Archwium > Numer 570 (02/2021) > Grzech i skandal > UTRACONY KOMPAS WSTYDU

UTRACONY KOMPAS WSTYDU
Wstyd jest wewnętrznym regulatorem naszych zachowań społecznych. Uczymy się go wraz z procesem socjalizacji. Odpowiedni poziom poczucia wstydu pozwala kontrolować zachowanie i nie przekraczać norm przyjętych w danej społeczności.

Pamiętam gorącą dyskusję, która przed blisko dwudziestu laty zajmowała opinię publiczną i językoznawców. Jej przedmiotem był przymiotnik – excusez le mot – „zajebisty”. W pewnym momencie przymiotnik ten upowszechnił się tak bardzo, że ze slangu młodzieżowego przedostał się do polszczyzny potocznej, a stamtąd nawet do wypowiedzi o charakterze oficjalnym. Pracujący wówczas w Szczecinie dominikanin Marek Kosacz powiedział na katechezie, że „Jezus jest zajebisty”, za co został upomniany przez prowincjała. „Gazeta Wyborcza” relacjonowała jego reakcję: „I co z tego? Mimo kary zdania nie zmieniłem. Jezus JEST zajebisty. Tylko nie do każdego mogę powiedzieć to tymi prostymi słowami”1.

Społeczne odczucie

Ojciec Kosacz miał rację. Nie z każdym trzeba i należy rozmawiać tak samo. I – co więcej – różnie w zależności od sytuacji. Tak przynajmniej postulowała znana od starożytności zasada decorum, czyli zasada stosowności. Zarówno temat, jak i sytuacja społeczna nadawcy i odbiorcy determinowały językowy kształt wypowiedzi. Słowniki internetowe rzeczony przymiotnik wciąż opatrują kwantyfikatorem „wulgarny”. Czy są więc takie sytuacje, które uzasadniałyby użycie tego wulgaryzmu? Słownik slangu młodzieżowego podaje następujące znaczenie tego wyrazu: „świetny, wspaniały, doskonały, fantastyczny”2. A jestem pewny, że można by tę listę wydłużyć. Jedno słowo, a ile znaczeń! Coś jak „niesamowity”, który też się rozpanoszył w polszczyźnie, przynajmniej moich studentów, dla których prawie nic już nie jest niezwykłe, bardzo dobre, oryginalne, wyjątkowe czy nawet wystrzałowe bądź czadowe, ale wyłącznie niesamowite.

Ale wróćmy do tematu. Ten sam słownik cytuje jedną z wypowiedzi użytkownika języka: „Młodzi ludzie nie czują, jak bardzo wulgarny jest przymiotnik »zajebisty«, który służy im do wyrażenia pozytywnych emocji”3. A może już wcale nie jest wulgarny, skoro tak bardzo się upowszechnił? Profesor Jan Miodek argumentował przeciw dewulgaryzacji tego określenia: „Ono mnie okropnie razi, jest wyjątkowo wstrętne i obrzydliwe fonetycznie. Przed paroma laty jedna z gazet napisała, że prof. Miodek w Ojczyźnie polszczyźnie stwierdził, iż słowo »zajebiście« było na początku wulgarne, ale od częstego używania uległo neutralizacji i można z nim dzisiaj iść na salony. Myślałem, że dostanę ataku apopleksji. Ja tak nigdy w życiu nie powiedziałem!”4. Rosnąca frekwencja użycia wcale nie byłaby więc wystarczającym argumentem za wprowadzeniem wulgaryzmu w oficjalny obieg.

