RĘKA BOGA
Transparent dla Diego Maradony w Buenos Aires brzmiał: "Nieważne, co zrobiłeś w swoim życiu. Ważne, co zrobiłeś w naszym".

JACK HUNTER / UNSPLASH


Zbierają się za każdym razem 30 października, by wspólnie świętować nadejście nowego roku. Nie według kalendarza Majów, Azteków czy Inków – według kalendarza Albicelestes. Tego dnia gromadzą się bowiem członkowie Iglesia Maradoniana, czyli Kościoła Maradony, by obchodzić rocznicę urodzin swego proroka.

Kiedy Diego Maradona jeszcze żył, mówił, że dziwnie się z tym czuje. Czy to jednak nie on jako pierwszy mówił o „ręce Boga”, którą strzelił gola Anglii?

W 2019 roku znakomity brytyjski dokumentalista Asif Kapadia zrealizował film Diego. Wydawać się mogło, że to zaskakujący pomysł, skoro mówimy o genialnym piłkarzu, znanym i rozpoznawalnym chyba dla każdego, nawet ludzi nieinteresujących się specjalnie futbolem. Co jeszcze można o nim powiedzieć oprócz tego, co powszechnie wiemy?

Cielec ze złota

Może to, że gdy był nastolatkiem w 1978 roku, trener César Luis Menotti nie powołał go na mundial organizowany przez jego ojczyznę, który skończył się triumfem Argentyny, więc Maradona bardzo to przeżył. I jeszcze to, że ze wszystkich sił próbował być mistrzem świata, dlatego podczas kolejnego mundialu w 1982 roku, wobec niemocy argentyńskiej drużyny, przy wyniku 0:3 z Brazylią skopał brutalnie w brzuch Brazylijczyka Batistę i zakończył mistrzostwa z czerwoną kartką. Że nie dawał sobie rady z emocjami i że to także z ich powodu w FC Barcelonie mu nie poszło. Że żaden z czołowych zespołów Europy potem już go nie chciał, więc wylądował w słabym, prowincjonalnym włoskim klubie SSC Napoli. Że poprowadził go do mistrzostwa Włoch, zdobycia pucharu UEFA, a Argentynę doprowadził w 1986 roku do mistrzostwa świata po genialnym turnieju. Że chyba jeszcze nigdy jeden piłkarz nie miał tak wielkiego wpływu na wynik zespołu jak on wtedy. Zadał kłam tezie, że meczu nie da się wygrać w pojedynkę. Pokochały go Argentyna i Neapol. Został wyniesiony na ołtarze ludzkiego uwielbienia.

Aż wreszcie się zaćpał, zapił i przed kamerami telewizyjnymi ze łzami w oczach jako już otyły i ledwo poruszający się facet wyznał, że przegrywa walkę z nałogami. Podczas mundialu w Rosji w 2018 roku kamery pokazały go na trybunie stadionu w St. Petersburgu: z twarzą białą od narkotyku przewraca oczami, krzyżuje ręce na piersi, odprawia jakiś rytuał na cześć awansu Argentyny. Kompletnie naćpany na oczach świata robił z siebie widowisko. Jak wielu go wtedy żałowało, krytykowało, potępiało, jaki wydawał się śmieszny i żałosny. Tragiczne życie wielkiego Maradony – jakże częsty to schemat w świecie futbolu.

Co więcej można pokazać na ekranie w filmie o facecie, który okazał się jednocześnie najlepszy i najsłabszy? Czym się różni Maradona od wielu innych ludzi, którzy nie dali sobie rady z otaczającym ich światem?

Asif Kapadia słusznie uznał, że czymś się różni. I nakręcił film o człowieku, który za życia został bogiem. A to oznacza katastrofę dla każdego.

W jakimś sensie to ujęcie zainspirował sam Diego Maradona mówiący po meczu z Anglią w ćwierćfinale mistrzostw świata w 1986 roku, że może faktycznie strzelił rywalom gola ręką, ale była w tym „ręka Boga”. Tymi słowami wydał na siebie wyrok skazujący go na bycie samozwańczym bogiem, istotą bardziej wyobrażoną i stworzoną w głowach fanów niż rzeczywistą. Sam stał się kreaturą. Kreaturą w tym znaczeniu, że został wykreowany. Ludzie chcieli odtąd Maradony boskiego, nie ludzkiego. Doskonałego, a nie słabego. Przestali go traktować prawdziwie, jak traktuje się człowieka. Namalowali jego portret, wręcz napisali ikonę, uformowali cielca ze złota i zaczęli bić pokłony.

Sęk w tym, że ten cielec cały czas naprawdę żył i zmagał się z życiem i swymi słabościami.

W filmie Kapadii argentyński mistrz szybko traci nie tylko prywatność, ale wręcz osobowość. Staje się człowiekiem na wynos, należącym do każdego, bez własnego życia, prawa do słabości i odejścia na drugi plan. Staje się wyobrażeniem sukcesu, a to ogromne brzemię.

Żółto-niebieska bajka

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Radosław Nawrot - ur. 1973, studiował prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarz, autor wielu książek o tematyce sportowej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŁOWCA MOTYLI

CZY PAN MNIE SŁYSZY?

Barwy honoru

GULASZ, LECZO I BŰVÖS KOCKA

EEEEEE... TO TYLKO E-SPORT


komentarze



Facebook