwykł powtarzać, że każdy jezuita powinien w życiu napisać, albo przynajmniej przeczytać chociaż jedną książkę. Różnie z tym bywa. Są jednak kwestie, na których jezuita znać się powinien. Jedną z nich jest pycha. Nieskromnie – jak na pysznego jezuitę przystało – powiem, że mam w tym względzie niemałe rozeznanie. A że niemal czterdzieści lat pysznego, jezuickiego życia na karku, tośmy się z pychą zdążyli wzajemnie poznać i zaprzyjaźnić, jak – nie przymierzając – diabetyk z cukrzycą. Obydwoje dobrze wiemy, że już się ze sobą nie rozstaniemy, i jedyne, co możemy zrobić, to znaleźć taki modus vivendi (błyśnięcie łaciną to też klasyka pychy), który nie pozwala drugiemu ani unicestwić mnie, ani też zawładnąć mną całkowicie. Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że jedynym lekarstwem, jedyną insuliną, która działa na moją pychę, są upokorzenia. Nie tylko te wielkie, przełomowe, ale również te wszystkie małe prztyczki w nos, które życie niesie ze sobą, a które konsekwentnie podprowadzają do największej łaski wieku dorosłego, czyli do rozczarowania samym sobą. Nie istnieją fora internetowe „Moja pycha”, „Jak żyć z pychą?” lub „Pycha to nie wyrok”, więc korzystam z tej możliwości, aby podzielić się swoim doświadczeniem. Przecież promocję leku trzeba wesprzeć przykładami jego działania.

Zacznę od dość wstydliwego wyznania: Należę do tej nielicznej grupy księży, którzy lubią, gdy ich chwalą za kazania. Mówiąc homilię, myślę nie tylko o przekazie t (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - jezuita, uratowany grzesznik, Twitter/wziolek_sj (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŻYWOT WIECZNY. AMEN

PRZEZ KOBIETĘ

ZARAZA, GAMBAROTTA I EPILOG

BIEG NA ODCHODZENIE

NA MOJE SZCZĘŚCIE


komentarze



Facebook