Na temat omawianego przymiotnika aż dwa razy wypowiedziała się Rada Języka Polskiego działająca przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. To bardzo pouczająca lektura. Pierwsza wypowiedź dotyczyła pytania o hasło reklamowe, w którym wykorzystano ten przymiotnik. Rada odpisała: „Przymiotnik »zajebisty« jest niewątpliwie jednym z najbardziej wulgarnych polskich słów. Jednoznacznie bowiem kojarzy się z czasownikiem »jebać«, którego wulgarny charakter jest oczywisty. [...] To, że wyraz ten (szczególnie w drugim znaczeniu) jest rozpowszechniony, nie usprawiedliwia jego użycia w kontaktach oficjalnych. [...] ci, którzy odczuwają jego wulgarny charakter (a należą oni jednak ciągle, jak się wydaje, do większości – i nie są to [...] wyłącznie osoby starsze), mają prawo czuć się urażeni, że zmusza się ich do obcowania ze słowem rodem z rynsztoka. [...] Słowo to, choć być może u niektórych (u tych, którzy nie zdają sobie sprawy z jego wulgarnego charakteru) wzbudza dobre skojarzenia, to u znakomitej większości wywołuje reakcję obronną”5.

W drugiej opinii napisano, że kwalifikując wyrazy jako wulgarne czy poprawne, językoznawcy nie ustalają tego uznaniowo, niejako arbitralnie, ale „kierują się społecznym odczuciem”. Idąc tym tropem, Rada zaproponowała pytającemu prosty eksperyment: „Czy słowo jest wulgarne, czy nie, można sprawdzić samemu – używając go w towarzystwie osób mało sobie znanych i będących w dość oficjalnych stosunkach, a następnie sprawdzając reakcję tych osób. Jest to metoda dość ryzykowna, lecz skuteczna – jeśli poczuje się Pan zażenowany tym, że użył Pan jakiegoś słowa, a Pańscy rozmówcy będą tym skonsternowani i zniesmaczeni, to znaczy, że użył Pan wulgaryzmu”6. Czy zainteresowany przeprowadził eksperyment i jakie były jego skutki, nie wiadomo.

Subiektywne odczucie

Co z tego wynika? Ano to, że dominującym kryterium wulgarności jest osobiste, subiektywne odczucie. To ono decyduje o tym, czy dany wyraz w ustach jego użytkownika zabrzmi wulgarnie, czy też nie. Wiele słów sytuuje się pod tym względem gdzieś na granicy znaczeniowej. Jedni użyją wyrazu ze względu na jego wulgarność, inni właśnie dlatego, że już tej wulgarności nie czują, a reakcja zażenowania u słuchacza może być dla nich rzeczywistym zaskoczeniem. Co więcej, brak odczucia wulgarności bywa zarezerwowany tylko dla niektórych użytkowników. Ojciec Kosacz został upomniany nie tylko przez przełożonego, ale także podzielił opinie swoich odbiorców. Ci, którzy tego przymiotnika używali w powszechnej, codziennej, pokoleniowej komunikacji, uznali, że w ustach osoby duchownej i generacyjnie od nich starszej brzmi wulgarnie, a więc niestosownie. A że świadomość wulgarności tego przymiotnika w dyskursie wciąż istnieje, przekonał mnie znamienny fakt. Otóż podczas tegorocznego Sylwestra Marzeń transmitowanego przez TVP 2 wystąpił zespół Weekend, który swój czołowy przebój zaśpiewał inaczej niż to jest w oryginale, bo z refrenem „jesteś zarąbista”. Być może na artystach wymogli to organizatorzy, którzy mają jednak świadomość istnienia Ustawy o języku polskim i konsekwencji jej nieprzestrzegania.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andrzej Draguła - ur. 1966, kapłan diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, członek Redakcji i Laboratorium "Więzi", publicysta, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego". Zajmuje się m.in. komunikacją religijną i związkami między religią a kulturą. Mieszka w Zielonej Górze. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WALORYZOWANIE GŁUPOTY

Czy Jezus jest cool?

Sfilmowany kerygmat

POTĘGA NIESMAKU

PLUDRY, CZYLI SZTUKA (NIE)TOLERANCJI


komentarze



Facebook